Filip I "Pobożny" Gryfita (urodzony w Szczecinie, z 14 na 15 lipca 1515 roku, zmarł w Wołogoszczy, 14 lutego 1560 roku) herb

Syn Jerzego I "Jednookiego" Gryfity, księcia Pomorza Zachodniego, księcia wołogosko-słupskiego i Amelii Wittelsbach Palatynówny, córki Filipa "Szczerego, Szlachetnego" Wittelsbacha, księcia-elektora Palatynatu Reńskiego.

Książę szczeciński od 9 maja 1531 roku do 21 października 1532 roku, książę wołogosko-słupski od 21 paździenrika 1532 roku do 14 lutego 1560 roku.

W Tourgau, 26 lutego 1536 roku poślubił Marię Wettin (urodzona w Weimarze, 15 grudnia 1516 roku, zmarła w Wołogoszczy, między 5 a 7 stycznia 1583 roku), regentkę Księstwa wołogosko-słupskiego, córkę Jana Wettin, księcia-elektora Saksonii i Małgorzaty Ballenstedt-Anhalt Askańskiej, córki Waldemara VI Ballenstedt-Anhalt Askańskiego, księcia Anhaltu.

W dwa lata po ożenku Jerzego, pier­worodnego syna Bogusława X, który poślubił Amelię, córkę elektora Palatynatu Reńskiego i wspaniałych uroczystościach weselnych, które odbyły się w Szczecinie, znów zapanowała wielka radość na dworze książęcym w Szczecinie - z powodu przyjścia na świat syna młodej pary. Cieszył się książę Jerzy, a także wiele radości i za­dowolenia przejawiał stary Bogusław. Synowi na cześć dziadka, elektora Palatynatu Reńskiego, nadano imię Filip. Uroczyste chrzciny były znowu okazją do wielkiego rodzinnego spotkania. W tym samym roku w dalekiej Saksonii przyszła na świat Maria, córka elektora saskiego Jana, która w przyszłości zostanie żoną nowo narodzonego księcia Filipa. Niemal równocześnie odbyło się uroczyste wesele siostry Jerzego, Anny, która zamiast za kró­lewicza duńskiego - wyszła za Jerzego, księcia brzeskiego. An­na nie zaznała jednak długo szczęścia małżeńskiego, ponieważ mąż rychło zmarł, a księżna, mimo iż o jej rękę starali się tacy kandydaci jak król szwedzki Gustaw Waza, pozostała do końca życia wdową, mieszkając na zamku w Lubaniu.

Rok 1525 przyniósł od dawna przygotowywany ślub księcia Barnima z księżniczką brunszwicko-lűneburską Anną. Wyprawiono wówczas wielkie wesele, choć posag panny młodej nie był zbyt duży, gdyż wynosił zaledwie 10.000 guldenów, co mogło wystar­czyć dla bogatszej szlachcianki, ale nie dla córki księcia. Podob­nie jak na uroczystości weselne księcia Jerzego, zaproszono rów­nież wielu książąt - bliższych i dalszych krewnych. Nie zapom­niano również o Zygmuncie "Starym", królu polskim, i Fryderyku króla Danii, który był szwagrem książąt pomorskich. Zaprosze­ni królowie wysłali swoich delegatów. Z książąt Rzeszy obok przedstawicieli spowinowaconej dynastii saskiej i meklemburskiej była także księżna brzeska Anna, siostra Barnima i Jerzego I. Uroczystości weselne Barnima zakłóciła niespodziewanie śmierć żony księcia Jerzego, Amelii, która zasłabła nagle w czasie przed­weselnych przygotowań i po kilku dniach zmarła. Początkowo zastanawiano się, czy z powodu żałoby nie przesunąć terminu uroczystości weselnych, ale książę Jerzy widząc tyle przygotowań nakłonił brata do odbycia wesela. Księżnę Amelię pochowano krótko przed ślubem Barnima, który odbył się w lutym, z nale­żytymi ceremoniami w kościele św. Ottona. Zona Jerzego osie­rociła dwoje dzieci: dziesięcioletniego Filipa i kilkuletnią Mał­gorzatę.

W roku 1526 w związku z pobytem Zygmunta "Starego" w Gdańsku, który wystąpił energicznie przeciw nowym prądom refor­macyjnym w tym mieście, książęta pomorscy postanowili osobiście spotkać się z królem, aby omówić sprawę lenną Lęborka i Byto­wa oraz nie spłaconych jeszcze 30 000 złotych polskich posagu ich nieżyjącej już matki. W sprawie wspomnianych lenn od wielu już miesięcy toczyły się pertraktacje i ostatecznie uzgodniono projekt przymierza polsko-pomorskiego, do którego wciągnięto również Meklemburgię. Na dwa lata przed spotkaniem w Gdańsku trwa­ła żywa wymiana korespondencji między Szczecinem a Krako­wem. Książę Jerzy I starał się o ożenek brata Barnima z księż­niczką mazowiecką. Zygmunt "Stary" natomiast radził księciu oże­nić brata z córką elektora brandenburskiego, by w ten sposób złagodzić konflikt. Były także projekty wysłania na dwór królew­ski do Krakowa młodego syna Jerzego, Filipa, o czym wspomina Andrzej Krzycki w liście do Piotra Tomickiego. Ze względu na niepokoje w kraju i zagrożenie ze strony Brandenburgii, wypra­wił się do Gdańska na czele 300 jeźdźców starszy brat Jerzy, Barnim natomiast pozostał w Szczecinie. Przybycie księcia po­morskiego do Gdańska na czele wyborowego oddziału wojska wzmocniło siły króla polskiego i ułatwiło mu pertraktacje z mia­stem.

