Bogusław V "Wielki, Starszy" Gryfita (urodzony w Słupsku albo w Koszalinie, między 1317 a 1318 rokiem, zmarł w klasztorze Belbuck [Belbog], między 3 lutego a 24 kwietnia 1374 roku) herb

Najstarszy syn Warcisława IV Gryfity, księcia wołogoskiego, słupsko-sławieńskiego, rugijskiego i Elżbiety Arnstein von Lindau-Ruppin, regentki Księstwa wołogoskiego, córki Ulricha I Arnstein, Grafa von Lindau-Rupin lub Elżbiety Piastównej, córki Bolka I "Surowego" Piasta, regenta legnickiego i wrocławskiego, księcia jaworskiego, księcia Lwówka, księcia na Świdnicy, Ząbkowic, Strzelinie, Ziębicach i Beatrycze Ballenstedt Askańskiej, córki Ottona V "Długiego" Ballenstedt Askańczyka, margrabiego brandenburskiego, regenta (wicekóla) Czech.

Książę wołogoski od 1 sierpnia 1326 roku do między 3 lutego a 24 kwietnia 1374 roku, książę na Darłowie od 1 sierpnia 1326 roku do między 3 lutego a 24 kwietnia 1374 roku, książę na Dyminie od 1 sierpnia 1326 roku do 25 maja 1368 roku, książę na Gryficach od 1 sierpnia 1326 roku do 27 lutego 1329 roku i od 1341 roku do 25 maja 1368 roku, książę na Gryfie od 1 sierpnia 1326 roku do 27 lutego 1329 roku i od 1341 roku do 25 maja 1368 roku, książę na Łosicach od 1 sierpnia 1326 roku do 27 lutego 1329 roku i od 1341 roku do 25 maja 1368 roku, książę Rugii od 1 sierpnia 1326 roku do 27 lutego 1329 roku i od 1341 roku do 25 maja 1368 roku, książę Nakła od 1 sierpnia 1326 roku do 27 lutego 1329 roku i od 1341 roku do 25 maja 1368 roku, książę na Sławnie od 1 sierpnia 1326 roku do 27 lutego 1329 roku i od 1341 roku do 25 maja 1368 roku, książę na Stargardzie od 1 sierpnia 1326 roku do 27 lutego 1329 roku i od 1341 roku do 25 maja 1368 roku, książę Strzałowa od 1 sierpnia 1326 roku do 27 lutego 1329 roku i od 1341 roku do 25 maja 1368 roku, książę Trzebiatowa od 1 sierpnia 1326 roku do 27 lutego 1329 roku i od 1341 roku do 25 maja 1368 roku, książę słupski od 1 sierpnia 1326 roku do 27 lutego 1329 roku i od 1341 roku do między 3 lutego a 24 kwietnia 1374 roku.

W zapusty 24/25 lutego 1343 roku poślubił Elżbietę Kazimierzównę Piastówną (urodzona przed 16 maja 1335 roku, zmarła około 1362 roku), córkę Kazimierza III "Wielkiego" Piasta, króla Polski i Anny Aldony Giedyminównej, córki Giedymina, wielkiego księcia litewskiego. Między 1362/1363 a 1374 roku poślubił Adelajdę Welf Brunszwik-Osterode (urodzona w Osterode, Anhalt, około 1341 roku, zmarła w klasztorze Marienthron, Pomorze, 8 maja 1406 roku), córkę Ernesta I Welfa, księcia brunszwickiego na Grubenhagen i Adelheidy von Everstein, córki Henryka II, Grafen von Everstein.

Dokładnej daty urodzin Bogusława V dotychczas nie udało się ustalić. Prawdopodobnie przyszedł na świat w roku 1318 jako najstarszy syn Warcisława IV i Elżbiety.

W ósmym roku życia odumarł go ojciec, który na kilka miesięcy przed śmiercią zdołał syna zaręczyć z siostrą Waldemara III, króla Danii, ale do małżeństwa nie doszło. Książę nie był obecny przy śmierci ojca (rok 1326), chociaż ten zachoro­wawszy w Strzałowie (Stralsund), w przeczuciu zbliżającej się śmierci daremnie oczekiwał swego najstarszego syna Bogusława, który z matką i młodszym bratem przebywał wówczas w Stormerswerder. Nim wysłani po niego mieszczanie z Gryfii (Greifswald) zdołali przybyć do Strzałowa, Warcisław IV już nie żył. Zmarł w sile wieku w dniu 1 sierpnia 1326 roku mając zaledwie 36 lat i pochowany został w kościele katedralnym w Kamie­niu - w miejscu, "które sobie sam przed kilku laty wybrał". Już po śmierci Warcisława IV przyszedł na świat jeszcze jeden jego syn, któremu na cześć zmarłego ojca dano imię Warcisław (V). Wszyscy trzej bracia: Bogusław V, Barnim IV i Warcisław V wychowywali się pod czułą opieką matki, która zapewne wpajała synom rycerskie tradycje, co znalazło wyraz w później­szym postępowaniu synów.

Sytuacja polityczna osieroconych książąt pomorskich była nie­zwykle trudna. Zdobyta w ostatnim roku życia ojca wyspa Rugia, która dostała się w ręce książąt wołogoskich w wyniku wy­gaśnięcia rodu książąt rugijskich, panujących na tej wyspie od czasów pogańskich, wymagała obrony przed zakusami ze strony Meklemburgii. Od książąt szczecińskich, Ottona I i Barnima III, trudno było oczekiwać pomocy, gdyż sami byli zajęci obroną swych dzierżaw przed zaborczą polityką Brandenburczyków.

Jedyną realną siłą i podporą dla wdowy i małoletnich książąt były wówczas miasta zachodniopomorskie, takie jak Strzałów, Gryfia, Nakło (Anklam) i Dymin, które dla obrony władztwa młodocianych książąt przeznaczały znaczne środki finansowe.

