Filip II "Pobożnym, Pius, Religiosus" Gryfita (urodzony we Franzburgu, 28 lipca 1573 roku, zmarł w Szczecinie, 3 lutego 1618 roku) herb

Syn Bogusława XIII Gryfity, księcia szczecińskiego, księcia darłowskiego, księcia wołogosko-słupskiego, księcia bardowskiego i Klary Welf Brunswick-Lüneburg-Gifhorn, córki Franciszka Welf, księcia Brunszwiku na Giffhorn.

Książę szczeciński od 7 marca 1606 roku do 3 lutego 1618 roku.

W Szczecinie 10 marca 1607 roku [kontrakt małżeński 29 października 1606 roku] poślubił Zofię Oldenburg-Schleswig-Holstein-Sonderburg (urodzona w Sonderborg Slot, Schleswig, 30 maja 1579 roku, zmarła w Neu Treptow, Brandenburgia, 3 czerwca 1658 roku), córkę Jana II "Młodszego" Oldenburg-Schleswig-Holstein-Sonderburg, księcia Schleswig-Holstein-Sonderburg i Elżbietę Welf Braunschweig-Grubenhagen-Herzberg, córki Ernesta III [IV] Welf, księcia Braunschweig-Grubenhagen-Herzberg.

Spośród wielu książąt pomorskich żyjących w kilku stuleciach do najbardziej zasłużonych w dziedzinie kultury należy bezsprzecznie Filip II - najstarszy syn Bogusława XIII. Urodził się w 1573 roku we Franzburgu, a wychowywał w Bardzie, gdzie jego ojciec - dobry administrator niewielkiego okręgu - założył wła­sną drukarnię i nie szczędził pieniędzy i starań dla rozwinięcia młodej jeszcze na Pomorzu sztuki drukarskiej. Tutaj też praw­dopodobnie młody chłopiec nabrał zamiłowania do nauki i ksią­żek, które towarzyszyć mu będą przez cale życie. Nauczycielem i wychowawcą Filipa od dwunastego roku życia był Marcin Marstaller, który nigdy nie miał kłopotów z łaknącym wiedzy i zaw­sze chętnym do nauki księciem. Najstarszy syn Bogusława XIII jeszcze jako osiemnastoletni chłopiec napisał po łacinie, co w tłumaczeniu polskim brzmi: "Dla mnie największą przyjemnoś­cią jest, aby czytać dobre, wybrane książki, zbierać obrazy wy­bitnych mistrzów i stare różnego rodzaju monety. Z nich uczę się, jak siebie uszlachetnić, by i tym samym lepiej służyć społe­czeństwu".

Ojciec Filipa II, Bogusław XIII, mimo że sam zrzekł się wła­dzy w księstwie wołogoskim na rzecz brata Ernesta Ludwika, wykazał jednak w ciągu kilku lat doskonałą orientację w spra­wach gospodarczych, gdyż najlepiej potrafił rządzić na wydzie­lonym sobie terenie dwu okręgów. Z synów Filipa I tylko on do­czekał się licznego potomstwa. Samych synów bowiem miał pię­ciu. Mimo niewielkich dochodów, nie szczędził pieniędzy na ich wykształcenie i na podróże zagraniczne. Zwłaszcza wielką i czu­łą opieką otoczył najstarszego, Filipa; nad rozwojem umysłowym i fizycznym pierworodnego czuwało dwóch preceptorów - Gervazius i Marcin Marstaller.

W 1588 roku miody Filip wziął udział w uroczystościach we­selnych księżniczki Anny pomorskiej, która wyszła za księcia Meklemburgii. W dwa lata potem spotykamy Filipa w Kopen­hadze na dworze Chrysbiana IV, gdzie przebywał z okazji ślubu księcia Juliusza meklemburskiego z córką króla Danii. Podczas tych uroczystości Filip spotkał się z ówczesnym królem Anglii, Jakubem I, z którym potem długie lata utrzymywał korespondencję. W miesiąc potem odbył się wspaniały wjazd księcia Ju­liusza z poślubioną małżonką do Brunszwiku. W dalszych uro­czystościach weselnych, które odbyły się z kolei w zamku Juliu­sza, wziął również udział Filip II. W czasie pobytu na brunszwickim dworze młody książę spotkał się z młodszym bratem, Fran­ciszkiem I, i ze stryjem Ernestem Ludwikiem, księciem wołogoskim.

Na uroczystości weselne na zamku Juliusza brunszwickiego zje­chało się 50 książąt; Filip II zawarł wtedy liczne znajomości z interesującymi ludźmi swojego czasu. Sam był już wówczas zapalonym kolekcjonerem; począł zbierać niektóre ciekawe okazy mając niespełna 12 lat. Był także autorem drukowanego dziełka pt. Oratio de duarum naturarum necessitate, które wyszło w dru­karni ojca w Bardzie w 1590 roku, gdy autor miał zaledwie 17 lat.

W trzy lata potem, w październiku 1593 roku, Filip II wyje­chał z Barda ponownie - na wesele swej siostry Klary Marii, która wychodziła za jednego z książąt meklemburskich. Podróż do Meklemburgii odbył w towarzystwie stryjów: Kazimierza IX, Barnima XII i Jana Fryderyka.

Książę Brunszwiku i Lűneburga znał zamiłowania naukowe Fi­lipa II i zaprosił go do Rostocku na studia uniwersyteckie, gdzie w dniu 30 kwietnia 1594 roku Filip II otrzymał tytularną god­ność rektora akademii.

Książę rozczytywał się w historycznych opisach i marzył o podróżach po krajach Europy południowej, gdzie mógłby obej­rzeć wiele ciekawych zabytków architektury. W końcu wyprosił zgodę ojca i matki na wyjazd do Wioch i Francji. Wielką podróż po krajach europejskich rozpoczął Filip w wieku 22 lat. Wyjazd z rodzinnego Barda nastąpił w dniu 15 października 1595 roku. Towarzyszyło mu kilka osób wyznaczonych przez ojca. Książę Fi­lip udał się w tę podróż pod przybranym nazwiskiem jako Christianus von Sehe. W albumie w Siennie dopisano jednak na margine­sie: "Christianus Sehe alias Philippus dux Stettini et Pomeraniae".

Przez Saksonię, Miśnię, Turyngię i Frankonię dotarł Filip do Wenecji. Potem zwiedził cale Włochy, zapuszczając się daleko na południe, aż do Neapolu, gdzie oglądał m. in. wulkan Wezuwiusz. Po drodze na dłuższy czas zatrzymał się w Rzymie, gdyż jako luteranin ciekawy był wielce stolicy pogardzanego papizmu. Tu­taj zetknął się bliżej z renesansem włoskim, który wywarł na nim wielkie wrażenie, zwłaszcza w dziedzinie architektury i ma­larstwa. Następnym etapem podróży ciekawego świata Filipa II była Florencja. Oczarowany wielką liczbą zabytków, książę prze­bywał w tym mieście ponad trzy miesiące. Stąd wyruszył pono­wnie do Wenecji, z której często wyjeżdżał do starożytnego mia­sta Forum Iulii, do miast Styrii i Karyntii. Zwiedził także dwie potężne fortece weneckie: Palmę i Gradiscę, które broniły tego państwa przed najazdem Turków. Trzeci pobyt w Wenecji Fi­lip II poświęcił na krótki odpoczynek przed wyjazdem do Me­diolanu, skąd przez jezioro Como wyruszył do Konstancji, gdzie odszukał miejsce spalenia Jana Husa. Po zwiedzeniu Szwajcarii przekroczył granicę francuską i zamierzał potem udać się do Ni­derlandów, a następnie do Anglii.

Dalsze plany młodego podróżnika niespodziewanie pokrzyżował list ojca: Bogusław XIII zawiadamiał syna o chorobie matki. Książę czekając na dalsze wieści z Wołogoszczy wyruszył tylko do Besancon, a potem do Lotaryngii, gdzie zwiedził Nancy, a kiedy przyszły pomyślniejsze wieści z Pomorza - wyruszył przez Alzację do Czech, na dwór cesarza Rudolfa II. W Pradze oglądał relikwie św. Wacława i poznał księcia Wincentego Gonzagę z Mantui, który wywarł na Filipie wielkie wrażenie swoją znajo­mością sztuki.

Z Pragi - stęskniony za domem po dwóch latach podróży - wracał książę najkrótszą drogą, przez Śląsk i Saksonię, na Pomo­rze. Po drodze zwiedził jeszcze Świdnicę, Wrocław i Legnicę, w której miał bliską rodzinę. Dłuższy czas zatrzymano go u elektora saskiego w Dreźnie. Filip obejrzał wówczas rezydencję książąt saskich, a także ważniejsze twierdze, stajnie z rasowymi końmi oraz tzw. Kunstkammer.

