Jerzy II "Wspaniały, Pobożny, Czarny" Piast (urodzony w Legnicy, 18 lipca 1523 roku, zmarł w Brzegu, 7 maja 1586 roku) herb

Syn Fryderyka II "Wielkiego" Piasta, księcia legnickiego i brzeskiego, księcia zastawnego ziębickiego, księcia zastawnego głogowskiego i Zofii Hohenzollern, córki Fryderyka V "Starszego" Hohenzollerna, margrabiego brandenburskiego na Ansbach.

Książę brzeski od 17/18 września 1547 roku do 17 września 1586 roku, książę oławski od 17/18 września 1547 roku do 17 września 1586 roku, książę ścinawski od 17/18 września 1547 roku do 17 września 1586 roku, książę ziębicki od 17/18 września 1547 roku do 17 września 1586 roku, regent Księstwa oleśnickiego od 2 sierpnia 1548 roku do 28 lutego 1565 roku, regent Księstwa legnickiego od 22 września 1551 roku do około 1557 roku.

W katedrze berlińskiej, 15 lutego 1545 roku poślubił Barbarę Hohenzollern (urodzona na zamku berlińskim, 10 sierpnia 1527 roku, zmarła na zamku brzeskim, 12 stycznia 1595 roku), księżną-regentkę na Brzegu, córkę Joachima II Hektora Hohenzollern, księcia-elektora brandenburskiego i Magdaleny Wettin, córki Jerzego "Brodatego" Wettina, księcia Saksonii.

Linia Piastów legnickich, zapoczątkowana przez Bolesława "Ro­gatkę", była tą gałęzią wielkiego rodu, która przeżyła wszystkich innych Piastów, zarówno tych w Polsce, jak i na Śląsku. Z niej to pochodził Jerzy II, książę brzeski, uznawany powszechnie za najwybitniejszego z Piastów w epoce nowożytnej. Po kądzieli był bardzo blisko spokrewniony z polskimi Jagiellonami, gdyż jego matka Zofia była wnuczką Kazimierza Jagiellończyka i siostrze­nicą Zygmunta "Starego". Ojciec zaś, Fryderyk II legnicki, pierw­szy raz ożenił się z Elżbietą, siostrą Zygmunta "Starego", która jed­nak zmarła przy połogu 16 listopada 1517 roku. Z drugiej znów strony książę Jerzy brzeski był blisko spokrewniony z rodem Hohenzol­lernów.

Fryderyk II legnicki przejął księstwo brzeskie po zmarłym bracie, Jerzym I. W dwa lata po śmierci pierwszej żony poślubił, w listopadzie 1518 roku, Zofię, rodzoną siostrę Albrechta i Jerzego Hohenzollernów. A choć nadal utrzymywał ścisłe kontakty z do­mem Jagiellonów na Węgrzech, w Czechach i Polsce, to jednak zbliżył się również do Hohenzollernów, którzy w tym czasie coraz bardziej umacniali swoją pozycję na wschodzie. 22 listopada 1521 roku Zofia urodziła syna, któremu nadano po ojcu imię Fryderyk, 18 lipca 1523 roku przyszedł na świat Jerzy II a w dwa lata póź­niej córka, którą nazwano imieniem matki.

Ojciec Jerzego II był człowiekiem wykształconym i świato­wym. Jako młody chłopiec przebywał czas dłuższy na dworze Władysława Jagiellończyka w Budzie, a potem, w wieku 27 lat, odbył wyprawę do Palestyny. Przy okazji zwiedził Italię, zapo­znał się z nowymi prądami i rozsmakował w budownictwie. Jako światły humanista pragnął książę, by i jego synowie zdobyli wy­kształcenie, toteż dał im odpowiednich nauczycieli. Wychowaniem Jerzego II kierowało grono wybitnych pedagogów i uczonych, jak dr Lembach, Fryderyk von Knobelsdorf czy Jan Wentzky. Stu­diów wyższych młody książę wprawdzie nie odbywał, ale dzięki dużym zdolnościom i wielkiej pilności posiadł niemałą wiedzę. Łacinę tak opanował, że bez trudu posługiwał się tym językiem w mowie potocznej, wygłaszając też piękne oracje.