Wysłane w imieniu młodocianego księcia Bogusława V posel­stwo do Kopenhagi uzyskało potwierdzenie nadania w lenno wy­spy Rugii, mimo sprzeciwów ze strony książąt meklemburskich, którzy po pewnym czasie zdołali przeciągnąć na swoją stronę książąt szczecińskich i mając zapewnioną pomoc niektórych ro­dów rugijskich, uderzyli na tę wyspę. Rozpętała się wojna, w której małoletni książę Bogusław V niechybnie byłby stracił oj­cowskie nabytki, gdyby nie zdecydowana postawa Strzałowa i Gryfu. Sama Gryfia wystawiła wówczas 88 ciężko- i 250 lekko-zbrojnych jeźdźców nie licząc mieszczan. Wraz z wojskiem z Dymina i Nakła obsadzono zamek w Wołogoszczy, a dla obrony wybrzeża w okolicy Ostrożna wybudowały miasta na własny koszt nowy zamek pod Neuendorfem. Główny dramat rozgrywał się w tym czasie pod murami miasta Łosice (Loitz), gdzie wojsko księcia meklemburskiego, Henryka, daremnie próbowało zdobyć miasto zarówno od strony lądu, jak i od strony rzeki. Otoczeni obrońcy miasta mimo głodu bronili się mężnie, aż doczekali się odsieczy ze strony mieszczan Gryfii, którzy pod osłoną nocy zdo­łali dotrzeć do grodu i nie tylko zaopatrzyli oblężonych w żyw­ność, ale także znacznie wzmocnili załogę.

Bogusław wraz z matką i młodszym bratem Barnimem IV przebywał w tym czasie na zamku w Wołogoszczy.

Wydarzenia na Pomorzu były bacznie obserwowane przez Duń­czyków, dla których książę meklemburski był również groźnym przeciwnikiem. Kiedy wojska meklemburskie coraz bardziej nisz­czyły pomorskie osady, przyszły wreszcie posiłki z Danii w liczbie 600 jeźdźców i wylądowały w Strzałowie. Przy pomocy tych wojsk udało się wreszcie Pomorzanom uwolnić miasto Łosice od oblę­żenia przez wojska meklemburskie. Pomoc duńska zmusiła na­stępnie księcia Henryka meklemburskiego do zawieszenia broni na rok czasu, aż do przyszłego św. Jana w 1327 roku. Po tym rozejmie udało się również załagodzić sprawę z książętami szczecińskimi, którzy domagali się uznania ich opieki nad małoletnim Bogusławem V. Po wielu pertraktacjach stanął wre­szcie układ, w którym wdowa po Warcisławie IV uznała Barni­ma III i Ottona I - książąt szczecińskich - za opiekunów swych synów i czasowych zarządców księstwa wołogoskiego. Zamek wołogoski był odtąd pod nadzorem książąt szczecińskich, jednak­że przy współudziale przedstawicieli miast księstwa wołogo­skiego.

Wojna z Meklemburgią trwała nadal mimo zawieszenia broni i oddziały najeźdźcy łupiły kraj na pograniczu zachodnim. Wy­słana ponownie do Kopenhagi delegacja pomorska tym razem powróciła z niczym i cały ciężar obrony przed nieprzyjacielem spadł na miasta.

Tymczasem książę Meklemburgii Henryk zjednał sobie wielu stronników wśród Pomorzan, knujących spisek przeciw mło­dziutkiemu jeszcze Bogusławowi V. Za namową Henryka szweryńskiego, kilku rycerzy pomorskich zamierzało nawet porwać nocną porą księcia Bogusława V z zamku w Wołogoszczy i od­dać go w ręce księcia meklemburskiego. O zamiarach tych do­wiedzieli się mieszczanie Gryfii, dzięki którym udało się pokrzy­żować plany zamachowców. Młodego księcia z matką przewie­ziono wówczas do Gryfii i tam oddano pod opiekę proboszcza, gdzie w obrębie murów miejskich mógł się odtąd czuć bezpiecz­ny. Tam też przyszedł na świat najmłodszy z braci - Warci­sław V "Pogrobowiec".

Gdy upłynął okres rozejmu, walki rozgorzały z nową siłą. Meklemburczycy bezskutecznie oblegali Dymin, Gryfie i Wołogoszcz, a potem na nowo Łosice - wszędzie jednak bez większego powo­dzenia. 2 października 1327 roku mieszczanie Gryfii od­nieśli znaczne zwycięstwo nad wojskami meklemburskimi i od­tąd wraz z mieszkańcami Strzałowa przejęli inicjatywę w walce. Bogusław V, choć był jeszcze młodym chłopcem, brał już w tych wyprawach udział. Wraz z wojskami miejskimi książę wyprawił się na wyspę Rugię, gdzie zdołali się już zadomowić Duńczycy, i po krótkim oblężeniu zawładnął miastem i zamkiem w Charenzie. Walki z księciem Meklemburgii trwały aż do roku 1328 i do­piero układ w Dobromyślu (Brudersdorf) 27 czerwca 1328 roku przy­niósł pokój. Książę Henryk meklemburski zrzekł się roszczeń do Rugii za sumę 31.000 grzywien srebra i oddanie mu w zastaw okręgów: Barda (Barth), Grzymia (Grimmen) i Trzebudzic (Tribsees). W zamian książę Meklemburgii zobowiązał się zaspokoić pretensje wdowy po ostatnim księciu rugijskim, Wisławie III.

W układzie zawartym w Dobromyślu strona meklemburska postawiła warunek, że jeśli w ciągu 12 lat książęta pomorscy nie zdołają wykupić zastawionych terytoriów, to wówczas przej­dą one na wieczystą własność Meklemburgii. Pokój z Meklem­burgią, choć niekorzystny dla książąt pomorskich, był jednak konieczny ze względu na niebezpieczeństwo zagrażające Pomo­rzu ze strony Brandenburgii i biskupa Szwerynu, który zgłosił swe pretensje do Rugii, powołując się na stare prawa z czasów Henryka Lwa i ugodę z Wisławem II z 1293 roku. Po śmierci ostatniego księcia Rugii, biskup szweryński zgłosił pretensje do księstwa, a następnie skierował skargę do papieża Jana XXII. Papież stanął po stronie biskupa, ale Strzałów odrzucił wyrok papieski, za co 12 lutego 1329 roku została rzucona klątwa na miasto i kraj przez dziekana kapituły katedralnej w Verden. Wówczas mieszkańcy Strzałowa zwrócili się w tej sprawie do pa­pieża, który wyznaczył komisję i ta dopiero wydała wyrok ko­rzystny dla miasta. Spór mimo to ciągnął się jeszcze długo, aż książęta pomorscy rozstrzygnęli go zbrojnie na polu walki.