Przyjazd księcia do Barda w początkach listopada 1597 roku wywołał wielką radość na dworze książęcym; powracający po długiej nieobecności syn zastal obojga rodziców w dobrym zdro­wiu.

Rychło jednak smutek wypełnił wszystkie komnaty tej starej siedziby: w styczniu 1598 roku po krótkiej chorobie zmarła na zamku we Franzburgu matka Filipa II - Klara Maria.

W tym samym roku ojciec przekazał Filipowi II zarząd nad okręgiem Barda, aby poznał tajniki rządzenia. Po rocznych rzą­dach księciu Filipowi nadarzyła się nowa okazja do odbycia dale­kiej podróży. Ze swym szwagrem Zygmuntem Augustem, księ­ciem Meklemburgii, wyprawił się na dwór cesarski do Pilzna. W Pilźnie zobaczył przyjazd bogatego poselstwa moskiewskiego i mógł poznać egzotycznych dla siebie posłów.

Z każdej podróży Filip II - człowiek obdarzony umiejętnoś­cią wnikliwej obserwacji - wynosił wiele korzyści. Obserwował ludzi, ustrój miast, formy władzy i miejscowe obyczaje. Chętnie przysłuchiwał się różnym dyskusjom, co przy dobrej znajomości języków obcych nie było dla niego rzeczą trudną. Szczególnie interesowali go ludzie pasjonujący się sztuką. W czasie podróży do Danii poznał uczonego - Henryka Rantzau, z którym potem prowadził ożywioną korespondencję i wymieniał wartościowe obrazy. W zamian za portrety książąt pomorskich otrzymywał dla szczecińskiego muzeum obrazy tzw. bohaterów i inne, jak np. portret Karola "Wielkiego" czy Fryderyka "Barbarossy".

Po powrocie z Czech spotkała księcia nowa żałoba: w począt­kach roku 1600 zmarł ulubiony stryj Jan Fryderyk, którego Fi­lip darzył wielkim szacunkiem za wiedzę i artystyczne upodoba­nia. W marcu razem z braćmi i stryjami wziął udział w wielkich uroczystościach pogrzebowych na zamku szczecińskim.

Tymczasem, w rok po śmierci żony, Bogusław XIII postanowił ożenić się po raz drugi. Filip nie sprzeciwiał się tej decyzji i gdy ojciec wyruszył do Holsztynu po drugą żonę - przejął rządy nad ojcowizną. Po kilkunastu dniach witał uroczyście młodą parę na zamku w Bardzie. Wkrótce potem młodszego brata z polece­nia ojca odprowadził do Rostocku; młody Ulryk miał na tam­tejszym uniwersytecie rozpocząć studia.

Po śmierci Barnima XII, stryja Filipa II, w 1603 roku księ­stwo szczecińskie przeszło w ręce Bogusława XIII, a Filipa uzna­no następcą ojca. Po weselu stryjecznego brata księcia Filipa Juliusza w Wołogoszczy w roku 1604, dwa następne lata znowu przyniosły żałobę na dworach pomorskich: w 1605 roku zmarł książę Kazimierz, biskup kamieński, a rok później Filip II stra­cił najtroskliwszego opiekuna, jakim był ojciec. Bogusław XIII zmarł 7 marca 1606 roku na zamku w Szczecinie.

W tym czasie, a były to Ostatki, na zamku szczecińskim od­bywały się wesołe zabawy i maskarady z okazji zaręczyn Fili­pa II z Zofią holsztyńską. Między innymi bawiono się w wypi­sywanie na kartkach swoich życzeń, a następnie zgodnie z wy­losowaniem przebierano się w takie szaty, jakie los wyznaczył; w czasie tej zabawy zdarzyło się nawet, że książę Bogusław XIII był sługą, a ktoś z otoczenia księcia zasiadał na książęcym miej­scu przy stole. Zabawa dostarczyła wiele radości, wesołe były też nastroje bawiących się, gdyż posłowie wysłani do ojca panny młodej uzgodnili już termin wesela - uroczystość zaślubin mia­ła się odbyć w Szczecinie na Zielone Świątki.

Tuż po Ostatkach książę Bogusław poczuł silne bóle w brzu­chu, dostał wysokiej gorączki i męczyło go pragnienie. Jego cho­roba zbiegła się z ciężką chorobą nowo poślubionej żony. Wieść o ciężkim stanie księżnej słudzy nieopatrznie przekazali księciu, który - sam ledwo żywy - z krzykiem rozpaczy pobiegł ostat­kiem sil na pokoje małżonki, przez co sam sobie poważnie za­szkodził. Księżna po kilku dniach wróciła do zdrowia, a Bogu­sław z dnia na dzień marniał w oczach. Silne bóle brzucha nie ustawały, mimo stosowania wszystkich dostępnych wówczas środ­ków medycznych. W dniu 7 marca, który był ostatnim dniem życia Bogusława XIII, książę poczuł się lepiej, kazał nawet sy­nom jechać na polowanie, ale po obiedzie wróciła słabość i bóle. Około godziny szóstej po południu książę dostał silnego krwotoku z ust i nosa; umarł wkrótce, nie doczekawszy się powrozu sy­nów z polowania. Współcześni śmierć Bogusława XIII przypi­sywali głównie temu, że w podeszłym wieku ożenił się po raz drugi. Joachim von Wedel pisał w tej sprawie cytując Plautusa, że "miłość starców jest śmieszna". Uroczysty pogrzeb odbył się kilka tygodni później.

Najstarszym w dynastii Gryfitów został teraz Filip II, który miał wtedy dopiero 33 lata. Zapowiadany ślub z Zofią holsztyńską z powodu żałoby po ojcu został odłożony na rok następny. Jako najstarszy w rodzinie, przejął Filip po ojcu władzę w księ­stwie szczecińskim. Z młodszymi braćmi w wyniku porozumienia podpisał układ w 1606 roku. Spisana umowa postanawiała, że młodszy brat Franciszek otrzyma biskupstwo kamieńskie po zmarłym stryju Kazimierzu oraz starostwo bytowskie. Bogusław XIV i Jerzy zadowolili się okręgiem Darłowa, a najmłodszy z braci, Ulryk, na razie został pod opieką Filipa II, który przyrzekł mu 5000 talarów rocznie oraz ekspektatywę na biskupstwo kamieńskie. Na pamiątkę braterskiego porozumienia polecił książę Filip wybić specjalny medal pamiątkowy z łacińskim napisem: Una salus patriae fratrum coneordia constans (Jedyne zbawienie oj­czyzny w stałej zgodzie braci).

Dopiero po uregulowaniu spraw wewnętrznych i po upływie żałoby po ojcu odbył się od dawna planowany ślub księcia Fili­pa II z Zofią holsztyńską. Rozmach w uroczystościach weselnych porównać chyba można jedynie z weselem Bogusława X oraz z podobnymi uroczystościami z okazji ślubu Jana Fryderyka. Dla uświetnienia zaślubin księcia Filipa II uczniowie szczecińskiego pedagogium odegrali komedię przed księciem i zaproszonymi go­śćmi, wśród których nie brakło ni. in. przedstawicieli cesarza Rudolfa II, posłów króla Danii Chrystiana IV, a także wysłanników Gdańska i Lubeki.

Po ślubie odbyły się uroczystości złożenia hołdu przez szlachtę i miasta pomorskie. Filip II zdobył już wcześniej doświadczenie w rządach i teraz pragnął przede wszystkim zaprowadzić ład I utrzymać spokój, a przez to doprowadzić swoje księstwo do do­brobytu. Czysto pokojowe cele księcia nie pasowały jednak do epoki; z dala nadciągała wielka burza - Wojna, która miała trwać 30 lat.

W obawie przed zniszczeniami wojennymi książę Filip starał się unikać wszelkich sojuszów i w trudnych sytuacjach politycz­nych przyjmował stanowisko neutralne. Tak było np. w czasie wojny polsko-szwedzkiej. Początkowo na prośby Karola Sudermańskiego potajemnie zgodził się na werbunek żołnierzy na Po­morzu dla armii szwedzkiej, kiedy jednak stany pruskie i Koro­na Polska zaczęły grozić księciu represjami za popieranie Szwe­dów, zakazał Filip - a także jego stryjeczny brat Filip Juliusz - tych praktyk, by nie narażać się królowi polskiemu.

Filip II, gorliwy luteranin, z tych samych powodów nie przy­stąpił do protestanckiej Unii, którą przygotowywał elektor Pala­tynatu Reńskiego, gdyż obaj książęta pomorscy otrzymali w tej kwestii ostrzeżenie cesarza, a mając w pamięci podobną sprawę Barnima XI i Filipa I z okresu wojny szmalkaldzkiej - woleli pozostać neutralni, mimo iż po cichu sprzyjali protestantom w Rzeszy.