Od czasu powstania związku protestanckiego w Schmalkalden w 1531 roku aż do roku 1555 w Niemczech ciągle wrzało, toteż książę Fryderyk II nie chciał syna wyprawiać daleko w świat i wolał go mieć przy swoim boku. Za to bardzo wcześnie wprowadzał go w tajniki sztuki rządzenia dość rozległym księstwem i w arkana polityki tych burzliwych, przełomowych czasów.

Początkowo Fryderyk II był zagorzałym zwolennikiem starego Kościoła i nic nie wskazywało na przyjęcie nowej religii. Później jednak na skutek bliskich kontaktów z Jerzym Hohenzollernem, a zwłaszcza długich rozmów z Kasprem Szwenckfeldem, misty­kiem protestanckim, Fryderyk począł stopniowo odstępować od Kościoła katolickiego. Młodość Jerzego zatem upływała w czasie, gdy duchowieństwo katolickie coraz bardziej traciło znaczenie i kurczyły się wpływy katolicyzmu na Śląsku.

Jeszcze w roku 1521 wydawał Fryderyk II edykty przeciw szerzącemu się luteranizmowi w Legnicy, ale już w rok potem sytuacja się zmieniła i książę stał się najpierw zwolennikiem Szwenckfelda, a potem zaczął popierać luteranów, sprowadzając do Legnicy reformatorów, którzy w księstwie legnickim tworzyli nowy Kościół w duchu nauki Lutra. Obok Szwenckfelda znaleźli się w otoczeniu Fryderyka II wybitni ludzie, wśród których wy­mienić by trzeba przede wszystkim Walentego Trotzendorfa, sławnego rektora szkoły w Złotoryi. Trotzendorf usilnie zabie­gał, aby księcia pozyskać dla nowej religii i ostatecznie, około roku 1529, Fryderyk II przeszedł całkowicie na luteranizm, wy­rzekając się, aczkolwiek z oporami, poglądów głoszonych przez Szwenckfelda, który popadł w konflikt z Lutrem.

Gdy więc Jerzy miał lat sześć, jego ojciec opowiadał się zde­cydowanie za protestantyzmem i w tej religii wychowywał syna. W roku 1534 wydał edykt przeciw ceremoniom kultu katolickiego na terenie księstwa legnickiego. Te same zarządzenia wprowadzono również w księstwie brzeskim. Wraz z Jerzym Hohen­zollernem strzegł teraz książę interesów luteranizmu, łącząc się sojuszami z książętami protestanckimi Rzeszy.

Szczególnie bliskie kontakty nawiązał wówczas z elektorem brandenburskim, czego wyrazem był układ o przeżycie, na pod­stawie którego w razie wygaśnięcia Piastów legnickich całe księstwo miało przejść w ręce Hohenzollernów. Ten układ miał być odpowiednio pogłębiony przez dwa związki małżeńskie. Je­sienią 1536 roku odbył się zjazd rodzinny we Frankfurcie nad Odrą i tam też postanowiono małżeństwa między dziećmi elek­tora i księcia legnickiego.

Jeszcze w tym samym roku elektor brandenburski, Joachim II, wybrał się do Legnicy, gdzie podpisał dokument dotyczący po­dwójnego małżeństwa - między córką Fryderyka Zofią a synem elektora Janem Jerzym oraz między synem księcia legnickiego Jerzym II a córką Joachima Barbarą. W tym czasie przyszli mał­żonkowie byli jeszcze w wieku dziecięcym i realizacja umów ma­trymonialnych nastąpiła dopiero w dziewięć lat potem. W ukła­dach o przeżycie podkreślono, że powinny one być respektowane, nawet gdyby z jakichkolwiek powodów nie doszło do zawarcia planowanych małżeństw.