Po powrocie z Gdańska Jerzego I książęta otrzymali z kolei zaproszenie od szwagra Fryderyka króla Danii, który pragnął ich widzieć w Kopenhadze w celu uzgodnienia pewnych spraw w polityce zagranicznej. Również w tym samym roku w 1527 roku, latem, cesarz zaprosił książąt na sejm Rzeszy do Spiry. Po naradzie obaj bracia postanowili podzielić się obowiązkami; Barnim odbył po­dróż do Danii, do swej siostry, a Jerzy wyjechał na czele licznego orszaku do Spiry, by spotkać się z obrońcą katolicyzmu w Rze­szy - królem Ferdynandem, gdyż cesarz Karol V przebywał wówczas w Hiszpanii. W daleką podróż udał się z Jerzym rów­nież jego dwunastoletni wówczas syn Filip, którego ojciec zosta­wił następnie u szwagra Ludwika, elektora Palatynatu Reńskie­go. Tam, w Heidelbergu, przebywał przyszły książę Pomorza przez lat pięć - aż do czasu śmierci ojca w 1531 roku.

W czasie załatwiania spraw związanych z przejęciem przez Barnima części dóbr książęcych Jerzy nagle zachorował w Kolbaczu, gdzie bawił na polowaniu. Barnim w tym czasie - zajęty całkowicie sprawą podziału księstwa - wysłał posła do swego szwagra Ernesta, księcia Lűneburga, prosząc go o przybycie do Dymina, skąd razem mieli udać się na sejm pomorski do Szcze­cina, by wspólnie domagać się od Jerzego podziału ojcowizny. Do sejmu jednak nie doszło, ponieważ w dniu 9 maja Jerzy na­gle zachorował na zapalenie płuc. Przewieziony natychmiast do Szczecina, pomimo starań lekarzy zmarł po dwóch dniach, 11 maja 1531 roku bez pojednania się z jedynym bratem. Barnim dowiedziaw­szy się o niebezpiecznej chorobie brata, natychmiast, Co koń wy­skoczy, wyruszył do Szczecina, pokonując odległość 15 mil w ciągu jednego dnia. Niestety, przybył za późno - Jerzy już nie żył. Nocą, gdy umierał książę Jerzy, radcy sprzyjający Barnimowi wdarli się do pomieszczeń umierającego i nie bez gra­bieży dokonali spisu klejnotów, gotowizny i ruchomego mienia. Książę Barnim chyba tego czynu nie zganił, skoro sam sobie przywłaszczył kosztowną szatę wysadzaną perłami, a pochodzącą z posagu po matce, Annie Jagiellonce. Suknię tę Bogusław X po­darował następnie ulubionej synowej Amelii.

Pogrzeb Jerzego, niezwykle skromny, odbył się w najbliższą sobotę. W zwyczajnej drewnianej trumnie niosło go ośmiu ze szlachty, za trumną postępowało dwunastu synów szlacheckich z płonącymi świecami, a na przodzie niesiono małą chorągiewkę. W orszaku żałobnym prowadzono konia księcia, przykrytego czarnym kirem. Ciało zmarłego złożono w kościele św. Ottona obok trumny ojca, Bogusława X.

Książę Jerzy był bardzo podobny do ojca z wysokiego wzrostu i niespożytej energii, czym przewyższał brata Barnima. Cechował go też zdrowy rozsądek i umiar w rządzeniu. Wychowany w religii katolickiej, pozostał jej do końca wierny, choć do no­wych prądów religijnych odnosił się bez nienawiści i z dużą rezerwą, nie angażując się w prześladowania zwolenników luteranizmu. Na trzy lata przed śmiercią uszkodził sobie jedno oko w wypadku z narowistym koniem. Wypadek z okiem, mimo że pociągnął za sobą osłabienie wzroku, nic nie ujął Jerzemu z uro­ku zewnętrznego. Jerzy zmarł młodo, w wieku zaledwie 38 lat, pozostawiając z pierwszego małżeństwa z księżniczką Amelią syna Filipa, który od sześciu lat przebywał u swego wuja w Palatynacie. Na wieść o śmierci ojca Filip zaraz przybył do kraju i objął po nim rządy, dzieląc się władzą ze stryjem, księciem Barnimem.

Po śmierci brata Barnim uzyskał upragniony dostęp do pełni rządów, gdyż młodociany Filip z uwagi na wiek niewielką mógł odgrywać rolę. Wbrew opiniom trzeba bezstronnie przyznać, że wówczas Barnim wykazał wiele energii w zarządzaniu państwem i kontynuacji zaczętego przez brata dzieła likwidacji zbójectwa na terenie księstwa pomorskiego.

Dopiero po objęciu władzy Barnim zrozumiał, że nie wszystkie sprawy są łatwe w realizacji. Sejm szczeciński, zwołany na Zie­lone Świątki, nie przyjął żadnego z projektów księcia. Jedyną płaszczyzną działalności, gdzie nie było różnicy zdań między sta­nami a księciem, były sprawy religijne. Barnim na wniosek swych radców wydal edykt o swobodnym głoszeniu ewangelii, by w ten sposób zyskać uznanie szerokich mas ludowych. Był to jednak krok przedwczesny, ponieważ na Pomorzu było jeszcze wielu zwolenników katolicyzmu. Dlatego w miastach dochodziło często do konfliktów i zaburzeń.

Po zlikwidowaniu na Pomorzu rozboju, co nastąpiło około ro­ku 1532, wysłał Barnim do Heidelbergu grafa Ebersteina ze wspaniałym orszakiem po swego bratanka Filipa, który od pięciu lat mieszkał na dworze stryja i kształcił się na tamtejszym uni­wersytecie.