Wobec swojego kuzyna w Wołogoszczy Filip II żywił przyjazne uczucia; gdy książę wołogoski odbywał dłuższą podróż, Filip sprawował nadzór nad Wołogoszczą.

Książę starał się rządzić sprawiedliwie i za jego panowania obserwuje się znaczny rozkwit gospodarki księstwa. Jedynie z miastem Szczecinem trwał nadal zadawniony spór, ale i tutaj ugodowa polityka Filipa odniosła skutek i w kwietniu 1612 roku doszło do podpisania porozumienia. Z tej okazji odbyły się w mieście wielkie uroczystości. Dwa miesiące potem Pomorze obiegła wieść o śmierci cesarza Rudolfa II i objęciu władzy przez arcyksięcia Macieja, z którym książę Filip był zaprzyjaźniony; odbyło się wtedy w Szczecinie tzw. cesarskie święto: w kościołach miejskich odprawiały się uroczyste nabożeństwa, zorganizowano turnieje i wspaniale pochody po mieście.

Młodszy brat Filipa, Jerzy, odbywał w tym czasie wielką podróż zagraniczną. Ze względów oszczędnościowych Jerzy wyruszył w dalekie strony nie jako książę, bo przedstawiciel rodu książęcego musiał mieć odpowiedni orszak, ale pod przybranym nazwiskiem von Wolde. Książę Jerzy miał już w tego rodzaju podróżach doświadczenie, gdyż kilka lat wcześniej wyprawił się incognito do Polski, na uroczystości weselne z okazji ślubu Zygmunta III Wazy w Krakowie. Zaproszeni na królewskie wesele do Polski, książęta pomorscy - nie chcąc osobiście skorzystać z zaproszenia ze względu na duże koszty - wysłali tylko poselstwo w osobach Jana Henryka Flaminga i Piotra Gottbergena. Razem z pomorską delegacją do Krakowa pojechał również książę Jerzy III w przebraniu sługi. Polacy prawdopodobnie domyślali się w czym rzecz, gdyż pomorskie poselstwo było jak nigdy bardzo serdecznie przyjmowane. Na tym weselu książę Jerzy widział Dymitra "Samozwańca" i Marynę Mniszchównę.

Młodzi książęta pomorscy podróżowali do Włoch i Hiszpanii, gdzie król Filip III wyróżniał młodych Gryfitów jak panujących książąt. Po zwiedzeniu Hiszpanii książęta udali się do Francji, a potem do Niderlandów i Anglii. Powrót na rodzinną ziemię pomorską miał miejsce w 1610 roku. Książę Filip II zaniechał w tym czasie podróży, gdyż w kraju trzymały go sprawy państwowe. Dopiero pogorszenie się zdrowia skłoniło go w 1612 roku do wyjazdu do wód leczniczych w Daneburgu, w księstwie lűneburskim. Spotkał się wtedy z książętami Rzeszy, a także odwiedził po drodze księcia meklemburskiego i księcia Filipa Juliusza w Wołogoszczy.

Rosnące zaniepokojenie w Niemczech i pogłoski o zaburzeniach w Polsce nakazywały jednak księciu jak najszybciej wracać do kraju.

Na terenie starostwa szczecińskiego, a także w pogranicznych starostwach lęborskim i bytowskim rosło zagrożenie ze strony buntujących się na Pomorzu Gdańskim polskich oddziałów wojskowych. Dla zabezpieczenia granicy nakazał Filip utworzenie oddziału 200 muszkieterów, którzy mieli nie przepuszczać żadnych oddziałów zbrojnych przez granicę księstwa. Ponadto postanowił książę dokonać przeglądu wojskowego szlachty pomorskiej, co miało miejsce na polach wsi Poczernin kolo Stargardu. Nieco wcześniej, w trosce o sprawność fizyczną i gotowość wojenną poddanych, książę wydał zakaz odbywania podróży wozami, by szlachta najwięcej jeździła konno. Miasta zaś, podobnie jak za czasów Bogusława XIII, miały przeprowadzić naprawę murów miejskich i wszelkich urządzeń, potrzebnych na wypadek wojny.

Przyzwyczajona do wygód i nie pamiętająca wojny szlachta pomorska nie rozumiała tych poczynań i zarządzeń; na sejmie w Szczecinie zarzuciła księciu, że czyni zbyteczne wydatki i bez zgody stanów najmuje wojsko. Na tymże sejmie szlachta protestancka wystąpiła także przeciw wysyłaniu synów na studia do katolickiej Polski, gdzie "młodzi chłopcy, zarażeni błędami jezuitów, z góry oddawali się w ręce diabła".

Tymczasem miasto Szczecin z powodu częstych i długotrwałych procesów sądowych przeżywało poważny kryzys finansowy. Rada miejska, chcąc podreperować budżet miejski, wprowadziła nowe podatki od piwa, co doprowadziło do zaburzeń w 1616 roku. Przed ratuszem zebrały się tłumy rzemieślników, robotników i biedoty miejskiej. Zabito jednego z urzędników ratuszowych, a potem poczęto niszczyć i plądrować wszystkie browary. Duchowni daremnie próbowali uciszyć wzburzone umysły.

Dopiero odważne wystąpienie księcia Filipa II, który ukazał się mieszkańcom Szczecina w towarzystwie żony i braci - Jerzego i Ulryka, przywróciło spokój. Straż księcia wyłapała najbardziej winnych; Filip II, zazwyczaj niezwykle łagodny, okazał całą surowość prawa. Po dwóch latach od czasu zamieszek interweniował w sprawie skazanych przez księcia na więzienie honorowy gość Filipa - Filip Hainhofer, ale książę był nieugięty.

W tym samym roku 1616 odbył się w Szczecinie sejm, na którym książę Filip II postulował sprowadzenie ludzi biegłych w produkcji sukienniczej, aby pomorską wełnę przerabiano na miejscu, a nie jako surowiec wywożono do Niderlandów.

W rok po zaburzeniach w Szczecinie księcia spotkał wielki cios; przedwczesna śmierć dosięgła ukochanego brata Jerzego III, który zmarł w 36 roku życia na zamku w Bukowie, gdzie znajdowała się jego rezydencja. Przyczyną nieoczekiwanego zgonu księcia było prawdopodobnie pijaństwo. Po pogrzebie brata, Filipa coraz częściej ogarniała melancholia, już nic go nie cieszyło. Pewnego razu wicher zrzucił gałkę blaszaną z wieży kościoła zamkowego; przesądny książę uznał to za złowrogą przepowiednię przyszłości i w listach do swego przyjaciela Hainhofera był pełen niepokoju i smutku.

Jesienią 1617 roku czekało protestantów wielkie święto - mijało sto lat od wystąpienia Marcina Lutra. Za wzorem elektora saskiego, również książę Filip II postanowił uczcić tę rocznicę na terenie księstwa szczecińskiego. Przed wyjazdem do Szczecinka nakazał czynić przygotowania do godnego uczczenia stulecia reformacji, które przypadało w dniu 31 października. Książę polecił wydrukować teksty specjalnych kazań, które miały być wygłoszone we wszystkich kościołach Pomorza; uczniowie pedagogium szczecińskiego mieli deklamować okolicznościowe wiersze, a rektor tej uczelni, sławny historyk Daniel Cramer, przygotowywał z uczniami specjalną sztukę teatralną pod tytułem "Tetzelocramiam". Na pamiątkę tych uroczystości kazał książę również wybić specjalne monety ze srebra z wyobrażeniem na jednej stronie mnicha szukającego Biblii pod ławką, a na drugiej - duchownego czytającego z otwartej księgi.

Poważne w tym czasie zadrażnienia graniczne z Polską na terenie starostwa szczecineckiego skłoniły Filipa II do wyjazdu w te okolice. Przed udaniem się na tereny konfliktów książę podejmował na swym dworze w Szczecinie Filipa Hainhofera, bogatego i niezwykle wykształconego mieszczanina z Augsburga, z którym łączyła księcia przyjaźń od wielu już lat. Filip II poznał Hainhof era w czasie swych podróży i odtąd był z nim w ciągłym kontakcie. Raz na tydzień, zawsze w czwartki, otrzymywał Filip z Augsburga korespondencję, w której Hainhofer donosił władcy dalekiego Pomorza o wszystkim, co wydarzyło się w Europie zachodniej. Hainhofer był również doradcą księcia w sprawach zakupu dzieł sztuki; z jego pomocą Filip II uzupełniał swe bogate zbiory.