Obu stronom wyraźnie chodziło o cele polityczne, o powięk­szenie posiadanych terytoriów. Jednakże elektor brandenburski godził się jedynie na to, aby w razie wymarcia jego potomstwa przeszły w ręce książąt legnickich tylko te ziemie, które kiedyś stanowiły część terytorium śląskiego: Krosno Odrzańskie, Sule­chów, Lubsko oraz część Dolnych Łużyc, natomiast terytorium elektorstwa brandenburskiego nie było brane pod uwagę.

Trzeba tu podkreślić, że posiadłości, które elektor chciał prze­kazać księciu, należały podówczas do brata elektora, margrabiego Jana z Kostrzyna, ten zaś absolutnie o takim układzie nie chciał słyszeć. Z drugiej znów strony Fryderyk II legnicki nie był pa­nem suwerennym, lecz hołdownikiem ówczesnego króla Czech, Ferdynanda I Habsburga. Poza tym do księstwa legnickiego wy­suwali pretensje Piastowie cieszyńscy oraz książę ziębicki z racji bliskiego pokrewieństwa. Z księciem ziębickim zresztą doszedł wielki elektor do porozumienia, kupując po prostu jego prawa za określoną sumę pieniędzy.

Trudniej było uzyskać potwierdzenie układu ze strony króla Czech. Sytuację komplikował jeszcze fakt, że obaj kontrahenci - zarówno Fryderyk II legnicki, jak i elektor brandenburski - przystąpili już wyraźnie do obozu reformacyjnego, wrogiego ce­sarzowi Karolowi V i królowi Ferdynandowi I. Mimo jednak niechęci Ferdynanda Fryderyk II uparcie dążył do realizacji umów z elektorem, narażając się królowi Czech, który cofnął przyznany mu uprzednio obszar Głogowa. W rezultacie podczas ostatków 1545 roku na zjeździe w Berlinie doszło do skutku planowane przed dziewięciu laty podwójne małżeństwo i w dwu kolejnych dniach dwa śluby połączyły dwie książęce linie - legnickich Pia­stów i brandenburskich Hohenzollernów.

W maju 1546 roku Ferdynand, obawiając się, że elektor mógł­by opanować część Śląska, zwołał zjazd stanów śląskich do Wro­cławia i tam Fryderyk II musiał się tłumaczyć z zawartych z elek­torem umów. Książę nie stawił się osobiście, wysyłając zastępców w osobie najstarszego syna Fryderyka oraz kanclerza Wolfa von Bocka. Choć jednak usprawiedliwiał się chorobą (miał już wów­czas 67 lat) i żałobą (jako że istotnie w lutym zmarła mu córka Zofia), król Ferdynand nie zgodził się na żadne zastępstwo i sta­ry książę musiał się zjawić osobiście jako oskarżony o chęć prze­kazania księstwa legnickiego w obce ręce.

Po wielu debatach Ferdynand I ostatecznie unieważnił układ o przeżycie z Brandenburczykiem, odpowiednie dokumenty miały być zniszczone, a karę, jaką należało wymierzyć księciu legnic­kiemu, zastrzegł dla siebie. Równocześnie stany księstwa legnic­kiego i brzeskiego zostały zwolnione od przysięgi na rzecz elek­tora. Decyzja ta głęboko upokorzyła Fryderyka II i księcia Je­rzego, który już wówczas był zięciem Brandenburczyka. Mimo to Fryderyk nie tracił jeszcze nadziei, pisząc do elektora, że to, "co się teraz nie stało, może później dojść do skutku". Podobnie elek­tor nadal podtrzymywał swe pretensje, to samo czynili jego na­stępcy, podkreślając swe prawa do sukcesji legnickiej, aż wresz­cie w XVIII wieku król pruski, Fryderyk II, wykorzystał dogodną sytuację i powołując się między innymi na te układy, zajął zbroj­nie cały Śląsk (w latach 1740-1742).