Ten trudny okres walki z Meklemburgią i sporów z biskupem szweryńskim utrudnia również obronę wschodnich ziem księ­stwa wołogoskiego (ziemia słupska). Opiekunowie małoletniego Bogusława - książęta szczecińscy Otto i Barnim - pod naci­skiem zakonu krzyżackiego zdecydowali się odstąpić okręg słup­ski Krzyżakom za cenę 6000 grzywien, z czego księżna Elżbieta, matka Bogusława V, miała otrzymać 2000 na wychowanie swych synów (ad usum puerorum). Układ podpisano w dniu 27 lutego 1329 roku i na jego podstawie Słupsk z przyległymi ziemiami przeszedł jako zastaw w ręce Zakonu na 12 lat. Gdyby zaś ksią­żęta w tym czasie nie zdołali zastawu wykupić, wówczas ziemia słupska na zawsze miała przejść w posiadanie Zakonu. W tym samym czasie Krzyżacy zdołali usadowić się również na ziemi bytowskiej, którą książę Warcisław IV nadał rodowi von Behren.

Długie lata sprawowania władzy na terenie księstwa wołogo­skiego przez książąt szczecińskich przyniosły wiele złego. Zewsząd narastało zagrożenie. Liczne konflikty nie znajdowały osta­tecznego rozwiązania, a na domiar złego księstwo zostało powa­żnie uszczuplone przez ustępstwa na rzecz zakonu krzyżackiego.

Wreszcie w roku 1338 Bogusław V osiągnął pełnoletność i sam przejął władzę również w imieniu młodszych braci. Młody Bo­gusław V główną uwagę skoncentrował na odzyskaniu zastawio­nych połaci kraju, jak również na pokojowym uregulowaniu spo­rów - głównie z biskupem szweryńskim. Warunki zapropono­wane przez biskupa były jednak nie do przyjęcia i sprawa dalej toczyła się drogą sądową przed władzami papieskimi.

Większe niebezpieczeństwo poczęło zagrażać młodemu księciu ze strony Brandenburgii, której władcy za cenę uznania Barni­ma III wolnym księciem Rzeszy zawarli z nim układ, dający im prawo do dziedziczenia Pomorza na wypadek jego bezpotomnej śmierci. Ponieważ Barnim III nie miał potomstwa męskiego, zachodziła obawa, że układ ten wkrótce może wydać owoce. Umowie Barnima III z Brandenburgią sprzeciwiły się bardzo ostro miasta księstwa szczecińskiego: Szczecin, Goleniów i Gry­fino (Greifenhagen) i uznały za swego władcę Bogusława V w 1339 roku. W tej sytuacji wojna wisiała w powietrzu. Bogusława poparły także zdecydowanie miasta: Strzałów, Gryfia, Nakło i Dymin.

Do otwartej wojny jednak nie doszło, gdyż po kilku latach Barnimowi III urodził się syn (Kazimierz III), a potem jeszcze dwóch innych; niebezpieczeństwo wymarcia linii szczecińskiej dynastii Gryfitów zostało zażegnane.

Tymczasem upłynął już dwunastoletni okres zastawu miasta i okręgu słupskiego. Księciu Bogusławowi V groziła utrata wscho­dnich obszarów księstwa. W ubogim i zniszczonym długotrwałą wojną kraju niełatwo było zgromadzić potrzebną do wykupu sumę pieniędzy. Pomimo usilnych starań, książę zdołał zebrać zaledwie 3334 grzywny - brakowało mu jeszcze 2666 grzywien, które musiał Zakonowi wypłacić do dnia 17 maja 1341 roku. W tej trudnej chwili przyszli księciu z pomocą sami mieszczanie słupscy, którzy przez lat dwanaście gnębieni przez Krzyżaków nadmiernymi podatkami, za wszelką cenę pragnęli powrócić pod bardziej łagodne rządy książąt pomorskich. Kupcy i rzemieślnicy oddawali do kasy miejskiej kosztowności, pragnąc w ten sposób umożliwić pomorskiemu władcy wykup miasta. Zebrane w wiel­kich ilościach zastawy stołowe ze srebra i złota oraz kosztowno­ści umożliwiły Bogusławowi V wykup Słupska z rąk krzyżackich. Bogusław V zawsze pamiętał o tym pięknym dowodzie przywią­zania Słupska do dynastii i w najbliższych latach wynagradzał miasto cennymi przywilejami (np. prawo wyboru innego księcia w wypadku ucisku, prawo bicia monety).

Nie mogąc prowadzić walki na dwa fronty, Bogusław V musiał pójść na ustępstwa wobec Meklemburgii, której książęta przejęli prawa biskupa szweryńskiego. Pod naciskiem swoich miast mu­siał Bogusław odstąpić książętom meklemburskim okręg Barda, Trzebudzic i Grzymia wraz ze wszystkimi zwierzchnimi prawami.

W trudnej sytuacji politycznej, otoczony zewsząd przez wro­gie organizmy polityczne, nie znajdując żadnej pomocy u swych krewnych, książąt szczecińskich - Bogusław V począł się rozglą­dać za innymi sojusznikami.

Książę pomorski poszedł w ślady swego ojca, Warcisława IV, który 18 czerwca 1325 roku zawarł w Nakle sojusz z królem Polski Władysławem "Łokietkiem". Na mocy tego ukła­du książęta pomorscy Warcisław IV, Otto I i Barnim III zobo­wiązali się do udzielenia Łokietkowi pomocy zbrojnej przeciw każdemu z wyjątkiem króla Węgier i wszystkich książąt piastow­skich. Ze swej strony król Polski miał wysłać posiłki zbrojne w razie zagrożenia książąt pomorskich. Ostrze tego sojuszu skierowa­ne było przede wszystkim przeciw Marchii Brandenburskiej. Spe­cjalny punkt układu mówił, że w razie zajęcia terytoriów Nowej Marchii, obszary po lewej stronie Drawy mają przypaść Polsce, a ziemie leżące po prawej stronie rzeki przypadną książętom po­morskim. Sojusz ten miał znaczenie nie tyle praktyczne, co poli­tyczne, gdyż wyraźnie rozdzielał Brandenburgię od zakonu krzy­żackiego, a między Polską i Pomorzem Zachodnim przerzucał po­most wspólnego interesu politycznego i mówił o solidarnej obronie przed wspólnymi wrogami.