Filip w siedemnastym roku życia był już dzielnym myśliwym, skoro na wspólnym polowaniu z udziałem króla Ferdynanda i ce­sarza Karola V zwrócił na siebie uwagę i zyskał w oczach mo­narchów wielkie uznanie. Do Szczecina przybył książę Filip 29 września 1531 roku razem z dodanymi mu przez elektora Pala­tynatu dwoma radcami.

Zaraz po przybyciu zaczęły się spory z księciem Barnimem, gdyż Filip - poinformowany przez usłużnych dworzan o zagar­nięciu ojcowskiego spadku - zażądał natychmiastowego odda­nia mu rzeczy i kosztowności ojca. Za namową swoich dorad­ców domagał się również udziału w rządach. Barnim w tym wypadku ustąpił i na sejmie w Wołogoszczy postanowiono doko­nać podziału księstwa na dwie części. Najpierw przedstawiciele obu stron długo uzgadniali wielkość i granice działów oraz do­kładnie obliczali dochody. W dniu 28 października 1532 roku podpisano umowę na lat osiem. W wyniku losowania Barnim Stary otrzymał kraj na wschód od Odry, książę Filip zaś - zie­mie leżące po zachodniej stronie tej rzeki wraz z wyspą Rugią i majątki, które dotychczas posiadała wdowa po księciu Jerzym (Bardo, Grzymie, Trzebudzice, Dębogóra). Fundacja kamieńska, uniwersytet w Gryfii, cła w Wołogoszczy oraz prawo do poło­wów na Zalewie Odrzańskim były wspólną własnością obu ksią­żąt. Również wspólne było prawo patronatu nad ważniejszymi świątyniami w księstwie. Zarekwirowane dawniej kosztowności z kościołów i klasztorów pomorskich zostały podzielone na dwie równe części, ale dalej miały służyć praktykom religijnym. Kiedy wszystkie sprawy zostały omówione i księstwo podzielone - wówczas dwaj radcy wyszli przed zamek w Wołogoszczy i zawo­łali jednego z chłopców bawiących się na ulicy, któremu kazano ciągnąć losy. Moment był niezwykle denerwujący, gdyż szlachta i przedstawiciele miast zdawali sobie sprawę, że wyciągnięty przez owego chłopca los zadecyduje, pod czyim będą panowa­niem. Wynik losowania ucieszył mocno księcia Filipa, który otrzy­mał księstwo Wołogoskie. Następnie podzielono radców, dworzan, broń, zbroje, armaty, sprzęty domowe, nawet bogatą szatę po matce, którą król Kazimierz Jagiellończyk dał swej córce w po­sagu, a którą z kolei książę Bogusław przekazał synowej. Postanowiono jednak, że księstwo w zasadzie powinno być nieroz­dzielne; każdy z książąt winien występować w imieniu drugiego i państwa jako całości. Również archiwum miało być dla dwu części księstwa wspólne i mieścić się w wieży zamku wołogoskiego.

Z czasem spory między książętami osłabiły ich władzę. Dla ukrócenia samowoli i nakłonienia opornych podatników do zapła­cenia zaległości, obaj książęta utworzyli własne sądy nadworne - w Wołogoszczy i w Szczecinie.

Książę Filip obejmując władzę ograniczył bardzo wydatki dworskie, zmniejszył do minimum liczbę urzędników i dbał o re­gularne ściąganie należności od podatników. Dochody jego księ­stwa powiększyły się znacznie w 1534 roku, kiedy macocha, ma­jąca znaczne dobra - tzw. majątek wdowi, wyszła ponownie za mąż i tym samym zrzekła się swych posiadłości na rzecz pa­sierba, za co otrzymała około 40.000 guldenów odszkodowania. O dalszych losach Małgorzaty różne są zdania. Wedel podaje, że zmarła w biedzie, w karczmie przydrożnej.

Mimo podziału terytorialnego księstwa, w ważniejszych spra­wach sejmy nadal odbywały się wspólnie dla całego Pomorza. Do niezwykle ważnych kwestii, których rozwiązanie wymagało wspólnego uzgodnienia, należała bezsprzecznie sprawa luteraniz­mu, którego siła rosła z każdym rokiem. Książęta ze względu na cesarza nie chcieli wyraźnie opowiadać się przeciw katolicyzmowi, ale kiedy w większości miast katolicyzm został wyparty przez nową wiarę w takiej czy innej postaci, wówczas książęta, obawiając się zaburzeń, postanowili urzędowo wprowadzić lute­ranizm, rozumiejąc doskonale, że za nową religią stoi większość poddanych. Najbardziej przeciwny wprowadzeniu reformacji był biskup kamieński Erazm Manteuffel, który pragnął przynaj­mniej utrzymać łączność z Rzymem. Książęta Barnim i Filip wbrew woli biskupa sprowadzili uczonego Pomorzanina - Jana Bugenhagena, który cieszył się znaczną sławą jako reformator działający w Hamburgu i Lubece.

Zwołany do Trzebiatowa nad Regą sejm, na którym obok ksią­żąt i duchowieństwa katolickiego i luterańskiego był obecny również Jan Bugenhagen - wierny uczeń Lutra, wprowadził na Pomorzu luteranizm. Organizacją Kościoła luterańskiego na Po morzu Zachodnim zajął się przybyły z Wittenbergi Jan Bugenhagen.