Tymczasem wojna wszczęta przez protestantów przeciw Ka­rolowi V zakończyła się całkowitą klęską związku szmalkaldzkie­ go. Zwycięstwo cesarza potrafił odpowiednio wykorzystać Ferdynanda także na terenie Śląska, nakładając na niektóre księstwa, bezpośrednio sobie podległe, wysokie kary pieniężne. Te wyda­rzenia i represje ze strony króla Ferdynanda jeszcze bardziej podkopały zdrowie sędziwego już księcia legnickiego.

Przeczuwając nadchodzący kres żywota, troszczył się szcze­gólnie o przyszłość synów. Martwiło go zwłaszcza postępowanie pierworodnego Fryderyka, który w wydzielonym sobie okręgu Chojnowa złym był gospodarzem. Wydawał też stary książę różne rozporządzenia, by przed śmiercią uregulować wszystkie ważniej­sze sprawy. Zmarł 17 września 1547 roku, mają 67 lat. Pogrzeb Fryderyka II odbył się w trzy dni później. Jak podaje naoczny świadek, zwłoki zmarłego niosło do grobu ośmiu szlachciców. Przed trumną postępowała młodzież szkolna, tuż za nią szli w or­szaku duchowni księstwa legnickiego, a następnie duchowieństwo miasta Legnicy. Trzech mężczyzn ze szlachty niosło tarcze z her­bami legnickich książąt piastowskich. Za nimi kroczyli z chorąg­wiami wysocy urzędnicy z Brzegu, Wołowa i Legnicy.

Za trumną postępowała rodzina zmarłego w głębokiej żałobie. W czerni wystąpili również dworzanie i czeladź dworska, a nawet mieszczanie i mieszczanki, tłumnie kroczący za dworem, ubrani byli na czarno. Wśród uczestników uroczystości pogrzebowych nie zabrakło też chłopów z okolicznych wsi, którzy przybyli oddać swemu panu ostatnią przysługę. Ciało księcia Fryderyka II zło­żono w grobowcu kościoła św. Jana.

Grobowiec jednak nie dotrwał do naszych czasów. Wybudo­wany w 1537 roku, okolony pięknie kowaną żelazną kratą, krył w sobie również zwłoki obu żon księcia - Elżbiety i Zofii. Do drugiej połowy XIX wieku dochowały się jeszcze trzy portrety wraz z objaśniającymi napisami. Pod wizerunkiem Fryderyka widniał łaciński napis, sławiący go jako odnowiciela nauki chrze­ścijańskiej, jako tego, który powiększył swe państwo i zachował w nim pokój.

Po śmierci ojca Jerzy sprawował początkowo władzę nad księ­stwem legnicko-brzeskim, gdyż jego starszy brat Fryderyk był poza krajem i nawet dokładnie nie wiedziano, gdzie przebywa. Wysłany do niego z grona legnickiej rady miejskiej poseł spotkał go w Torgau, gdzie książę zatrzymał się dla przyjemności kilka dni. Otrzymawszy smutną wiadomość, wyruszył Fryderyk III co rychlej w drogę i już 28 września, w 8 dni po pogrzebie ojca, wjechał do Legnicy z drużyną stu jeźdźców. Do spotkania z bra­tem, któremu towarzyszyło ponad trzydziestu konnych, doszło wcześniej, w Gniewomirowicach. Rada miasta Legnicy zaś i mie­szczanie witali księcia przed bramą miejską. W dniach następ­nych odbyły się układy i bracia podzielili się spadkiem po ojcu. 12 października wysłał książę Jerzy odpowiednią liczbę wozów z działami i wszelkim domowym dobrem do zamku w Brzegu, a trzynastego sam ze swym dworem opuścił legnicki zamek, udając się już na stałe do rezydencji, którą mu w testa­mencie wyznaczył zmarły rodzic. Starszy brat był jak najbardziej zadowolony z układów z Jerzym, odprowadzał go nawet, po czym w odległości mili od Legnicy nastąpiło serdeczne pożegnanie.