Potrzeba odnowienia takiego sojuszu w latach czterdziestych XIV stulecia była jak najbardziej celowa. Polska w tym czasie - nie mogąc usunąć Zakonu z Pomorza Gdańskiego - dążyła do po­koju z Krzyżakami na jak najbardziej dogodnych dla siebie wa­runkach. Dlatego sojusz z księciem wołogoskim był dla Kazimie­rza "Wielkiego" wielce pożądany. Według relacji Długosza, ini­cjatywa przymierza wyszła od księcia pomorskiego Bogusława V. 24 lutego 1343 roku zawarte zostało w Poznaniu przy­mierze między Kazimierzem "Wielkim" a księciem Bogusławem V, umocnione dodatkowym układem zaręczynowym Bogusława z cór­ką Kazimierza "Wielkiego" - Elżbietą.

W sprawie małżeństwa Bogusław wysłał poselstwo do Kazimie­rza "Wielkiego", do Krakowa, które było łaskawie przyjęte. Podpi­sano umowę, w której Bogusław wraz z braćmi Barnimem IV i Warcisławem V zobowiązuje się "Kazimierza króla przeciw wszel­kim nieprzyjaciołom, a zwłaszcza mistrzowi i zakonowi krzyżaków pruskich w każdej potrzebie i wojnie wspierać orężem wiernie i przychylnie jako ojca i pana, i na każdą wyprawę dostawi kró­lowi Kazimierzowi i Koronie Polskiej 400 kiryśników i sam oso­biście w pomoc przybędzie, a nigdy rzeczonego Kazimierza i Kró­lestwa Polskiego nie opuści tak w pomyślności, jako i w niedoli". Po tej umowie król Kazimierz wyprawił gody weselne w Poznaniu z wielką okazałością w dzień św. Macieja apostoła. Król przekazał córce w posagu 20 000 grzywien szerokich groszy praskich, nie licząc bogatej wyprawy w szatach, złotych i srebrnych naczyniach oraz klejnotach.

Ostrze tego sojuszu skierowane było bezpośrednio przeciw Krzy­żakom, gdyż układ wyraźnie przewidywał, że Bogusław razem z braćmi przyjdzie królowi polskiemu z pomocą przeciw każdemu, a specjalnie przeciw Cruciferos de domo Theutonica, przyprowa­dzając pod osobistym dowództwem 400 zbrojnych. W wypadku wzajemnej pomocy, wojskom polskim - gdyby się znalazły na terenie księstwa wołogoskiego - obiecywał książę Bogusław tro­skliwą opiekę i pomoc. Król Kazimierz nie myślał wówczas po­ważnie o wojnie z Zakonem, przygotowując układ pokojowy, za­warty później w Kaliszu. Mimo wszystko w umowie Bogusława V z Kazimierzem "Wielkim" znalazło się również postanowienie szcze­gółowe, że na wypadek wojny zaczepnej ze strony Zakonu, grody zdobyte na ziemiach zagrabionych przez Krzyżaków wrócą do pra­wowitych właścicieli. Był w układzie również punkt mówiący o bezpośrednich korzyściach dla księcia pomorskiego, a mianowi­cie zajęte w przyszłości ziemie nieprzyjaciela podzieli się między zdobywców, albo otrzyma je jedna ze stron za odpowiednim wy­nagrodzeniem pieniężnym drugiego z sojuszników.

Dla Polski najważniejszym i bardzo realnym postanowieniem był punkt mówiący, że Bogusław V nie przepuści przez ziemie księstwa wołogoskiego żadnych posiłków idących z Zachodu na pomoc Zakonowi ("z których my żadnego człowieka, niezależnie od godności, religii, pozycji lub stanu, przez ziemie i miejscowości naszego państwa zmierzającego ku Zakonowi, nie przepuścimy").

Dla wzmocnienia przymierza, w tym samym dniu podpisano układ zaręczynowy, który Długosz niesłusznie przedstawił jako układ małżeński; małżeństwo zawarto dopiero w kilka miesięcy później. Panna młoda otrzymała od swego ojca, króla polskiego, duży posag w wysokości 20.000 kóp groszy praskich, a przyszły małżonek, Bogusław V, zapewnił jej wiano w wysokości 2000 kóp tej samej monety.

Przymierze polsko-pomorskie, aczkolwiek w całej rozciągłości nie weszło nigdy w życie, miało jednak dla obu krajów duże zna­czenie polityczne, gdyż zakon krzyżacki - odcięty teraz od kra­jów Rzeszy - bardziej był skłonny do zawarcia pokoju. Istotnie, w kilka miesięcy potem - w lipcu tego roku - podpisany został w Kaliszu układ pokojowy między Polską a Zakonem, przy czyn­nym współudziale księcia pomorskiego, który występował już wówczas jako zięć Kazimierza "Wielkiego", a tym samym miał być ewentualnym spadkobiercą w wypadku, gdyby Kazimierz "Wielki" nie pozostawił męskiego potomstwa.

Zawiązane wówczas między Polską a Pomorzem Zachodnim węzły polityczne, umocnione małżeństwem, odegrają w później­szych latach poważną rolę w polskiej polityce zachodniej.

Sojusz z księciem Bogusławem V oraz bliskie z nim powino­wactwo skłoniły Kazimierza "Wielkiego" do umocnienia polskich wpływów na terenie Kościoła pomorskiego. Na plan pierwszy wy­sunęło się wtedy dążenie króla Polski do rozciągnięcia zwierzch­nictwa Gniezna nad biskupstwem kamieńskim. Wysuwane przez Gniezno pretensje do podporządkowania sobie tego biskupstwa sięgały czasów odległych. Metropolita gnieźnieński nadal zabiegał o utrzymanie na Pomorzu Zachodnim opłaty zwanej świętopie­trzem, której niechętne było zarówno duchowieństwo niemieckie, jak i miejscowa ludność, chociażby ze względów czysto fiskal­nych. Podobnie jak w przypadku Wrocławia, denar św. Piotra za­miast łączyć diecezję kamieńską z Polską - powodował raczej rozluźnienie związków. Wykorzystując dogodną sytuację politycz­ną, w której papiestwo było stronnikiem antywittelsbachowskiej Polski i prowittelsbachowskiego biskupa kamieńskiego Jana, Ka­zimierz "Wielki" w latach 1343-1346 wzmógł starania o rozciągnię­cie supremacji Gniezna nad oderwanym od metropolii biskup­stwem. Kilka korzystnych dla Polski wyroków papieskich z tego czasu nie przyniosło jednak żadnych zmian, ale one z kolei stały się ważnym argumentem w ręku arcybiskupów gnieźnieńskich. W czasie tej walki doszło nie tylko do wyklęcia przez papieża bi­skupa kamieńskiego, ale nawet do najazdu wojsk biskupa kamień­skiego Jana na dobra kościelne arcybiskupstwa gnieźnieńskiego. Ostatecznie mimo wzmożonych starań ze strony arcybiskupa gnie­źnieńskiego i silnego poparcia dyplomatycznego króla Kazimierza "Wielkiego", nie udało się przywrócić faktycznego władztwa nad tym starym polskim biskupstwem.