W Augsburgu zamówił książę pomorski niezwykle cenny sepet, który znany jest w historii sztuki pod nazwą Kunstschrank. Dwa inne podobnego typu arcydzieła rzemieślników augsburskich znajdują się po dziś dzień we Florencji i w Uppsali. Początkowo książę miał skromniejsze zamiary, ale niebawem narodził się projekt zbudowania owej kunsztownej szafy. Prace nad meblem trwały przez siedem lat (1610-1617); w tworzeniu tego dzieła sztuki brało udział około 20 artystów i rzemieślników. Filip żywo interesował się postępami prac nad szafą i nie szczędził pieniędzy. Całość kosztowała około 20.000 florenów. Skomplikowany mebel wykonano z drewna hebanowego i bogato ozdobiono srebrem i kolorowymi kamieniami, co dało piękne efekty w zestawieniu z czarnym tłem hebanu. Szafa posiadała wymiary: 1,35 m X 1,15 m. Całość spoczywała na czterech srebrnych i pozłacanych nogach w postaci gryfów pomorskich i holsztyńskich. W dolnej części urządzenia widać postacie kobiece z instrumentami - jest to wyobrażenie ośmiu muz. Górna część szafy przedŹstawiała postaci z Parnasu. Najbardziej ozdobione było wnętrze. Oprócz różnych tajemnych zamków, które mogły u każdego wywołać podziw, oglądającego uderzało po otwarciu drzwiczek bogactwo tematyki i barw oraz różnorodność materiału, w którym tworzył artysta. Wnętrze szafy kryło różnorodne artystyczne przedmioty i narzędzia: były tam również przyrządy matematyczne, astronomiczne i chirurgiczne, książki w kosztownych oprawach, srebrna zastawa stołowa z pomorskimi herbami, przybory toaletowe, srebrne karty do gry, szachownica i figurki z drzewa hebanowego, zegarek i kompas, a nawet małe automatyczne organy, wygrywające trzy melodie.

Ciekawym urządzeniem, które Filip II nabył w Augsburgu, był tzw. Meierhof, miniatura południowoniemieckiego gospodarstwa z obronnym dworem, domem dla służby, stajniami, oborami i innymi gospodarczymi zabudowaniami. Nie brakło tani również studni i młyna wietrznego. Podobne modele wiejskich gospodarstw można było spotkać w rezydencji cesarskiej w Pradze oraz na dworach Madrytu, Brukseli, Florencji czy Paryża.

Transportem do Szczecina zakupionych przez księcia w Augsburgu przedmiotów zajął się osobiście Hainhofer, który przybył z rzemieślnikami, aby na miejscu ustawić i uruchomić owe urządzenia.

Hainhofer przybył do Szczecina w dniu 24 sierpnia 1617 roku i bawił na dworze księcia Filipa do końca września. W czasie swojego pobytu robił dokładne notatki, w których utrwalał wrażenia. Z tych obserwacji, wydanych później drukiem, poznajemy życie na dworze księcia szczecińskiego.

Na drugi dzień po przyjeździe Hainhofera, rano o godzinie 7 przysłał książę dwóch dworzan z zaproszeniem miłego gościa na nabożeństwo do kościoła zamkowego.

Kościół składał się z trzech części: dla mieszczan, dla dworu książęcego i dla fraucymeru. Przy ambonie znajdowała się krypta, w której spoczywały zwłoki książąt pomorskich od Bogusława X począwszy. Książę miał dla siebie specjalne oratorium. Kaznodzieja nadworny, M. Dawid Ranzius, obowiązany był wygłaszać dwa kazania w niedzielę i święta, a w piątki i środy nawet trzy. Książę miał zwyczaj słuchać kazań w każdą niedzielę: w oratorium, gdzie często spędzał czas na modłach, znajdował się stół, który zawsze był zasłany licznymi księgami, gdyż nawet w czasie kazania lubił Filip II porównywać różne teksty Pisma Świętego. W dzień powszedni książę zwykle modlił się w komnacie, która znajdowała się tuż przy bibliotece i sypialni. Także wieczorem, nim udał się na spoczynek, zwykle co najmniej godzinę spędzał na czytaniu Biblii. Filip II był bardzo skrupulatny w przestrzeganiu obecności na nabożeństwach i wszyscy z jego otoczenia musieli uczestniczyć w kazaniach rano i wieczorem. Gdy któryś z dworzan opuścił kazanie, musiał wrzucać odpowiednią monetę do skrzynki jałmużniczej; obowiązek płacenia dotyczył również członków rodziny książęcej. Podobno najczęściej płacił książę Ulryk, który nie przepadał za kazaniami, a jeśli już był w kościele - zazwyczaj podczas kazania zasypiał.

Po nabożeństwie podszedł do Hainhofera dworzanin i zaprowadził go do pokojów książęcych, do których przylegała biblioteka. Na pomieszczenie biblioteczne składała się wielka izba, duża komora wyłożona czarnymi tapetami i niewielki przedpokój. Z okien książęcych pokojów roztaczał się widok na dziedziniec zamkowy i na ujeżdżalnię koni; dalej widać było Odrę i ogrody książęce, w których mieścił się domek letni. Do ogrodów przylegała winnica książęca, dostarczająca rocznie około 1000 wiader wina, które niewiele ustępowało zagranicznym. W izbie księcia znajdował się stół nakryty haftowaną serwetą, wykonaną przez księżnę, a przy nim pozłacany kredens. Książę w chwili wejścia Hainhofera stał przy stole. Powitanie było serdeczne.

Według opinii augsburczyka, Filip II był nieco podobny do księcia Wilhelma bawarskiego: średniego wzrostu, posiadał nadzwyczaj piękną twarz, pełną pogodnej uprzejmości a zarazem powagi. Nosił długie włosy. Nogi miał już w tym czasie dotknięte reumatyzmem i dlatego nie mógł się swobodnie poruszać.

Po chwili do pokoju księcia, dokąd marszałek dworu wprowadził gościa, weszli: Zofia Jadwiga, teściowa księcia Filipa Juliusza, żona księcia Filipa II Zofia i brat księcia Ulryk. Po krótkiej rozmowie, gościa z dalekiego Augsburga zaproszono do stołu. W czasie wspólnego posilania się książę Filip wziął kryształowy puchar z herbem i przypil do gościa życząc mu przyjemnego pobytu na Pomorzu. Hainhofera uderzył wtedy zwyczaj zasiadania przy czystym obrusie. Posilającym się podano najpierw wodę do umycia rąk, a dopiero potem wniesiono potrawy. Obiad trwał około sześciu godzin. Obok dań mięsnych podawano dużo słodyczy i owoców. Dla zrobienia przyjemności drogiemu gościowi, książę polecił uderzyć w czasie obiadu w wielki dzwon, którego sznur rzekomo musiało ciągnąć 24 mężczyzn, a który dzwonił tylko w czasie uroczystości weselnych i żałobnych. Podczas obiadu nadworny trębacz wygrywał ulubione melodie. Na szczecińskim dworze panował wówczas zwyczaj, że przed wniesieniem potraw, rano i wieczorem, odbywał się mały koncert, w którym grało 6 trębaczy.

Hainhofer przebywał w Szczecinie około 6 tygodni i mógł dobrze poznać zwyczaje panujące na dworze księcia Filipa II. Książę szczeciński był człowiekiem skromnym; na dworze przestrzegał wprawdzie etykiety, ale była ona pozbawiona wszelkiej surowości. Otaczał się doświadczonymi doradcami i ludźmi uczonymi. Nazywano go także "przyjacielem duchownych", gdyż często pomagał tym ludziom, zwłaszcza gdy zajmowali się nauką. Na jego dworze przebywało wielu lekarzy i prawników, ale najwięcej chyba malarzy i złotników, którym książę zlecał różne prace artystyczne. Oczywiście, zgodnie z wymogami książęcej godności, otaczał się też pewnym przepychem. Jeździł na przykład karetą zaprzężoną w sześć koni.

Cały zamek szczeciński wypełniony był dziełami sztuki. Pokoje, sale i korytarze obwieszono portretami przodków. Wśród obrazów nie brakło portretów polskich, choćby wymienić portrety Zygmunta III Wazy, Stefana Batorego, Henryka Walezjusza. Pokoje księcia miały w sobie coś z pracowni artysty - wszędzie było pełno w nieładzie leżących starych, muzealnych przedmiotów, niemieckich bądź włoskich rzeźb marmurowych i brązowych odlewów. Nie brak tam było różnych rysunków, modeli, miniatur, małych rzeźb z kości słoniowej, typografii, miedziorytów, a także różnych mechanizmów, w których tak bardzo lubował się też Barnim XI.