Sekularyzacja dóbr kościelnych wywołała wiele sporów między szlachtą a książętami oraz mieszczaństwem. Przedmiotem szczególnych nieporozumień były dobra klasztorne, do których pre­tensje rościła szlachta twierdząc, że "klasztory były przez szlach­tę i dla szlachty fundowane i winny być przytułkiem dla sta­rych i biednych ze stanu szlacheckiego". Książęta jednak wyka­zali w oparciu o przywileje kościelne, że te instytucje pochodzą z fundacji książąt pomorskich.

Książę Filip z kolei miał kłopoty z Pozdawilkiem, a potem ze Strzałowem. Również na terenie jego księstwa reformą Kościoła kierował Jan Bugenhagen. W 1539 roku Filip odwiedził Gryfię, gdzie przeprowadził reorganizację starego uniwersytetu i prze­kazał uczelni znaczne dobra kościelne. Przejęte przez księcia Barnima dochody kościoła św. Ottona i Panny Marii w Szcze­cinie miały umożliwić otworzenie drugiego na Pomorzu uniwer­sytetu. Ostatecznie powołano do życia tzw. pedagogium.

Projekt założenia drugiego uniwersytetu na Pomorzu Zachod­nim sięga jeszcze czasów sejmu trzebiatowskiego w 1535 roku, kiedy to kaznodzieje luterańscy z pięciu miast pomorskich w opracowa­nych postulatach specjalny punkt poświęcili sprawie szkolnict­wa. Proponowano wówczas, aby w każdym z dwu księstw pomor­skich istniała wyższa publiczna uczelnia czyli uniwersytet. Po­dobny postulat wysunął również reformator religijny Pomorza Zachodniego Jan Bugenhagen w czasie przeprowadzania wizyta­cji kościelnej w Szczecinie w tymże samym roku. W wydanej w tym czasie ordynacji kościelnej Bugenhagen stwierdza, że z za­łożenia uniwersytetu (eyne gude volle Universitet) będzie poży­tek dla całego kraju, który potrzebuje dobrej administracji - tak duchownej, jak i świeckiej. Jednakże już wówczas autor ordynacji zauważał, że trudno od razu zdobyć się na założenie uni­wersytetu - przeto radził na początek powołać do życia na dwa lub trzy lata uczelnię mniejszą, tzw. pedagogium.

Plany książąt pomorskich i duchowieństwa protestanckiego nie spotkały się z aprobatą władz miejskich Szczecina, gdzie uczel­nia miała być lokowana, ponieważ rada miejska obawiała się po­ważnych kłopotów ze studentami. (Uniwersytety posiadały wów­czas autonomię pod względem prawnym).

Ostatecznie jednak starania książąt odniosły skutek i po dru­gim podziale Pomorza, gdy Barnim XI ponownie został księciem szczecińskim, zaczęto organizować w Szczecinie wyższą uczelnię, która za radą Bugenhagena otrzymała tylko status prawny pe­dagogium. Odtąd na Pomorzu Zachodnim były dwie wyższe uczelnie: uniwersytet w Gryfli, istniejący od roku 1456, i peda­gogium w Szczecinie, założone w 1543 roku. Dokument funda­cyjny pedagogium przewidywał bezpłatne kształcenie 24 chłop­ców w wieku powyżej 12 lat; zdolnych kandydatów wyznaczali obaj książęta. Nauka trwała 8 lat; oprócz gramatyki, retoryki i dialektyki uczono również łaciny, greki i hebrajskiego, nie mówiąc oczywiście o teologii, która należała do przedmiotów pod­stawowych. Przyjmowano także uczniów dodatkowo - za opła­tą 5-7 guldenów rocznie. Jaki był skład społeczny wychowanków pedagogium? Przez mury szczecińskiej uczelni najwięcej przewinęło się synów mieszczan, nie tylko z Pomorza, ale rów­nież z krajów sąsiednich. W pedagogium książęcym nie zabrakło również i Polaków, którzy na studia do Szczecina przybywali głównie z terytoriów nadgranicznych (Wałeckie, Człuchowskie, Międzyrzecz, Skwierzyna). Przeciętnie rokrocznie przyjmowano 50-60 uczniów, chociaż bywały lata, jak np. rok 1576 czy 1603 i 1604, w których liczba przyjętych przekraczała 100. Podstawę materialną pedagogium, podobnie jak innych szkół na Pomorzu Zachodnim, stanowiły sekularyzowane w czasie re­formacji majątki kościelne.

Na całym Pomorzu było wówczas 45 fundacji kościelnych i klasztorów, obejmujących bez terenów biskupstwa karnieńskiego 1/6 część posiadłości ziemskich, a razem z biskupstwem, które też stanowiło szóstą część posiadłości, dobra kościelne wynosiły 1/3 obszarów dóbr ziemskich. Przez przejęcie kosztowności koś­cielnych książęta poważnie zasilili swe kasy, tym bardziej że ra­zem z klasztorami przejmowali również kapitały kościelne, ulo­kowane niejednokrotnie w dochodowych przedsiębiorstwach. Na przykład klasztor cysterski w Marianowie posiadał 500 grzywien zapisanych na salinach w Lűneburgu, co dawało 975 guldenów rocznego dochodu.