Podbudowany przymierzem z królem Polski, książę wołogoski począł śmielej występować przeciw Meklemburgii, której ksią­żęta nadal wysuwali roszczenia do ziem pomorskich. W tym sa­mym czasie książęta szczecińscy bardziej oparli się o cesarza Ka­rola IV - zwłaszcza Barnim III, który jako student uniwersytetu praskiego znał dobrze stosunki czeskie i doceniał potęgę cesarza. Przy jego pomocy książęta pomorscy próbowali odzyskać zagra­bioną im dawniej Marchię Wkrzańską oraz Nową Marchię, tym bardziej że margrabia Ludwik znajdował się w niezwykle trudnej sytuacji politycznej. Książęta pomorscy wystawili w Szczecinie dokument hołdu lennego cesarzowi Karolowi IV, aby zapewnić sobie jego pomoc na wypadek wojny z Meklemburgią czy też z Brandenburgią.

W połowie XIV wieku zmieniła się też sytuacja polityczna Brandenburgii. Cesarz pojednał się z margrabią Ludwikiem, a król Danii Waldemar przybył mu z pomocą. Po stronie Walde­mara opowiedział się Bogusław V i wraz z Duńczykami jego woj­ska pod wodzą brata Warcisława V dotarły aż do biskupstwa lu­buskiego. Zerwano wówczas rozejm z księciem meklemburskim i zaczęła się walka o ponowne przyłączenie do Pomorza okręgu Barda. Ostatecznie za pośrednictwem cesarza Karola IV zawarto pokój w Lubece w 1350 roku. W pertraktacjach pokojowych brali udział również książęta pomorscy. Jednakże sporu o Rugię nie rozstrzygnięto, co było powodem nowych walk między Bogusła­wem V a książętami Meklemburgii. Księstwo wołogoskie najecha­ły wtedy trzy znaczne oddziały meklemburskie, z których każdy oblegał jedno z miast: Bardo, Grzymie i Łosice. Bogusław V w trudnej dla siebie sytuacji wezwał na pomoc księcia szczecińskie­go Barnima III, który ze swym oddziałem przybył nadspodziewa­nie szybko i dzielnie walczył z wojskami najeźdźcy. Pomorzanie odzyskali wówczas miasto Grzymie, ale nie udało im się odbić z powrotem Barda, skąd silna załoga meklemburska nie dała się wyprzeć. Sukcesy pomorskie skończyły się, jednakże w roku na­stępnym, ponieważ król duński stanął po stronie meklemburskiej. Bogusław V razem z młodszymi braćmi musiał ograniczyć się je­dynie do obrony własnych miast i twierdz, atakowanych przez księcia meklemburskiego. Ani książę Barnim III, ani miasta po­morskie nie mogły wówczas pomóc Bogusławowi V; książę szcze­ciński zajęty był walkami o utrzymanie Marchii Wkrzańskiej, a miasta walczyły na morzu z siłami piratów, by zapewnić sobie bezpieczne szlaki handlowe. Dopiero ustąpienie armii duńskiej ośmieliło Bogusława do samodzielnych wypraw na terytoria meklemburskie. Zniszczenia, jakich dokonały tam wojska Bogusła­wa V, sprawiły, że książę meklemburski zgodził się na ustępstwa i wkrótce zawarto pokój, który objął także cesarza Karola IV, króla Polski Kazimierza "Wielkiego" oraz księcia szczecińskiego Barnima III. Pertraktacje toczyły się w pomorskim mieście Strzałowie. Wreszcie w dniu 12 lutego 1354 roku podpisano porozu­mienie, na mocy którego książęta meklemburscy zrezygnowali za pewną sumę pieniędzy ze swych praw do okręgu Barda. Jako za­staw do czasu tej wypłaty książę Bogusław V dawał dwa miasta: Bardo i Grzymie. Poza tym Pomorzanie zobowiązywali się nie bu­dować na pograniczu meklemburskim żadnej nowej twierdzy, a wszelkie spory miano wspólnie przekazywać sądowi przedstawi­cieli czterech miast - Rostocku, Wismaru, Strzałowa i Gryfii, czyli dwóch miast pomorskich i dwóch meklemburskich - oraz czterech przedstawicieli rycerstwa. Największym zwycięstwem Bogusława V w tym układzie było utrzymanie wyspy Rugii, która po 30 latach walk, różnego rodzaju rozejmów i traktatów nadal pozostawała w ręku księcia wołogoskiego.

Sytuacja gospodarcza całego Pomorza była wówczas - po­dobnie jak w innych krajach - bardzo trudna. Były to lata, kie­dy w całej Europie szalała zaraza, określana mianem "czarnej śmierci". Wielka śmiertelność, zwłaszcza w miastach, gdzie by­wały wypadki, że w jednym dniu umierało kilkuset ludzi (w Lu­bece w dniu 10 sierpnia 1350 roku umarło nawet kilka tysięcy), nie znajdowała u ludzi żyjących wówczas uzasadnienia w natu­ralnych przyczynach. Dopatrywano się kary boskiej oraz szukano przyczyn gniewu bożego. Owa atmosfera lęku sprzyjała powsta­waniu nowych sekt religijnych (flagellanci-biczownicy), których fanatyczni wyznawcy dezorganizowali całe życie gospodarcze i tak już biednego kraju. Na Pomorzu biczownicy znani byli pod nazwą Loetzkenbrüder, lecz bardzo rychło uznano ich za kacerzy i po­częto prześladować.