Największą wartość przedstawiał chyba zbiór zwany "Visierungsbilcher". Były to rysunki i miniatury - kolekcjonerski plon życia księcia Filipa II. Na miesiąc przed przyjazdem Hainhofera owe obrazki i miniatury zostały oprawione w jedną całość. Zebrało się tego cztery oprawione w skórę grube tomy, z których tylko jeden zachował się do czasów drugiej wojny światowej. Na 98 kartach tego tomu znajdowały się 102 obrazy olejne i ryrciny robione piórem, węglem i kredą. Inne 23 rysunki zaginęły w czasie, gdy owa księga znajdowała się poza Pomorzem. Książę Filip własnoręcznie wypisał tytuł, który brzmiał: Różnorodny zbiór portretów od znakomitych mistrzów zebrany w 1617 roku w Szczecinie w miesiącu lipcu. Filip II książę Pomorzan. Po stronie tytułowej następowały portrety książąt i księżniczek pomorskich z XVI stulecia, a także portrety Marcina Lutra, Karola V oraz książąt saskich i Palatynatu Reńskiego. Obok dziel wartościowych, księga zawierała również kiepskie kopie; niektóre rzekome oryginały były tylko falsyfikatami.

Hainhofer - który na szczecińskim dworze był podejmowany jak udzielny książę, gdyż otrzymał w zamku dwa pokoje i wspólnie z rodziną książęcą spędzał wolny czas - mógł dokładnie przypatrywać się zbiorom księcia i jak nikt inny opisać codzienne życie rodziny książęcej w Szczecinie. Książę Filip II cenił gościa za wybitną znajomość sztuki i dlatego starał się mu wszystko pokazać. W bibliotece Filipa II, liczącej aż około 3500 woluminów i urządzonej na wzór biblioteki we Florencji, bądź w pokojach książęcych przesiadywali razem długie godziny; dyskusje obracały się wokół spraw sztuki i zbiorów księcia. Filip II pokazywał przyjacielowi srebrne i złote medale oraz monety, których obaj byli zapalonymi kolekcjonerami. Kilkakrotnie oglądali księgi zawierające zbiory obrazów i rycin i dyskutowali na temat autorów poszczególnych dziel. Jako ciekawy upominek pokazywał książę Hainhoferowi kapelusz i srebrny miecz, które książę Bogusław X otrzymał od papieża Aleksandra VI. Filip II chlubił się także pięknym zbiorem klejnotów, które przechowywał w srebrnej skrzyni, gdzie również znajdował się puchar z rogu jednorożca, srebrna miednica do mycia rąk, dar cesarza Rudolfa II, i wartościowe przedmioty, dane w prezencie parze książęcej w dniu ślubu.

Po zapoznaniu ze zbiorami, książę zaczął oprowadzać gościa po salach zamku szczecińskiego. W pokojach księżnej podziwiał Hainhofer m. in. srebrny koszyczek do przechowywania przyborów do szycia, obraz Łukasza Cranacha i w wielki kamień oprawione florenckie lustro. W głównej sali zamkowej zainteresowanie zwiedzającego wzbudziło dziewięć kominków i liczne piece. Obok ciekawych instrumentów muzycznych, zachwyt gościa wywoływały różne figury ze szkła, wykonane przez artystę sprowadzonego z Mediolanu. W następnych pokojach pełno było pięknie wykonanej broni palnej, noży i rogów myśliwskich itp. Sala jadalna ozdobiona była wspaniałymi serwisami do wina, wykonanymi z kutego srebra i wysadzanymi szlachetnymi kamieniami. Dla małej liczby gości posiłek podawano przy małym stole, którego powierzchnia ułożona była z różnokolorowych kamieni.

Po zamku przyszła kolej na zwiedzanie miasta, gdyż Filip II zamierzał pokazać przyjacielowi wszystko, co w księstwie warte było obejrzenia. Zwiedzał zatem Hainhofer szczecińskie kościoły, budowle publicznego użytku, mury miejskie i poznawał różnych ludzi. W wycieczkach po mieście i okolicy towarzyszył mu zawsze ktoś z rodziny książęcej. Z księżną Zofią i księciem Ulrykiem Hainhofer pojechał pewnego razu na koński jarmark, który odbywał się przy dużym napływie kupców z całego Pomorza. Z jarmarku udano się wtedy do ogrodów książęcych, położonych na rozległym wzgórzu. Ogród posiadał alejki, po których można było jeździć nawet wozem. Kwiaty, warzywa i owoce na każdym kroku wzbudzały podziw u zwiedzającego. W ogrodach znajdowały się 4 wieże; w jednej z nich Hainhofer podziwiał obrazy malowane na suficie i przedstawiające sceny z dziejów Pomorza. Tam też zjedzono posiłek; strawę podano na uprzednio przygotowanych i ustawionych stolach.

W kilka dni potem książę, jak zwykł czynić co roku, wyprawił się do swego folwarku, położonego jedną milę od zamku. Na tę wycieczkę zaproszony został także Hainhofer. Do książęcego folwarku udano się drogą wodną. Gdy nie było żałoby - na statku księcia znajdowała się również kilkuosobowa orkiestra. Jej kapelmistrzem był Krzysztof Stedher rodem z Miśni, pełniący również funkcję sekretarza książęcego. Poza muzyką, w otoczeniu księcia słuchano również śpiewu; dziesięciu chłopców pedagogium szczecińskiego śpiewało nie tylko w kościele podczas nabożeństw, ale również w zamku księcia. Z używanych wówczas instrumentów wymienić można basetlę, skrzypce, flet i klawikord. Poza Stedherem, znanym na dworze szczecińskim muzykiem, był również Filip Dulichius - autor wielu kompozycji.

W czasie tej wycieczki orszak książęcy zwiedzał sady, które zwykle dawały dobre zbiory owoców, w tym roku jednak urodzaj był słaby. Obiad dla księcia i reszty dworu podano w altanie ogrodowej. Po posiłku grano kośćmi w grę zwaną "gąska"; zasada gry przewidywała, że wygrywał ten, kto najlepiej rzucił kostką na malowanej tablicy. W czasie pobytu w książęcym folwarku Hainhof przyglądał się także tanecznym popisom dziewcząt wiejskich.

Poddani bardzo lubili księżnę Zofię i darzyli ją szacunkiem, gdyż znana była z dobroci. Życzliwość wobec poddanych uzewnętrzniała poprzez litościwe wspieranie biednych. Obdarzona nieprzeciętną urodą, była kobietą mądrą, rozsądną, bardzo wyrozumiałą dla służby i gotową do poświęceń dla chorego męża. Jednakową troską otaczała i chłopów poddanych, i mieszczan. Ze swej apteki dawała za darmo często nawet drogie lekarstwa i rozdawała jałmużny.

Książę Filip chwalił żonę przed Hainhoferem mówiąc, że "bardzo Bogu dziękuje za ukochaną żonę, z której jest w pełni zadowolony". Tylko fakt, że żona nie mogła mu dać potomstwa, napawał księcia troską, ale sam nie był pewny, czy wina nie należy po jego stronie. Filip II nie zaniedbywał żadnej okazji, by swojej małżonce okazać wdzięczność i uczucie. Obdarzał ją licznymi i drogimi prezentami; podarował jej np. biurko wykładane srebrem i obraz Cranacha "Miłosierdzie".

Po powrocie do Szczecina, w dniu 29 sierpnia przypadały urodziny księżnej, którą z tej okazji książę obdarzył nowymi podarkami. Uroczysty obiad zjedzono w pokoju księżnej w skromnym gronie, ponieważ obok solenizantki był tylko książę Ulryk, dwie księżniczki i zaproszony gość z Augsburga. Kobiety piły wówczas wino z małych kryształowych kieliszków. Filip II był nieobecny, ponieważ była to niedziela, a książę w dni świąteczne nie jadł do samego wieczora, bez względu na to czy byli goście na dworze.

W początkach września uzgodniono wyjazd na polowanie, do którego rwał się głównie książę Ulryk. Przed tym jednak czytano rozdział z dzieła Jana Jerzego Agrykoli o polowaniu na jelenie. Na polowanie wybrano się do Podlesia - rezydencji myśliwskiej, zbudowanej przez Jana Fryderyka. Drugą rezydencją myśliwską był zameczek nad mą (2 mile od Podlesia). Podczas polowania zabito ni. in. 27 dzików i 27 łani oraz 3 jelenie, maciorę z dwoma prosiętami - razem około 90 sztuk dziczyzny. W czasie polowania postrzelono angielskiego psa myśliwskiego, którego potem zakopał w ziemi książę Ulryk z pomocą błazna Mieszka.

Błazen ten był zawsze w pobliżu księcia i wolno mu było wchodzić do pokoju pana bez pytania. Mieszko pochodził z pogranicza śląsko-polskiego. Rodzice zmęczeni jego psotami oddali go do szkoły w Świebodzinie. Stamtąd wkrótce uciekł na Pomorze, zawędrował do Szczecina i tutaj dostał się na dwór księcia Filipa. Wymowny i dowcipny - nie oszczędzał nikogo. Z braćmi Filipa II żył w najlepszej zgodzie i wszedł z nimi w taką komitywę, że podczas drugiej wycieczki wodnej na wyspę Wolin, którą książę urządził dla Hainhofera, błazen Mieszko sypiał w jednym namiocie z księciem Ulrykiem.