Książę Barnim, żonaty już od roku 1525 z księżniczką brunszwicko-lűneburską, po wielu latach małżeństwa doczekał się kil­ku córek, ale nie miał męskiego potomstwa. Zachodziła przeto po­ważna obawa, że nie będzie miał komu przekazać dziedzictwa. Dlatego sam Barnim i jego doradcy poczęli poważnie rozglądać się za kandydatką na żonę dla młodego Filipa I, który w 1535 roku kończył lat 20. Wybór padł na młodą księżniczkę saską Ma­rię. Jan Bugenhagen, najpierw listownie, zrobił pierwsze kroki, a następnie obaj książęta wysłali specjalne poselstwo z kanclerzem Bartłomiejem Suawe, który prowadził rozmowy nie tylko w spra­wie małżeństwa, ale także w sprawie udziału książąt pomorskich w związku szmalkaldzkim. Elektor saski, brat Marii, przyjął oś­wiadczyny z chęcią i zaprosił obu książąt pomorskich do Torgau na Ostatki 1536 roku, gdzie Filip I miał zobaczyć narzeczoną. Przychylna odpowiedź elektora saskiego przyspieszyła na Pomorze, przygotowania do ożenku Filipa. Obaj książęta, Barnim i Filip, wyruszyli do Torgau w otoczeniu orszaku (200 ludzi) odpo­wiednio uzbrojonej szlachty pomorskiej. Konie Pomorzan miały specjalne, czerwone nakrycia z wyszywanymi inicjałami hasła Filipa "Jak Bóg chce". Ślub młodej pary odbył się 27 lutego 1536 roku w Torgau, a udzielał go sam Marcin Luter. Kiedy Lu­ter zakładał Filipowi obrączkę ślubną, podobno upadła ona, wów­czas Luter miał wyrzec: "precz szatanie", a do młodej pary zwró­cił się po łacinie: "Crescite et semen vestrum non deficiat". Poza Lutrem na uroczystościach ślubnych byli również wybitni teo­logowie - Jan Bugenhagen i Filip Melanchton. Wesele było nie­zwykle wystawne; mimo obfitości jedzenia i picia panował na nim wzorowy porządek - tak przy stolach, jak i w czasie tur­niejów i wesołych gier. Posag Marii nie był wysoki i wynosił 20.000 guldenów.

Po ślubie księżna Maria zamieszkała z małżonkiem na zamku w Wołogoszczy. Przystąpienie do związku szmalkaldzkiego w 1537 ro­ku skłoniło Filipa do opuszczenia na pewien czas Wołogoszczy; książę wyjechał wówczas do Rzeszy w celu uzgodnienia z książętami wielu spraw. Barnim tymczasem dalej prowadził dzieło budowy Kościoła protestanckiego. Obok biskupa kamieńskiego powołano trzech superintendentów: w Szczecinie, w Słupsku i w Gryffi.

W 1540 roku upłynęło 8 lat od podziału kraju i obaj władcy postanowili na nowo poddać się wyrokowi losu. Losowanie nicze­go nie zmieniło, ponieważ książę Filip ponownie wylosował część wołogoską, a Barnimowi dostała się część wschodnia - szczeciń­ska. Wspólne, jak dotychczas, pozostały: prawo do biskupstwa kamieńskiego i prawa nadawania tytułów i godności. Nadal sta­rano się o umocnienie jedności w polityce zagranicznej, mimo od­rębnych rządów i dworów. Elementem jednoczącym obie części księstwa pomorskiego była sprawa umocnienia luteranizmu, w czym zarówno Barnim, jak i Filip byli jednakowo gorliwi.

Po przeprowadzeniu ponownego podziału i załatwieniu pilnych spraw państwowych, książęta wybrali się na sejm do Ratyzbony w celu złożenia hołdu cesarzowi Karolowi V i odebrania potwierdzenia lenna. Przy okazji udało im się pozbawić biskupa kamieńskiego prawa do osobnego udziału w sejmach Rzeszy, co naruszało dotychczas suwerenność książąt. Sprawę ułatwiła śmierć Eraz­ma Manteuffla, ostatniego katolickiego biskupa kamieńskiego. Po jego śmierci powstał między Barnimem a bratankiem spór, któ­rego powodem było obsadzenie godności biskupiej. Wysunięty przez obu książąt Jan Bugenhagen nie przyjął tej godności; osta­tecznie Barnimowi udało się przeforsować swego kanclerza, Bartłomieja Suawe, szlachcica ze Słupska, który aczkolwiek żonaty i luteranin - przyjął tę godność.

Sytuacja w Rzeszy w tych latach pogarszała się z roku na rok. Książęta pomorscy obawiając się przykrych dla siebie następstw, pragnęli wycofać się ze związku szmalkaldzkiego, ale stany pomorskie, uczulone na sprawy religii, wycofanie traktowały jako zdradę protestantyzmu. Kiedy zaś przyszło do otwartego wystąpienia cesarza przeciw książętom protestanckim, wówczas książę Filip uległ namowom swego szwagra, księcia elektora saskiego, i wysłał mu oddział zbrojny w sile 300 konnych. Ten krok obu­rzył cesarza Karola V i gdy związek szmalkaldzki został rozbity, cesarz oskarżył książąt pomorskich o zdradę. Klęska protestantów pod Milhlbergiem wywołała na Pomorzu rozpaczliwe nastro­je. Książęta postanowili za wszelką cenę przebłagać cesarza, któ­ry im nawet nie przysłał zaproszenia na sejm do Augsburga. Wy­słane do Karola V, do Augsburga, poselstwo uzyskało wszakże audiencję, ale na cesarską odpowiedź wysłannicy książąt pomor­skich musieli czekać niemal cały rok, w czasie którego kosztownymi darami starali się pozyskać sympatię i poparcie doradców cesarza.

Ten pierwszy krok na drodze porozumienia z cesarzem nie za­chwycał książąt, dla których 150.000 guldenów przedstawiało ol­brzymią sumę. Książę Barnim - wykorzystując dobre kontakty z królem Zygmuntem I oraz pokrewieństwo z arcybiskupem Ko­lonii - potrafił stopniowo osłabić gniew cesarza. W maju 1549 roku poselstwo pomorskie uzyskało złagodzenie wyroku i zmniej­szenie sumy do 90.000 guldenów reńskich. Na spłacenie tej sumy wystarczyć miały dwa zwyczajne podatki.