Objęcie władzy przez Jerzego w księstwie brzeskim przypadło na bardzo trudny okres dla wyznawców luteranizmu, do których przecież zaliczał się książę. Po upadku związku szmalkaldzkiego surowe represje ze strony cesarza i króla Czech Ferdynanda nie dotknęły w takim stopniu książąt piastowskich Brzegu i Legnicy, jak mieszkańców terytoriów podlegających bezpośrednio Ferdy­nandowi (na przykład Wrocławia, Świdnicy, Głogowa), na któ­rych nałożono olbrzymie kontrybucje. Jednakże Fryderyk III legnicki i Jerzy II brzeski musieli się również liczyć z sytuacją polityczną na Śląsku. Ferdynand przez długi czas zwlekał z uzna­niem ich praw lennych, póki obaj bracia nie wyrzekli się całko­wicie wszelkich związków z elektorem brandenburskim i nie unieważnili układu o przeżycie, jaki ich ojciec zawarł był w 1536 roku z Hohenzollernami. Dopiero wówczas, po wystawieniu od­powiednich dokumentów, mogli uzyskać potwierdzenie swych praw i przywilejów. Książę Jerzy złożył Ferdynandowi hołd len­ny w Pradze 1 marca 1549 roku.

Równie uroczyście, jak Fryderyka w Legnicy, witano Jerzego w Brzegu, gdzie na obszernym placu przed bramą miejską ze­brały się tłumy ludzi, a burmistrz miasta, Szymon Rokita, wy­głosił powitalne przemówienie.

Hołd lenny od stanów swego księstwa odebrał Jerzy później. Przedtem udał się do brata, któremu stany księstwa legnickiego składały hołd w dniu 11 listopada 1547 roku. Z podziału spadku po księciu Fryderyku II starszy jego syn otrzymał część bogatszą. Przypadły mu: okręg Legnicy, Złotoryi, Chojnowa, Lubania, Grodźca oraz pół zastawu na Ziębicach i Ząb­kowicach. Jerzemu przekazał ojciec, oprócz Brzegu, Oławę, Wo­łów, Ścinawę, Wińsko, Wąsosz, Strzelin, Niemczę, Rudną, Ryczeń, Kluczbork i Byczynę oraz drugą połowę zastawu na Ziębicach i Ząbkowicach.

W krótkim czasie jednak sytuacja się zmieniła. Fryderyk III legnicki, nie mający zdolności organizacyjnych ojca, a przy tym rozrzutny, szybko roztrwonił znaczne zasoby, zgromadzone przez ojca i popadł w długi. Podczas gdy Jerzy II brzeski dzięki umie­jętnej gospodarce dokupywał jeszcze nowe terytoria, Fryderyk zwiększał ciągle zadłużenie, rujnując kraj i poddanych. Rychło wybuchły pierwsze zatargi między księciem a miastem Legnicą. Nie zważając na prawa i przywileje miejskie, Fryderyk, rozmiło­wany w turniejach, podróżach i różnych uciechach, próbował ra­tować nadwerężone finanse wyzyskiem mieszczan.

Doszło też do konfliktu między braćmi, zapewne na tle zazdro­ści Fryderyka o powodzenie materialne brata. Kiedy rozpoczął się ów konflikt, trudno ustalić, w każdym bądź razie już 13 lute­go 1550 roku wydał książę legnicki polecenie mieszczanom i chło­pom, aby się stawili z końmi i bronią i przygotowali do wymar­szu. Poza tym zakazał wpuszczać ludzi swego brata w granice księstwa legnickiego. Polecenie jednak nie znalazło widocznie po­słuchu, skoro Fryderyk III musiał je potem ponawiać. Skądinąd wiemy też, że Jerzy II cieszył się szacunkiem mieszkańców obu księstw - brzeskiego i legnickiego.