Po powrocie do Szczecina Hainhofer był także obecny przy przyjmowaniu delegacji polskiej przez księcia Filipa II.

Poselstwo polskie z wojewodą malborskim Janem Weyhertem na czele wjechało do Szczecina z wielkim przepychem; oglądający ten wjazd Hainhofer stwierdza w swej relacji, że czegoś podobnego jeszcze nie widział. Najpierw bowiem wjechało do miasta kilka wozów z bagażem, których woźnice odziani byli w czerwone surduty, a za nimi wjechało pięciu trębaczy i dwóch doboszów. Potem przyjechały trzy powozy, każdy zaprzężony w sześć koni, i w każdym jechało sześciu polskich szlachciców, a wszyscy w czerwonych kontuszach i w czarnych czapkach magierkach na głowach. Dopiero na końcu jechał poseł razem z zastępcą, Denhoffem, sekretarzem króla Zygmunta III Wazy. Orszak poselski zamykał konny oddział kozaków, uzbrojonych w łuki z kołczanami.

Książę Filip przyjął poselstwo dopiero w dniu 25 września. Posła polskiego poprzedzała pomorska i polska szlachta. Towarzyszący Weyhertowi przybrani byli złotymi łańcuchami. Wszyscy stali w końcu sali; dopiero po pewnej chwili przybył w towarzystwie Denhoffa sam poseł w czarnym polskim stroju, z kitką z czaplich piór na magierce.

Poseł po pełnym szacunku powitaniu księcia Filipa II wygłosił po łacinie krótką orację; przekazywał w niej pozdrowienia od króla Polski i serdeczne życzenia pomyślności, zapewniał o gotowości do utrzymywania dobrosąsiedzkich stosunków i wyrażał pragnienie, aby strona pomorska odwzajemniła się podobnym, "gdyż wzrost Polski korzystny jest również dla Pomorza, jak słabość Polski byłaby szkodliwa dla Pomorza". Odpowiedzi posłom polskim udzielił kanclerz księcia, doktor Chemnitius. Następnie Weyhert chwilę jeszcze rozmawiał z księciem, po czym odprowadzony został do wyznaczonych mu pokojów.

Po kwadransie Filip Hainhofer z księciem Ulrykiem zjawił się w pokoju posła, by zabrać go na uroczysty obiad. Przedstawiciela króla polskiego posadzono przy stole na honorowym fotelu; po prawej stronie zasiadł książę Ulryk, po lewej - Denhoff i szlachcie angielski, który przyjechał razem z Polakami, a potem kolejno zasiedli polscy i pomorscy szlachcice. Pozostali z polskiej delegacji biesiadowali w dużej sali, ozdobionej portretami książąt pomorskich. Sam książę Filip nie wziął udziału w uczcie, gdyż czuł się źle. Reszta Polaków ucztowała z dworzanami na dole, w izbie dworskiej. Na powitanie każdemu podano wielki kielich z winem i rozpoczęto parami, na stojąco, spełniać toasty za zdrowie drugiego. Kiedy podano konfitury, wszyscy Polacy podnieśli się i częstowano się wzajemnie. Następnie Hainhofer, zgodnie z instrukcją księcia, podszedł z kanclerzem i marszałkiem do stołu poselskiego, gdzie po pewnej chwili wzniesiono toast na cześć posła. W czasie spełniania toastów wywiązała się rozmowa i okazało się, że Denhoff znał już Hainhofera, a nawet czytał jego listy do króla i królowej. Hainhofera znali także Radziwiłł i Porembski, których ten gościł u siebie w Augsburgu.

Przyjęcie wydane na cześć posła trwało trzy godziny. Po uczcie Weyhert udał się na spoczynek, a reszta towarzystwa popijała nadal. Kiedy Hainhofer opuszczał miejsce biesiady, kilku Polaków zasnęło już w kątach sali. Przed odejściem poseł zaprosił miłego augsburczyka do siebie na przyjęcie, które miał wydać nazajutrz.

Filip II nie brał w tych libacjach udziału, gdyż nie cierpiał pijaństwa, a poza tym słabe zdrowie kazało mu unikać alkoholu. Z trunków pijał tylko słabe piwo, sprowadzane z Kołobrzegu.

Co było właściwym przedmiotem rozmów między księciem Filipem a posłem polskim - nie wiadomo; prawdopodobnie chodziło o wojnę polsko-szwedzką, ponieważ książę szczeciński pozwalał na werbunek żołnierza dla Szwecji, co nie uszło uwadze króla Zygmunta III.

Z końcem września Hainhofer, bogato obdarowany przez księcia Filipa II, odjechał do Augsburga, wielce zadowolony z serdecznej gościny pomorskiej. W czasie pobytu na szczecińskim dworze augsburczyk uzupełnił własny zbiór monet, których książę Filip posiadał pokaźną kolekcję. Otrzymał od księcia m.in. monety z wizerunkami książąt: Bogusława X, Jerzego I, Barnima XI i Filipa I. Wśród darów znalazł się także pamiątkowy medal ze złota, wybity przez gdańszczan na cześć króla polskiego, oraz złoty pieniądz z mennicy księcia Filipa II, na którym z jednej strony był wizerunek księcia Filipa II, a z drugiej - Dawid grający na harfie.

Po odjeździe przyjaciela i po opuszczeniu miasta przez poselstwo polskie cisza i spokój zagościły na zamku szczecińskim. Książę postanowił wówczas, korzystając z wolnego czasu, wybrać się do dalekiego Szczecinka, by na miejscu rozpatrzyć spór polsko-pomorski o granice na terenie starostwa wałeckiego. W czasie podróży poważnie zachorował, ale do Szczecina nie chciał wracać. Chorego Filipa przywieziono jednak do Szczecina. Lekarze robili co mogli, ale książę coraz bardziej zapadał na zdrowiu. Od dawna gnębił go reumatyzm. W ostatnich miesiącach życia Filip II prawie nie wychodził z pokoju. Nadal pochłaniały go przede wszystkim sprawy nauki i sztuki. W październiku dopilnował uroczystych obchodów stulecia reformacji i z niecierpliwością oczekiwał zakończenia, prac nad wielkim dziełem swego życia, jakim była niewątpliwie mapa Pomorza Zachodniego, wykonywana z polecenia księcia Filipa przez profesora uniwersytetu w Rostocku - Eilharda Lubinusa. Mapę tę zamówił książę Filip jeszcze w 1610 roku. W ciągu ośmiu lat Lubinus dwa razy przemierzył Pomorze Zachodnie wzdłuż i wszerz, robiąc w terenie dokładne pomiary. Mapa pierwotnie miała mieć charakter atlasu. W czasie pomiarów Lubinus doszedł jednak do wniosku, że łatwiej będzie wykonać mapę w dużym formacie. W ten sposób powstała wielka mapa Lubinusa - najpiękniejszy chyba pomnik panowania księcia Filipa II. Mapa o wymiarach 1,25 x 2,21 m i w skali 1:235 000 opracowana została w oparciu o najnowsze osiągnięcia kartografii i była niewątpliwie wówczas najbardziej dokładną mapą w całych Niemczech.

Lubinus starał się na swej mapie umieścić możliwie najwięcej elementów topograficznych Pomorza. Oprócz linii wybrzeża i granic, naniósł na mapę zatoki, jeziora, lasy, rzeki, wzgórza, miasta i wsie, a nawet drogi, wiatraki, owczarnie i przydrożne karczmy. Obok wartości geograficznych mapa - dzięki bogatemu wystrojowi graficznemu i drzewu genealogicznemu dynastii Gryfitów oraz portretom pięciu ostatnich książąt pomorskich - posiada również duże znaczenie historyczne. Do mapy dołączono tablice informujące w języku łacińskim o zabytkach Pomorza Zachodniego. Całość zdobił szeroki pas, w którym autor umieścił herby szlachty pomorskiej oraz widoki 49 miast pomorskich i zamków. Po wykonaniu rysunków, które już latem 1617 roku książę otrzymał do obejrzenia i mógł je pokazać Hainhoferowi, przesłano następnie cały bogaty materiał do Holandii, gdzie wybitny specjalista, miedziorytnik nazwiskiem Mikołaj Geilkercken, wykonał w 12 tablicach odpowiednie miedzioryty, aby można je było z kolei odbić na papierze. Pierwszych odbitek, wykonanych w 1618 roku, do naszych czasów dochowało się niewiele. W różnych zbiorach spotykamy odbitki późniejsze - z XVIII wieku, które różnią się od oryginałów głównie kolorem.