Wydatne poparcie dyplomatyczne Polski skłoniło książąt, a zwłaszcza Barnima, do pogłębienia przyjaźni z nowym władcą i bliskim kuzynem - Zygmuntem Augustem. Nadarzała się ku te­mu świetna okazja, ponieważ w 1552 roku Zygmunt August przedsięwziął podróż do Gdańska. Finansowa sytuacja Barnima nie była najlepsza, gdyż rok wcześniej spalił się częściowo zamek w Szczecinie i książę przystąpił do przebudowy na swą siedzibę starego klasztoru pod Szczecinem, zwaną potem Grabowo. Poza tym znaczne sumy pieniężne poszły na podarki dla doradców ce­sarza. Sprawę wyjazdu do Gdańska uzgadniano już w począt­kach 1552 roku i postanowiono, podobnie jak to miało miejsce w 1526 roku, że pojedzie tam jeden z książąt. Książę Filip był zdania, że do Gdańska powinien jechać Barnim. Radcy dworscy Barnima uważali jednak, że do króla powinni pojechać obaj ksią­żęta. Ostatecznie do Gdańska pojechał Barnim. Orszak książęcy liczył ponad trzystu jeźdźców.

Po gdańskiej wizycie Barnima obaj książęta pomorscy mieli do rozwiązania dwie poważne sprawy państwowe: ostateczne ure­gulowanie statusu biskupstwa kamieńskiego, które biskup Mar­cin Wejher starał się uniezależnić od władzy książąt, oraz nało­żenie za zgodą cesarza nowego podatku, tzw. akcyzy. Sprawę bi­skupstwa w Kamieniu rozwiązano wkrótce w ten sposób, że po śmierci Marcina Wejhera osadzono na tronie biskupim syna księcia Filipa, Jana Fryderyka, i w ten sposób biskupstwo kamień-kie zostało na trwałe zjednoczone z dynastią. Natomiast w dru­giej sprawie książęta ponieśli całkowitą porażkę, gdyż stany po­morskie za żadną cenę nie chciały zgodzić się na wprowadzenie akcyzy, nawet mimo formalnych rozporządzeń cesarskich.

Ostatnie lata rządów księcia Barnima zaprzątnęła wojna pół­nocna. Wówczas na plan pierwszy wysunęły się starania o za­warcie pokoju i uchronienie kraju od wojny. Współpraca z bratankiem Filipem układała się raczej dobrze, choć nie brakło powodów do sporów. Starzejący się Barnim był raczej człowiekiem hojnym i często wynagradzał ludzi nadania­mi dóbr należących do tzw. stołu książęcego. Na szczodrość stry­ja niechętnie patrzył książę Filip, który uważał, że po śmierci nie mającego żadnego męskiego potomstwa Barnima cała wschod­nia część księstwa pomorskiego przypadnie jego synom i dla­tego należy zapobiec zubożeniu dóbr książęcych. Poza tym mię­dzy stryjem a bratankiem istniały również pewne różnice w poglądach na politykę zagraniczną. Po ponownym podziale księ­stwa Filip I poświęcił się całkowicie rządom w części wołogoskiej. Znalazł dobrych współpracowników w osobach kanclerza Walentego Eichstdta i Jakuba Zitzewitza, który pomagał księ­ciu głównie w sprawach polityki zagranicznej. Filip I starał się zwiększyć dochody przez zaprowadzenie sprawnej administracji w majątkach książęcych. Roztoczył opiekę nad chłopstwem, zabez­pieczając je przed wyzyskiem ze strony szlachty i mieszczań­stwa. Ukrócił nieco potęgę miast pomorskich przez wprowadze­nie ustawy zabraniającej mieszczanom nabywania dóbr ziem­skich. Dbał o bezpieczeństwo na drogach i spokój wewnętrzny. Książę Filip mawiał zwykle, że bardziej boi się niezadowolo­nych poddanych niż wrogów. Doradców otaczał ojcowską opieką, a ci potrafili odwdzięczyć się swojemu księciu; np. Jakub von Zitzewitz za własne pieniądze odprawiał ważne dla księcia po­selstwa. Podobnie jak Barnim, był Filip zwolennikiem refor­macji i starał się ugruntować na swym terytorium luteranizm. Z jego to polecenia Jan Bugenhagen pracował nad umocnieniem nowej organizacji kościelnej na Pomorzu. Na sejmach książę sta­rał się przeprowadzić uchwałę, żeby wszystkie majątki należące kiedyś do "stołu książęcego" wróciły pod zarząd księcia i w ten sposób powiększyły dochody księstwa.

Filip dążył także do uzdrowienia stosunków monetarnych w księstwie i w tym celu skupował srebro, głównie za pieniądze uzyskane ze sprzedaży płodów rolnych i bydła. Wysłał kancle­rza Eichstkita do Brandenburgii i także do Saksonii, by po tańszej cenie zorganizować stamtąd stałe dostawy tego kruszcu. W oparciu o srebro pragnął wybijać wartościową monetę ksią­żęcą. Zapasy złota i srebra znacznie wzrosły przez przejęcie kosz­towności kościelnych. Książę Filip otrzymał 612, a Barnim 610 grzywien srebra.