Lecz nie tylko walka z kacerzami zajmowała umysł Bogusła­wa V. Miał on także kłopoty z Kościołem, a ściśle mówiąc - z biskupem kamieńskim Janem, który bez zgody książąt pomor­skich kazał kapitule wybrać swego brata na koadiutora. Było to wyraźne pogwałcenie praw patronatu książąt pomorskich. By ich nie stracić, Bogusław wraz z książętami szczecińskimi chwycił za broń; biskupa i kapitułę zmuszono do respektowania dawnych praw książęcych. Niebawem jednak współpraca z księciem szcze­cińskim Barnimem III przerodziła się w otwarty konflikt. Powo­dem zatargu był podział majątków grafa von Gutzkow po jego bezpotomnej śmierci w 1359 roku. Jednak do otwartej wojny nie doszło. Wkrótce zawarto porozumienie, a w dwa lata potem Bo­gusław V razem z Barnimem III, z książętami saskimi, królem Polski Kazimierzem "Wielkim" i królem Danii wypowiedział zdecy­dowaną walkę wszelkim rabusiom i burzycielom pokoju.

Tymczasem dorastała jedyna córka Bogusława V - Elżbieta, która w 1363 roku miała około 18 lat i według opinii współczes­nych wyróżniała się nie tylko silną budową, ale również wielką urodą. (Kronikarze pomorscy Bugenhagen i Kantzow nic nie wspominają o jej nadzwyczajnej sile). Jako niewiasta łamała podobno podkowy i w rękach rozrywała stalowe kolczugi. Książę Bogusław V z pewnością starał się o odpowiedniego kandydata do jej ręki wśród książąt Rzeszy lub wśród Piastowiczów w Pol­sce. Tymczasem myślał o jej przyszłości dziadek - Kazimierz "Wielki", na którego dworze młoda Elżbieta wychowywała się. Orientując się znakomicie w polityce zagranicznej najbliższych sąsiadów, umiał Kazimierz "Wielki" wykorzystać waśnie najbliż­szych władców dla swych politycznych celów. Od dawna istnie­jący, długotrwały konflikt między cesarzem Karolem IV a królem węgierskim Ludwikiem został ostatecznie załatwiony pokojowo za pośrednictwem legata papieskiego. Kazimierz "Wielki", szwagier króla Ludwika, starał się ten pokój umocnić i wyzyskać dla siebie przez wysunięcie kandydatury swej wnuczki na żonę dla owdo­wiałego cesarza.

Cesarz również przystał na ten czysto polityczny związek i wkrótce po uzyskaniu zgody księcia Bogusława odbyło się huczne wesele w Krakowie, a potem wiele uczt, z których jedna znana jest u nas w literaturze pod nazwą uczty u Wierzynka. Bogu­sław V był bardzo wdzięczny swemu teściowi, że nie tylko posta­rał się dla jego córki o cesarskiego męża, o jakim książę pomorski nigdy nie mógł marzyć, ale również przejął na siebie wszelkie koszty wesela, które według współczesnych temu wydarzeniu re­lacji niewiele miało równych sobie. Wystarczy wymienić za Długoszem co znamienitszych gości, aby mieć wyobrażenie o zna­czeniu tego zjazdu. Z władców obok Kazimierza "Wielkiego" byli obecni: król Ludwik Węgierski, król Danii Waldemar oraz władca dalekiego Cypru - Piotr. Z książąt obok wymienionych Piastowi­czów uroczystości weselne uświetnili: książę Ziemowit z Mazowsza, Bolko II świdnicki, Władysław opolski oraz książę z dalekiej Ba­warii. Król Danii - jak relacjonuje Długosz - przybył drogą morską na Pomorze do księstwa Bogusława V i stąd wraz z ojcem narzeczonej oraz z samą Elżbietą wyruszył do Krakowa, podej­mowany niezwykle gościnnie. Pan młody - cesarz Karol IV - jechał do Krakowa przez Śląsk, a następnie był uroczyście witany pod Krakowem przez przybyłych już gości oraz przez króla Kazi­mierza. Po tym powitaniu nastąpiło drugie - już u wrót miasta, gdzie naprzeciw cesarskiemu oblubieńcowi wyszła panna młoda ze swym ojcem, księciem Bogusławem V, oraz z licznym orsza­kiem dziewcząt. Następnie witały cesarza różne procesje z kra­kowskich kościołów oraz przedstawiciele stanów miasta Krakowa; ceremonia powitania Karola IV trwała aż do wieczora.

Każdy z władców miał zapewnione mieszkanie na zamku kra­kowskim, gdzie komnaty specjalnie na tę okazję ozdobiono pur­purą, szkarłatem, złotem, perłami i klejnotami. Inni goście otrzy­mali dostatnie gospody w mieście. Ogólny nadzór nad przebie­giem wielkiej uroczystości weselnej powierzył król Kazimierz raj­cy krakowskiemu Wierzynkowi, który był szlachcicem herbu Łagoda. Cały Kraków zaopatrzono wówczas sowicie w jadło i napoje, by nikomu na niczym nie zbywało. Uroczysty akt zaślubin odbył się dopiero trzeciego dnia po przybyciu cesarza do Krakowa. Ce­remonia miała miejsce w kościele katedralnym w obecności zgro­madzonych królów, biskupów i książąt. Dostojnej parze ślubu udzielił arcybiskup gnieźnieński Jarosław. Potem odbyły się - zgodnie ze zwyczajem - gonitwy i turnieje rycerskie, których zwycięzcy byli sowicie nagradzani przez Kazimierza "Wielkiego". Polski władca nie szczędził także odpowiedniej wyprawy dla wnuczki; miał jej ponoć ofiarować piękny posag wartości stu ty­sięcy guldenów.

Wesele ciągnęło się bardzo długo, bo około 20 dni, i można chyba rzec, że pomorska księżniczka miała najwspanialsze uroczy­stości z okazji swego zamążpójścia. Mimo swej olbrzymiej siły, Elżbieta pomorska odznaczała się wielką łagodnością i pożycie z nią podeszłego już w latach cesarza było bardzo szczęśliwe.

Pobyt w dalekiej Pradze nie odebrał pomorskiej księżniczce poczucia łączności ze swym krajem. Elżbieta utrzymywała bliskie kontakty z bratem Kazimierzem, z którym w młodości razem wy­chowywała się na dworze dziadka w Krakowie.