Mimo prowokacji ze strony starszego brata do żadnych incy­dentów nie doszło, głównie na skutek ostrej interwencji króla Ferdynanda. Wyznaczył on specjalną komisję, która miała roz­strzygnąć spór, a gdy nie doprowadziła ona do pojednania, polecił obu braciom stawić się przed swym synem, arcyksięciem Ferdy­nandem. 26 kwietnia 1550 roku arcyksiążę wydał w Pradze wyrok, nakazujący Fryderykowi III powstrzymanie się od wszel­kich wystąpień przeciw Jerzemu, uwolnienie więzionych w Le­gnicy ludzi z Brzegu, uregulowanie spornych spraw zgodnie z przytoczonymi przez młodszego brata racjami, co tym bardziej rozgoryczyło Fryderyka.

Nie czując się na siłach, by występować przeciw werdyktowi arcyksięcia, za którym stała cała potęga króla Ferdynanda, po­stanowił książę legnicki zbliżyć się do obozu protestanckiego Rze­szy. Opuścił więc swe księstwo i nawiązał kontakty z obozem lu­dzi niezadowolonych z polityki cesarza Karola V - z elektorem Maurycym saskim, Wilhelmem heskim i Albrechtem na Kulmbach, a potem nawet z królem francuskim, Henrykiem II, który toczył wojnę z cesarzem. Postępowanie Fryderyka III było jaw­nym naruszeniem praw lennych wobec króla Czech, toteż z pole­cenia Ferdynanda księstwo legnickie zostało oddane pod opiekę ówczesnego namiestnika Śląska, biskupa wrocławskiego oraz księcia Jerzego z Brzegu, aż do czasu uzyskania pełnoletności przez syna Fryderyka, Henryka XI. Trzeba dodać, że ten dwu­nastoletni wówczas chłopiec uciekł od ojca z Legnicy na dwór w Brzegu i tam był wychowywany przez stryja.

Obaj opiekunowie zjawili się w Legnicy 22 września 1551 roku i przejęli miasto i zamek w imieniu małoletniego księcia. Na­miestnikiem miasta i innych terytoriów księstwa został niejaki Zedlitz z Prochowic. Opieka nad bratankiem i zarządzanie po­siadłościami brata przysporzyły Jerzemu II brzeskiemu wielu kłopotów i zmartwień, ponieważ pewna część szlachty i mieszczan księstwa legnickiego utrzymywała kontakty z Fryderykiem III, a wychowanie młodego Henryka nie było łatwe. Na dworze w Brzegu przebywał on trzy lata, potem wyjechał do Legnicy.

Ojciec jego zaś po odbyciu kampanii wojennej we Francji po­wrócił do Niemiec, ale obawiając się cesarza, zmieniał miejsca zamieszkania, a następnie, w 1552 roku, udał się do Polski, na dwór króla Zygmunta Augusta, który był jego kuzynem. Tam rozgłaszał fałszywe wieści o swym młodszym bracie, rzucał na niego potwarze, twierdził, że Jerzy nastaje na jego życie. Jedno­cześnie snuł plany odzyskania swego księstwa i w tym celu czas jakiś przebywał we Wschowie, nadgranicznym mieście. Jerzy nie pozostawał bierny i szukał oparcia u króla Ferdynanda, który nie odmówił mu pomocy, po trzykroć pisząc do Zygmunta Augusta z prośbą, aby wydalił Fryderyka ze swego królestwa. Tymczasem król polski nie chciał odmawiać gościny wydziedziczonemu Piastowiczowi i wespół z kilkoma elektorami Rzeszy oraz przy czyn­nym wstawiennictwie żony zdołał nakłonić Ferdynanda, którego wszak był zięciem, aby zwrócił Fryderykowi III jego dziedzictwo na pewnych określonych warunkach. Przede wszystkim nie wolno było księciu bez wiedzy króla wydalać się ze swego księstwa. Mu­siał się także wyrzec wszelkich agresywnych wystąpień, głównie przeciw bratu.