Książę Filip przeszedł do historii przede wszystkim jako wybitny opiekun nauki i sztuki na Pomorzu. Sam wykształcony na uniwersytecie w Heidelbergu, posiadał zamiłowania naukowe i starał się stworzyć w swoim księstwie warunki sprzyjające roz­wojowi nauki. Wsparł finansowo i ożywił stary uniwersytet w Gryfli: gryfijska uczelnia otrzymała nowe budynki, za profesor­skimi katedrami pojawili się nowi, sprowadzeni z Zachodu ucze­ni. Profesorowie uniwersytetu gryfijskiego znali go z wielkiej łaskawości i zawsze w uzasadnionych wypadkach uciekali się do pomocy księcia, której Filip nigdy nie odmawiał, a często nawet zadziwiał hojnością. Kiedy pewnego razu magister Jan Saccervitius zwrócił się do niego z prośbą o przekazanie materiałów budo­wlanych, głównie drewna, na budowę domu dla prawników - książę zgodził się, ale pod warunkiem, że proszący podziękuje mu natychmiast łacińskim wierszem. Na te słowa ów Saccervitius bez namysłu odpowiedział: "Ligneus est princeps,quia lignea dona dedisti, aurea si dederis, aureus esse potes" (Drewniany jest ksią­żę, gdy dary daje drewniane. Gdyby złoto dal, byłby złotym księciem). Zaśmiał się na to książę i na dowód, że rad jest z tego żartu, poza drewnem przekazał uczelni również znaczną sumę pieniędzy. Przy uniwersytecie z polecenia Filipa założono bibliotekę. Książę na zamku w Wołogoszczy posiadał także znaczny zbiór ksią­żek, wśród których na 103 znane tytuły 59 było o treści teolo­gicznej. W książęcym księgozbiorze znajdowały się również dzie­ła z dziedziny astrologii i nauk humanistycznych. Część tych książek spłonęła prawdopodobnie podczas wielkiego pożaru zam­ku wołogoskiego. Specjalną opieką otaczał książę Mikołaja Klampzena, który pomagał Tomaszowi Kantzowowi opracowywać kroni­kę Pomorza. Z inicjatywy księcia zainteresowano się również Vinetą, gdzie na polecenie Filipa przeprowadzał specjalne badania T. Kantzow.

Książę Filip wołogoski był również współtwórcą sławnego pe­dagogium w Szczecinie, którego losami interesował się aż do cza­su swej śmierci. Poza tym dbał o rozwój szkolnictwa i w każdym niemal mieście założył szkołę, w której uczono sztuki czytania I pisania. Kształcił z własnej kiesy wielu nauczycieli, a uczonym zwykł przy różnych okazjach posyłać drogie podarki. Książę tak­że po skończeniu studiów często i z zamiłowaniem sięgał po książki. Nauka przychodziła mu łatwo, gdyż miał wspaniałą pa­mięć. Raz usłyszane nazwiska dokładnie zapamiętywał i zawsze mógł je bezbłędnie powtórzyć. Potrafił cytować z ksiąg na pa­mięć całe fragmenty. Lubował się również, podobnie jak stryj, w malarstwie. Nadwornym malarzem księcia Filipa był już w 1541 roku niejaki Marcin Schening, który namalował m. in. portret Jerzego II, pierworodnego syna Filipa I.

Książę Filip był wzorowym mężem i troskliwym o wykształce­nie swych dzieci ojcem. Żonaty z Marią, córką elektora saskiego, doczekał się licznego potomstwa, w czym słowa Lutra, wypowie­dziane podczas ślubu, znalazły potwierdzenie, gdyż Filip został ojcem siedmiu synów i trzech córek. Dwóch synów zmarło mło­do (Jerzy II i Eryk III), a reszta potomstwa przeżyła swego ojca. Synowie Filipa panowali kolejno w księstwie szczecińskim bądź wołogoskim. Wychowaniem córek zajmowała się matka, ale nad edukacją synów czuwał ojciec. Synowie księcia Filipa wychowy­wali się w skromnych, a nawet surowych warunkach i w wiel­kiej pobożności. Sam książę uczęszczał na wszelkie nabożeństwa i słuchał kazań. Nad Kościołem sprawował troskliwą opiekę ale i kontrolował zarazem. Litościwy, potrafił - wbrew radom swych możnych dostojników - w czasach drożyzny wydawać biednym zboże za darmo, a innym sprzedawać po zniżonych ce­nach. Mawiał przy tym, że nie dlatego Bóg dał dobry urodzaj, aby zboże przechowywać w magazynach i powiększać kapitały, ale ażeby przyjść z pomocą cierpiącym głód. Nie znosił zbytku, a podczas uczty nie więcej jak sześcioma zadowalał się potra­wami. Nie cierpiał również przepychu w zastawie stołowej. In­teresował się budownictwem i wiele gmachów wystawił, inne wyremontował (Wkryujście i Wołogoszczy). Na skutek jego po­mocy niektóre z miast poczęły budować nowe obwarowania.

Dla wzmocnienia obronności państwa Filip wznosił arsenały, które zaopatrywał w konieczną broń. Ze względów oszczędnościo­wych nie popierał zbytecznych podróży poza granice księstwa. U wszystkich sąsiadów, a także i w Polsce, cieszył się wielkim autorytetem. Zawsze opowiadał się za pokojem i powtarzał często sentencję Scypiona, że raczej lepiej jednego obywatela zacho­wać niż tysiąc wrogów zabić.

Po ojcu odziedziczył zamiłowanie do koni i psów, których uży­wał głównie w czasie polowań. Lubił również łowienie ryb. Przy­jemności tej oddawał się zarówno w zimie, nieraz podczas naj­większych mrozów, jak i w czasie letnich upałów.