Mapa Lubinusa doczekała się, w dwa lata po jej wydaniu, również opracowania atlasowego. Wydał ją Hondius w Amsterdamie w 1620 roku, w formacie 38 cm X 49 cm.

Drugim trwałym pomnikiem z czasów panowania księcia Filipa II jest srebrny ołtarz w Darłowie. Budowę ołtarza przerwała przedwczesna śmierć

księcia. Dzieła dokończyła szwagierka zmarłego Filipa, żona księcia Bogusława XIV. Darłowski ołtarz jest wartościowym świadectwem kunsztu pomorskiej sztuki.

Śmierć księcia Filipa przerwała także budowę zachodniego skrzydła zamku szczecińskiego, w którym przechowywać miano cenne zbiory sztuki. Budowę skrzydła zamkowego rozpoczęto w roku 1616; nowa część rezydencji miała połączyć stary zamek ze skrzydłem wybudowanym przez Jana Fryderyka. Nowy budynek był trzypiętrowym gmachem. Na parterze książę postanowił urządzić muzeum broni, a na pierwszym piętrze umieścić zbiory biblioteczne. Piętro drugie pomieścić miało wszelkie eksponaty z dziedziny malarstwa, rzeźby itp. Plany pomieszczeń przeznaczonych wyłącznie na zbiory sztuki robił już w 1615 roku Filip Hainhofer, który zalecał księciu budować sale przestronne o jak największej liczbie okien i umieszczać w nich eksponaty na stolach lub regałach. Według propozycji Hainhofera, książę powinien podzielić zbiory na trzy działy: dzieła sztuki, wytwory natury i różne ciekawostki. Na pierwszym planie należałoby wystawić tzw. Meierhof oraz ów słynny sepet augsburski.

Budowlę przeznaczoną wyłącznie do celów muzealnych zakończył dopiero po śmierci księcia Filipa jego młodszy brat, Franciszek I, i On też w roku -1619 kazał przenieść zbiory na nowe. miejsce, a nad wejściem polecił wmurować tablicę z piaskowca,, na której wyrzeźbione były popiersia obu budowniczych: Filipa II i Franciszka I.

Filip litego momentu nie dożył, gdyż od czasu owej podróży do Szczecinka jego zdrowie z dnia na dzień pogarszało się. Książę nigdy zresztą nie cieszył się dobrym zdrowiem; w dzieciństwie przeszedł wiele chorób, a w wieku męskim nabawił się reumatyzmu, z którego się już nigdy nie wyleczył. Częste ataki reumatyczne, które utrudniały mu chodzenie, znosił z wielką cierpliwością. Aby zapomnieć o bolesnych dolegliwościach, dużo czytał. Po śmierci brata Jerzego III często zwierzał się z żalem otoczeniu, że młodszy brat cieszący się dobrym zdrowiem tak nagle zmarł, podczas gdy on, schorowany, nadal jeszcze żyje. Myśli o śmierci nachodziły księcia coraz częściej, ponieważ w ciągu dziewięciu miesięcy zmarło kilku jego najbliższych doradców i ludzi zaufanych. W ponurym nastroju czytał Filip II książki o pogodnej śmierci; w swym pamiętniku napisał wówczas: Vitam labor exercet, sors variat, mors terminal. Rozczytywał się w poezji i specjalnie podkreślał fragmenty mówiące o znikomości życia ludzkiego.

W dniu 9 stycznia 1618 roku po raz ostatni przeprowadził rozmowę ze swymi doradcami i odebrał od nich życzenia z okazji Nowego Roku. Książę Filip II umarł bezpotomnie w dniu 3 lutego 1618 roku przeżywszy 44 lata.

Zmarły książę Filip II panował w księstwie szczecińskim 11 lat. Owdowiałej Zofii przeznaczono na siedzibę miasto Trzebiatów. Razem z księżną z dworu szczecińskiego wyjechał również ulubiony błazen Filipa - Mieszko. Dochody księżnej z dóbr poklasztornych w Białobokach wynosiły nie więcej niż 3000 guldenów rocznie. Sam klasztor spłonął w 1560 roku i dlatego miejscem pobytu księżnej był nieco mniejszy klasztor żeński w Trzebiatowie, przebudowany dla Zofii w 1619 roku. Owdowiała księżna żyła tam w bardzo skromnych warunkach aż do 1658 roku.

W osobie księcia Filipa II zszedł do grobu wielki mecenas nauki i sztuki. Książę jeszcze za życia uznawany był przez współczesnych za wielkiego opiekuna ruchu umysłowego na Pomorzu. Cieszył się wielkim uznaniem za granicą, a Lubinus w jednym ze swych rękopisów nie wahał się nazwać księcia Filipa II "Literatorum mecenas, sui temporis incomparabilis" (Opiekun uczonych, w swych czasach nie mający równego).

Pod jego rządami szlachta pomorska nabierała ogłady, wszędzie szerzył się kult nauki i oświaty. Książę gromadzeniem książek dawał przykład możnowładcom, duchowieństwu i mieszczanom.

Interesowała go historia ojczystego kraju i zlecił opracowanie dziejów Pomorza Zachodniego. Autorem tego dzieła miał być radca księcia, Jurga Walenty Winter z Trzebiatowa, któremu książę obiecał udostępnić wszystkie archiwa książęce. Winter przystąpił do pracy, ale jego nieoczekiwana śmierć zniweczyła ambitne piany. Dzieło miało nosić tytuł Baltus Pomeranicus. Winter pozostawił po sobie opracowanie dziejów biskupstwa kamieńskiego, które napisał pod pseudonimem P. Wuja. Z otoczenia księcia wyszedł także autor wielkiej kroniki Kościoła pomorskiego - Daniel Cramer z Recza. Książę Filip II byI autorem wielu prac, z których kilka doczekało się druku. W spuściźnie literackiej i naukowej księcia znajdujemy m. in. mowy okolicznościowe, rozprawy naukowe i listy. Z ciekawszych utworów jego pióra wymienić można listy pisane do Henryka Rantzau, drukowaną rozprawę naukową o monecie cesarza Zeno oraz kilka tomów rękopisów z dziedziny sztuki i teologii, którą książę również lubił się zajmować.

Książę nie doczekał strasznych dla Pomorza czasów wojny trzydziestoletniej, w czasie której rozbestwieni żołdacy Wallensteina czy Gustawa Adolfa niszczyli piękne wytwory ludzkich umysłów i rąk, tak skrzętnie zbierane przez księcia w ciągu całego życia.


Żródła:

"Książęta Pomorza Zachodniego" - Zygmunt Boras.


"Gryfici książęta Pomorza Zachodniego" - Kazimierz Kozłowski, Jerzy Podralski.


Filip II "POMORZE" - biuletyn informacyjny o Pomorzu Zachodnim - Redaktor Naczelny Grzegorz Chmielecki


Filip II szczeciński of Pomerania w "Geni" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk


Philipp II. von Pommern-Stettin w "WORLDHISTORY - Personen der Werltgescichte" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk

29-03-2021

e próbował wzmacniać władzy, ani reformować państwa. Pogodził się chyba również z przewagą szlachty w kraju. W polityce wewnątrz Rzeszy i zagranicznej, zdając sobie sprawę ze słabości księstwa, za wszelką cenę usiłował zachować neutralność. Tak było na przykład podczas wojny polsko-szwedzkiej w Inflantach. Kiedy jednak Karol IX Sudermański zwrócił się do niego z prośbą o pozwolenie na zaciągi na Pomorzu, Filip II nie odmówił tej przysługi królowi Szwecji. Jednak po proteście strony polskiej szybko wycofał się ze swojej obietnicy. Zrobił to aby nie narażać się królowi polskiemu, którego był lennikiem z Lęborka i Bytowa. Z tych samych powodów, aby nie urazić cesarza Filip II mimo, że był całą duszą luteraninem, nie przystąpił do Unii Protestanckiej, choć sprzyjał protestantom w Rzeszy. Wspomniane przykłady pokazują jak ostrożną i wyważoną politykę prowadził szczeciński władca.

W chwilach trudnych książę potrafił zachować opanowanie i zimną krew. Tak było w latach 1613-1614, gdy przy pomorsko-polskiej granicy zaciągano oddziały na wojnę moskiewską. Drobne podjazdy polskie zaczęły wówczas przekraczać granicę pomorską pustosząc przygraniczne wioski. W tej sytuacji wiosną 1613 roku, Filip II zwołał pospolite ruszenie ziemi szczecineckiej, co było swoistą demonstracją siły. Następnie ewakuował ze szczecineckiego zamku księżną Annę. Wreszcie nakazał naprawę murów i wzmacnianie wałów przygranicznych miast oraz zaciągnął dwustu osobowy oddział muszkieterów do osłony zagrożonej granicy. Działania te, wraz z interwencją dyplomatyczną w Warszawie, doprowadziły do uspokojenia sytuacji. Osobistą odwagą wykazał się książę w 1616 roku, podczas zaburzeń plebsu w Szczecinie. Wówczas to z jednej strony osobiście rozpoczął pertraktacje z przywódcami buntu z drugiej zaś, w razie fiaska negocjacji, zbierał oddziały do stłumienia siłą rozruchów. Właściwie dzięki jego twardej postawie oraz umiejętnościom dyplomatycznym doszło do uspokojenia sytuacji.