Z małżeństwa z Elżbietą Karol IV doczekał się dwóch synów, przyszłych cesarzy - Wacława III i Zygmunta. O Elżbiecie opo­wiadano, że tak była swemu małżonkowi oddana, iż w czasie jego niebezpiecznej choroby potrafiła pieszo w ciągu jednej nocy od­być trudną i długą pielgrzymkę z zamku w Karlsteinie do katedry Św. Wita w Pradze (około 40 km), aby u grobu św. Wacława wy­modlić poprawę zdrowia małżonka.

Małżeństwo jej poprawiło znacznie stosunki między Polską a Cesarstwem, a także zbliżyło Pomorze Zachodnie do Polski.

W tym czasie zmieniła się też sytuacja na południowej granicy Pomorza słupskiego, ponieważ Kazimierz "Wielki" zdołał po dłu­gich pertraktacjach odzyskać dla Polski ziemię wałecką. Już w 1365 roku Wedlowie z Tuczna i Złocieńca uznali zwierzchnictwo króla polskiego. Następnie, w wyniku potęgującego się antagoniz­mu między margrabią brandenburskim a cesarzem Karolem IV, doszło do bliżej nie znanych układów Kazimierza "Wielkiego" z margrabią Ottonem "Leniwym". Na ich podstawie w lutym 1368 ro­ku Polacy zajęli Wałcz, a następnie z polecenia margrabiego prze­kazany został w polskie ręce Czaplinek i warowny zamek Drahim.

Było to możliwe na skutek systemu sojuszów i wytworzenia się dwu bloków politycznych. W jednym z nich (antyluksemburskim) znalazła się Polska wraz z Węgrami, Pomorzem słupskim i Marchią Brandenburską. Sojusz Kazimierza "Wielkiego" oraz jego bliskie związki rodzinne z Bogusławem V z pewnością wpłynęły w jakiś sposób na fakt rekuperacji ziemi wałeckiej. Polska uzy­skała wspólną granicę z Pomorzem Zachodnim, odcinając w ten sposób Zakon od Rzeszy.

Sąsiedztwo z księstwem Bogusława V skłoniło Kazimierza "Wielkiego" do ściślejszego sojuszu ze swym zięciem, którego syn a króla wnuk zaadoptowany przez polskiego władcę i obdarzo­ny bogatymi nadaniami będzie potencjalnym kandydatem do pol­skiej korony po Ludwiku Węgierskim.

Ta pomoc, choć może tylko dyplomatyczna, była dla księcia Bogusława V niezbędna, odkąd rozgorzała na wielką skalę wojna między Danią a Hanzą, do której głównych władz należeli rów­nież przedstawiciele dwu miast księstwa wołogoskiego: Strzałowa i Gryfii.

U schyłku życia Bogusław V doczekał się jeszcze poważniej­szego konfliktu ze swym najmłodszym bratem Warcisławem V. Skoro zmarł młodszy brat Bogusława V, Barnim IV, zaczęła się rywalizacja między Warcisławem V a Bogusławem o wpływ na małoletnich synów Barnima IV. Bogusław V, jako najstarszy z li­nii książąt wołogoskich, uważał, że on powinien kierować niedo­świadczonymi synami Barnima. Tymczasem młodszy brat War­cisław nie mógł się z tym pogodzić i - co więcej - domagał się podziału księstwa wołogoskiego i wydzielenia mu osobnej dzielnicy.

Bogusław V doskonale rozumiał polityczne skutki takiego po­działu i zdecydowanie przeciwstawiał się dążeniom młodszego bra­ta i bratanków. Nie mogąc osiągnąć swego celu, postanowił War­cisław V oprzeć się wraz z bratankami o ścisły sojusz z księciem Meklemburgii, Albrechtem, i przy użyciu siły wydzielić dla siebie osobne księstwo. Wkrótce doszło do walki, w której Bogusława V wspierali głównie panowie von Werle. Po dwóch latach Wzajem­nych potyczek doszło między braćmi do kompromisu i podpisano ugodę w Nakle. Bogusław zatrzymał ziemie na wschód od rzeki Świny, jego bratankowie zaś - ziemie położone na zachód od tej rzeki. Warcisław V zadowolił się wydzielonym mu okręgiem Szczecinka. Dochody w dalszym ciągu pobierane były z całości księstwa i dzielone między książąt.

Dopiero porażka poniesiona przez synów Barnima IV w wal­kach z Meklemburgią nakazała im zacieśnić współpracę ze stryjem Bogusławem, który po klęsce bratanków w 1368 roku pod Rybnicą (Riebnitz) pośredniczył przy zawieraniu pokoju, a nawet jed­nego z nich, Warcisława VI, musiał wykupić z niewoli za sumę 9000 grzywien.

Tymczasem zbliżała się poważna burza. Konflikt między mia­stami hanzeatyckimi a Danią nie został jeszcze rozstrzygnięty. Zimą 1367/1368 roku zaczęły się nowe przygotowania do wojny. Potężne zbrojenia miast wendyjskich niepokoiły króla Waldemara duńskiego. Postanowił szukać poparcia u cesarza i u swego szwa­gra, margrabiego Ottona z Brandenburgii. Ważną rolę w rozgryw­ce władcy Danii z miastami hanzeatyckimi mogli odegrać ksią­żęta pomorscy, gdyby wystąpili przeciw swym miastom. Obawiali się tego mieszczanie Gryfii i Strzałowa, dlatego przezornie zaba­rykadowali ujścia Piany, aby przeszkodzić ewentualnym kontak­tom książąt pomorskich z królem Waldemarem. Jednakże Bogu­sław V zamierzał w tym czasie, korzystając z trudnej sytuacji politycznej Danii, zrzucić przy pomocy miast zwierzchność lenną Duńczyków. Królestwo Danii drżało w posadach. Zewsząd - od strony lądu i od strony morza - nacierali Hanzeaci. Król duński w obliczu grożącego mu niebezpieczeństwa wyruszył do Branden­burgii, by tam błagać o pomoc swego szwagra Ottona. Tymczasem potężna flota Hanzy uderzyła na Norwegię, zmuszając króla Hakona do odstąpienia od sojuszu z Danią.

Po tym sukcesie miasta Hanzy uderzyły na Półwysep Jutlan­dzki od strony Holsztynu i od strony morza. Zdobyto Kopenhagę i inne twierdze. Oparł się tylko warowny Helsingborg.