Obok wielu zalet miał jednak książę Filip i swoje wady. Prze­de wszystkim trzeba wspomnieć o tym, że u schyłku życia uległ nałogowi pijaństwa. Jaka była tego przyczyna? W źródłach znaj­dujemy wiadomość, że książę cierpiąc na bezsenność zwrócił się do swego nadwornego lekarza o pomoc. Ten doradził mu zwal­czać tę chorobę przez odurzenie alkoholem. Skądinąd wiemy, że książę Filip wyprawił na sejmie w Norymberdze ucztę, na której prawie wszyscy zaproszeni goście, głównie książęta Rzeszy, po­pili się do nieprzytomności, tak że słudzy musieli swych panów wynosić. Tylko książę Filip (prawdopodobnie po dziadku Bogusławie odziedziczył odporność na trunki) pijąc na równi z inny­mi, był całkiem trzeźwy. Skoro więc teraz trzeba było w winie szukać ratunku dla przepracowanego organizmu, książę musiał wypijać całe dzbany, po wypiciu których zasypiał snem kamien­nym. Stosując jednak przez dłuższy czas tę "kurację", stopniowo wpadał książę w nałóg, który pozostał mu już do końca życia i skrócił poważnie dni jego żywota.

Nadwerężone zdrowie księcia pogorszyło się znacznie w czasie wielkiego i niesłychanie groźnego pożaru zamku w Wołogoszczy w 1557 roku. Zimową porą, na dwa tygodnie przed świętami Bo­żego Narodzenia, piekarz zamkowy po pijanemu pozostawił pło­nącą świecę przy swym drewnianym łóżku wypełnionym słomą. Świeca po pewnym czasie wypaliła się do końca i płomień ogar­nął słomę. Natychmiast ogniem zajęło się całe łoże, a pijany pie­karz, żarem ocucony, z lęku wszedł do potężnego pieca i tam się udusił dymem. W oka mgnieniu ogień z piekarni zamkowej przerzucił się do innych pomieszczeń i począł rozszerzać się w tak błyskawicznym tempie, że księżna Maria wraz z dziećmi nie­omal nie spłonęła żywcem. Książę Filip ratował się z płonącego zamku skokiem z wysokości pierwszego piętra. Książę już wów­czas nie cieszył się dobrym zdrowiem i skacząc na nierówny te­ren złamał sobie żebro, co było przyczyną poważniejszego zapadnięcia na zdrowiu. Filip coraz bardziej mizerniał i po dwóch latach przyszedł moment ostatniego pożegnania z liczną rodziną.

Dnia 13 lutego 1560 roku książę, już u kresu sil, przywołał do siebie najpierw żonę, z którą miał długą rozmowę, i prosił ją o wychowanie dzieci "w bojaźni Bożej" i danie im odpowiedniego wykształcenia. Po rozmowie z Żoną umierający Filip zwołał do swojego łoża wszystkich synów i córki i udzielił im ostatnich wskazówek, jak mają w życiu postępować. Umierający ojciec ży­czył sobie, by zawsze słuchali matki, a stryja Barnima trakto­wali jak ojca. Nakazywał im żyć z sąsiadami w przyjaźni i za­chowywać pokój, a poddanym zawsze okazywać łagodność. Przy­pominał o znaczeniu miłości braterskiej i zgody w rodzinie. Poza tym prosił usilnie, aby zaczęte studia na uniwersytecie w Gryfii nadal kontynuowali nie szczędząc wysiłku, gdyż ich stan książę­cy wymaga mądrości i oświecenia. Zwłaszcza przykładać się mu­szą solidnie do studiów prawniczych, które im wiele pomogą w przyszłych rządach. Po przekazaniu ostatnich rad i pożegnaniu się z dziećmi, poprosił książę o czytanie psalmów, następnie za­żądał napoju i pil chciwie, gdy mu go podano. Książę Filip zmarł nazajutrz o godzinie szóstej rano. Ciało przeniesiono do kaplicy zamkowej, gdzie wystawione było osiem dni. Pochowano księcia uroczyście w kościele wołogoskim i tam wystawiono mu nagro­bek z łacińskim wierszem.

Książę Filip był średniego wzrostu, niezbyt silny, o pięknie wykrojonych ustach i całej postaci wzbudzającej szacunek. Umysł posiadał jasny i zawsze wyrażał się w sposób zwięzły i precyzyjny. Jako władca był łagodnego charakteru, zawsze pogodny i wobec obcych powściągliwy. Książę nosił długą, bardzo starannie utrzymaną brodę. Taki zachował Się Filip w pamięci i w oczach potomnych; postać jego została uwieczniona przez wybitnych malarzy , na: licznych obrazach, z których chyba najwierniejszy jest obraz malowany przez Łukasza Cranacha. Życiu. i działalności Filipa już współcześnie poświęcone zostało małe dziełko historyczne pióra Walentego Eichatklta, który był pra­wą ręką władcy w rządach księstwem.

Po śmierci księcia Filipa I Barnim został opiekunem jego ma­łoletnich synów, gdyż najstarszy, Jan Fryderyk, miał wówczas zaledwie 18 lat. Po śmierci swej zony w roku 1568 książę Barnim postanowił zrezygnować całkowicie z władzy, a rządy w księstwie oddać w ręce synów bratanka.


Żródła:

"Książęta Pomorza Zachodniego" - Zygmunt Boras.


"Gryfici książęta Pomorza Zachodniego" - Kazimierz Kozłowski, Jerzy Podralski.


Filip I "POMORZE" - biuletyn informacyjny o Pomorzu Zachodnim - Redaktor Naczelny Grzegorz Chmielecki


PHILIPP von Pommern w "Medievan Lands" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk


PHILIPP von Pommern w "Medievan Lands" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk


Philipp I. von Pommern-Wolgast w "WORLDHISTORY - Personen der Werltgescichte" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk


Filip I wołogoski w "Geni" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk

21-03-2021