Jedna z najlepszych charakterystyk Filipa II wyszła spod pióra Filipa Hainhofera, który między 24 sierpnia a 2 października 1617 roku przebywał na dworze szczecińskim. Sam autor należał do znanych uczonych, a przede wszystkim był wybitnym znawcą sztuki w ówczesnej Rzeszy. Na zlecenie Filipa II, od 1610 roku, nabywał on w Niemczech dzieła sztuki, a następnie wysyłał je do stolicy u ujścia Odry. Książę konsultował z nim także projekty stworzenia na szczecińskim zamku muzeum i biblioteki. Ponadto Hainhofer, na polecenie szczecińskiego władcy, zamówił w Augsburgu sepet będący artystycznie rzeźbioną szafą mieszczącą w sobie liczne schowki, obrazki, puzderka, szachy, organki i zegary oraz model dworu (Marienhof) z zabudowaniami i figurkami zwierząt. To właśnie dostarczenie księciu wspomnianych wyżej dwóch rzeczy sprowadziło Hainhofera na dwór w Szczecinie. Bystry i inteligentny obserwator oddał bardzo dobrze atmosferę dworu szczecińskiego oraz scharakteryzował trafnie samego Filipa II.

Wszyscy współcześni podkreślali dużą pobożność księcia i jego oddanie religii protestanckiej. Od poddanych otrzymał zresztą przydomek Pobożny (Pius, Religiosus). Książę regularnie, co potwierdza Hainhofer, uczestniczył w nabożeństwach, pościł w piątki, niedziele oraz w święta. Podczas postu modlił się w swych apartamentach i rozważał treść Biblii. Co więcej - każdego wieczora przed snem książę czytał rozdział z Biblii analizował go, a następnie modlił się co zwykle trwało ponad godzinę. Starał się także aby wszyscy jego poddani regularnie uczestniczyli w życiu religijnym i zapewnili sobie wieczne zbawienie. Temu celowi służyła polityka opieki nad kościołem pomorskim. Przykładem mieli świecić jego urzędnicy i dworzanie mieszkający na szczecińskim zamku. Książę nałożył na nich obowiązek uczestniczenia w niedzielnych nabożeństwach i słuchania kazań. Kto opuścił nabożeństwo płacił jałmużnę do zawieszonej w kościele zamkowym skarbonki.

Nie ulega jednak wątpliwości, że głównymi namiętnościami Filipa II były nauka i sztuka. W parze z nimi szło kolekcjonerstwo. Tę stronę książęcej sylwetki opisał dokładnie w swym dzienniku Hainhofer. W prywatnych apartamentach władcy na szczecińskim zamku znajdowała się bogata biblioteka licząca około 3500 woluminów, w której regały były ustawione na środku komnat. Na ścianach wisiały liczne obrazy natomiast pod ścianami zaś stały przeróżne posągi z marmuru i brązu, wazy, liczne drobiazgi ze szkła po części ustawione na wiszących półkach. Część obrazów było opartych o ściany, niektóre leżały na ławach. Książęcy księgozbiór dotyczył między innymi religii, polityki, historii i sztuki. Wszystkie księgi były oprawione w skórę. W sumie w apartamentach książęcych rzucał się w oczy brak miejsca, a wszystkie dzieła sztuki piętrzyły się w nieładzie. Było to zresztą podstawową przyczyną podjęcia decyzji o budowie nowego skrzydła zamku tzw. muzealnego. Filip II był również mecenasem sztuki. To jemu zawdzięczamy między innymi sfinansowanie wyrysowania przez Lubinusa, na podstawie obliczeń w terenie, wielkiej mapy Pomorza. Zresztą książę bardzo lubił dyskutować na temat swoich zbiorów oraz dokonań jako wspierającego działalność artystyczną.

Książę był wreszcie miłośnikiem lektury o czym świadczyła nie tylko sama biblioteka ale przede wszystkim jego stosunek do książek. Książka koiła reumatyczne bóle władcy, towarzyszyła mu w każdej chwili życia. Filip II przez cały czas miał w swoim gabinecie (poza regałami) zwały książek, które systematycznie czytał. Nawet podczas posiłków potrafił przegryzać i popijać, a następnie czytać książki i pisma położone, na stojącym obok książęcego krzesła, stoliczku. Hainhofera dziwił fakt: "jak pan ów to całodzienne czytanie i pisanie w głowie mieści, zmęczenia nie czując".

Ważną cechą władcy była hojność, którą Hainhofer w swym dzienniku podkreślał na każdym kroku. Książę obdarzył gościa między innymi koszem szkieł pomorskich oraz dubletowymi monetami ze swej bogatej kolekcji. Dodatkowo podarował kronikarzowi monety pomorskie wybite w dobie jego panowania w mennicy szczecińskiej. Poza hojnością, władca Pomorza był znany z miłego i spokojnego usposobienia oraz niezwykłej łaskawości. Potrafił wybaczać poddanym i dworzanom wiele niegodziwych czynów. Przejawy książęcej łaski widział Hainhofer wielokrotnie, co odnotowywał w swym dzienniku. W jednej tylko kwestii Filip II pozostał nieugięty. Nie zgodził się na ułaskawienie przywódców szczecińskiego buntu z 1616 roku.

Filip II był także poliglotą. Doskonale pisał i wyrażał się w rodzimym języku niemieckim. Ponadto bardzo dobrze znał w mowie i piśmie łacinę oraz włoski, czytał biegle i rozumiał po francusku, choć nie wyrażał się w tym języku.

Książę nie cieszył się nigdy dobrym zdrowiem. W dzieciństwie przeszedł wiele chorób, a w młodości nabawił się reumatyzmu z którym zmagał się do końca życia. Pierwsze wyraźne pogorszenie stanu zdrowia władcy nastąpiło na początku 1612 roku i skłoniło go, jeszcze w tym samym roku, do wyjazdu do wód leczniczych w Dannenbergu (niedaleko Salzwedel). Spotkał się tu z wieloma książętami Rzeszy, a przy okazji w czasie podróży, odwiedził w Wołogoszczy księcia Filipa Juliusza. Po powrocie czuł się przez pewien okres dobrze, potem jednak słabości wróciły. Dokuczały mu zwłaszcza bóle reumatyczne, wytrącające go czasami z aktywnego życia na całe tygodnie. W cierpieniach, które znosił z dużym spokojem, wspierał się Filip II lekturą ulubionych dzieł. Z powodu dolegliwości zdrowotnych książę unikał alkoholu, co nie było typowe dla Gryfitów. Pijał prawie wyłącznie słabe piwo sprowadzane z Kołobrzegu. Wyraźne osłabienie zdrowia nastąpiło pod koniec 1616 roku. W roku następnym Filipowi II zdarzały się lepsze i gorsze dni. Jesienią 1617 roku książę udał się do Szczecinka aby rozstrzygnąć spór graniczny z Polską. W czasie podróży zachorował i trzeba było wracać do Szczecina. Lekarze próbowali wszystkimi dostępnymi im środkami zahamować chorobę, a następnie ulżyć władcy w cierpieniach. Słabość i nawrót reumatyzmu spowodowały, że książę pod koniec 1617 roku prawie nie opuszczał własnych pokoi. W dniu 9 stycznia 1618 roku po raz ostatni przyjął swych doradców i przeczuwając rychłą śmierć pożegnał się z nimi. Umarł 3 lutego 1618 roku przeżywszy jedynie 44 lata.


Żródła:

"Książęta Pomorza Zachodniego" - Zygmunt Boras.


Książę Filip II w świetle dziennika Filipa Hainhofera. Kolekcjoner, miłośnik sztuki i książek autor: prof. dr hab. Radosław Gaziński


"Gryfici książęta Pomorza Zachodniego" - Kazimierz Kozłowski, Jerzy Podralski.


Filip II "POMORZE" - biuletyn informacyjny o Pomorzu Zachodnim - Redaktor Naczelny Grzegorz Chmielecki


Filip II szczeciński of Pomerania w "Geni" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk


Philipp II. von Pommern-Stettin w "WORLDHISTORY - Personen der Werltgescichte" tłumaczenie: Bogdan Pietrzyk

29-03-2021