Waldemar, król Danii, nadal jednak nie tracił nadziei i zabie­gał o posiłki na dworze cesarskim. Uzyskał jedynie tylko to, że cesarz polecił swemu teściowi, Bogusławowi V z Wołogoszczy, by wraz z kilkoma innymi książętami Rzeszy komisyjnie zbadał cały spór. Nim do tego doszło, beznadziejna sytuacja królestwa duń­skiego zmusiła Henninga von Putbus, będącego namiestnikiem Danii z woli króla Waldemara, do rozpoczęcia w Strzałowie roz­mów pokojowych. Doprowadziły one ostatecznie w 1370 roku do podpisania niezwykle ciężkiego dla Danii układu, w którym - obok wielu przywilejów dla miast hanzeatyckich - postanowiono również, że wybór następcy tronu po Waldemarze zależny będzie od woli miast hanzeatyckich.

Bogusław w tym czasie starał się przede wszystkim o utrzy­manie pokoju w obrębie księstwa wołogoskiego. Z sąsiadów jedy­nie tylko margrabia brandenburski nadal zagrażał Pomorzu, dą­żąc do przejęcia Marchii Wkrzańskiej. Dla obrony całości granic księstwa, książęta Pomorza zawarli sojusz z Meklemburgią w 1372 roku, a kiedy doszło do otwartej wojny, rycerzy pomorskich poprowa­dził do walki najstarszy syn Bogusława V, Kazimierz IV, zwany w naszej literaturze Kaźkiem słupsko-wołogoskim. W miarę do­rastania synów po zmarłym Barnimie IV, zwiększały się ich na­ciski na Bogusława V w sprawie podziału księstwa wołogoskiego na nowe części. Wreszcie Bogusław ustąpił i na spotkaniu wszy­stkich książąt wołogoskich i ważniejszych wasali, które odbyło się w Stargardzie w 1372 roku, dokonano podziału księstwa. Rzeka Świna stała się ponownie granicą oddzielającą część zachodnią - wołogoską od części wschodniej - słupskiej. Jednakże dochody z Marchii Wkrzańskiej i z Zalewu Odrzańskiego pozostały wspól­ne. Brat Bogusława V, Warcisław V, nie miał ochoty na sprawo­wanie rządów i zadowolił się wydzielonym mu okręgiem szcze­cińskim oraz szóstą częścią dochodów od każdego działu. Musiał jednak w razie potrzeby pokrywać część wydatków ogólnych księstwa wołogoskiego.

Wybór dzielnicy Bogusław V pozostawił swym bratankom, którzy przejęli w swe władanie część zachodnią księstwa wraz z Rugią i z miastami: Strzałowem, Gryfią, Dyminem i Nakłem. Bo­gusław zaś sprawował rządy w części wschodniej; należały do niego miasta: Stargard, Trzebiatów, Gryfice, Darłowo, Sławno i Słupsk. Szczecinek otrzymał Warcisław V, ale ów książę bądź przebywał w Strzałowie, bądź podróżował i polował nie troszcząc się zbytnio o sprawy swego okręgu.

Najstarszy z braci - Bogu­sław V, żył tylko 53 lata który zmarł prawdopodobnie 24 kwietnia 1374 roku w klasztorze w Białobokach i tam został pochowany. Obok wspom­nianych już czterech synów i dwu córek, z których jedna, Elżbie­ta, została cesarzową, miał Bogusław V (według niektórych kro­nikarzy) jeszcze trzecią córkę imieniem Katarzyna, która według Kantzowa i Bugenhagena miała wyjść za mąż za księ­cia mazowieckiego Konrada. Ta wiadomość nie jest pewna. Pewny jest natomiast fakt, że książę mazowiecki przebywał jakiś czas na dworze książąt pomorskich, ale czy wówczas prowadzone były roz­mowy w sprawach małżeńskich - trudno dowieść.

W pomorskich kronikach zachowały się dobre opinie o księciu Bogusławie V. Był on władcą pełnym odwagi i dzielności, miłośni­kiem prawdy i wrogiem obłudy. Nie cierpiał zwłaszcza pochleb­ców i lizusów. Ulubionym jego przysłowiem było powiedzenie: "strzeż się ocukrzonych języków". Podobnymi cechami charakteru odznaczała się jego druga żona, Adelajda, córka księcia Brunszwiku.

Do dziś widoczną pamiątką po Bogusławie V pozostał nie znisz­czony w ostatniej wojnie zamek w Darłowie, którego budowę roz­począł władca pomorski w 1351 roku z myślą o urządzeniu tam siedziby książąt pomorskich.

Z czterech synów Bogusława V na uwagę zasługują - ze względu na bliskie kontakty z Polską - Kazimierz IV, zwany w naszej historiografii Kazkiem słupsko-wołogoskim, i Bogusław VIII - zmienny sojusznik Jagiełły.

Zmarł w klasztorze Belbuck (w starszej literaturze często wystepujący pod nazwą klasztor Belbog) wybudowany na Pomorzu, w pobliżu miasta Trzebiatów (Treptow nad Regą) w dzisiejszym powiecie gryfickim, założony pod koniec XII wieku, a od 1208 roku znany jako Castrum Sancti Petri (Castle of St. Peter) zakonu kanoników regularnych.

W Kronika Janka z Czarnkowa został opisany, jako: "Ów Bogusław szczególną miał w sobie cnotę, taką mianowicie, iż niechętnie słuchał oszczerców. A gdy ktoś mówił słowa, które innemu mogłyby zaszkodzić, pytał, czy to samo rzeknie i tamtemu w oczy. Jeśli nie zechciał - choćby i prawdą było to, co rzekł, rugał go książę i mawiał: "Skoro się wzbraniasz prawdę rzec publicznie, toś niewart miana męża; a jeśli łżesz o kimś, toś zdrajcą jest jego niewinności". Żartował też często, że patrzeć trzeba na to, co się mówi".


Żródła:

"Książęta Pomorza Zachodniego" - Zygmunt Boras.


"Gryfici książęta Pomorza Zachodniego" - Kazimierz Kozłowski, Jerzy Podralski.


Bogusław V Wielki (Starszy) w "Poczet.com" autorstwa: Michała Szustera


Bogusław V van Pommeren, książę w "Geni" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk


BOGISLAW von Pommern w "Medievan Lands" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk


Bogusław V "POMORZE" - biuletyn informacyjny o Pomorzu Zachodnim - Redaktor Naczelny Grzegorz Chmielecki


Bogusław V van Pommeren, książę w "Geni" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk

17-02-2021