Książę powrócił do Legnicy w 1557 roku, wprowadzony tam przez komisarzy Ferdynanda, już wówczas (od 1556 roku) cesarza rzymsko-niemieckiego, następcy Karola V. Zamkiem i miastem miał rządzić wyznaczony przez Ferdynanda starosta, którym zo­stał Zygmunt von Gersdorf. Rychło też doszło na tym tle do ostrych sporów. Nie pomogło pośrednictwo syna. Książę Fryde­ryk III poróżnił się i z nim, w wyniku czego młody, bo dziewięt­naście lat liczący Henryk XI ponownie przybył na dwór stryja w Brzegu, przywożąc z sobą rodzinne klejnoty, które oddał w za­staw, aby za pożyczone pieniądze móc utrzymać siebie i swą służbę.

Książę Jerzy, chcąc nie chcąc, musiał się znowu wmieszać w spory brata z bratankiem i z ich stanami. Zadłużenie Fryde­ryka III ciągle wzrastało. Już w 1558 roku udało się Jerzemu przejąć Złotoryję, Grodziec i Lubań za cenę 67 tysięcy talarów.

Do poważniejszych zadrażnień doszło w 1559 roku. Książę Fry­deryk wbrew woli cesarza gościł na swym dworze księżniczkę z rodu Cleve, przyszłą synową Albrechta Hohenzollerna, a komi­sarzom cesarskim zabronił ściągać podatki od poddanych. Wów­czas Jerzy II i biskup wrocławski oskarżyli Fryderyka przed Fer­dynandem i zażądali ponownego odebrania mu księstwa. Być mo­że Jerzy chciał je w całości zagarnąć dla siebie, a obu książętom, bratu i bratankowi, wypłacać tylko pensje na utrzymanie. Ferdy­nand jednak przyznał księstwo Henrykowi XI, zlecając dalszą opiekę nad nimi dotychczasowym opiekunom, a zatem Jerzemu II i biskupowi wrocławskiemu. Młody książę nie mógł o niczym de­cydować bez ich wiedzy. Nie wolno mu też było zaciągać długów ani dokonywać jakichkolwiek zmian w rzeczach wiary.

Fryderyk III jednakże nie pogodził się z wyrokiem Ferdynan­da i nadal utrudniał pracę komisarzom cesarskim w Legnicy. Wreszcie Ferdynand kazał mu stawić się we Wrocławiu, a gdy książę tam przybył w październiku 1559 roku, został zaareszto­wany i osadzony w ratuszu w małej izdebce ławniczej. Nowy władca księstwa legnickiego, Henryk XI, odebrał hołd dnia 27 grudnia tego samego roku.

Po pewnym czasie przeniesiono Fryderyka do cesarskiego zamku we Wrocławiu, a następnie osadzono go w areszcie domo­wym na zamku legnickim. Tam też żył do roku 1570, będąc więź­niem własnego syna.

Miał do swej dyspozycji ponad dwadzieścia osób służby i otrzy­mywał od Henryka cotygodniową pensję. Po pewnym czasie jed­nak syn, również zadłużony, nie był w stanie wypłacać jej w peł­nej wysokości. Wówczas posypały się skargi do cesarza. Fryderyk żalił się, że nie pozwalają mu przechadzać się po wałach, że gdy żona jego chciała iść do kościoła, Henryk kazał ściągnąć wiodący do zamku most zwodzony. Prosił też cesarza, by wolno mu było wyjeżdżać do Cieplic na leczenie, ale cesarz odmówił, obawiał się bowiem nowych jego wybryków. Uzyskał stary książę tylko tyle, że wolno mu było przebywać od czasu do czasu na wsi, te wy­jazdy jednakże stały się znów powodem do skarg ze strony Hen­ryka. Twierdził, że ojciec bawi poza Legnicą całe tygodnie, że upija się, a na domiar złego wozi ze sobą jakąś młodą szlachcian­kę, której obiecuje małżeństwo, gdy tylko żona mu umrze.

W czasie niewoli domowej Jerzy II wspomagał radą bratanka. Popierał też jego plany w sprawie ewentualnego wydziedziczenia młodszego syna księcia Fryderyka, noszącego imię ojca. Jerzy utrzymywał wraz z Henrykiem, że ów młodszy książę jest dziec­kiem nieślubnym, przyszedł bowiem na świat, gdy Fryderyk daw­no przebywał poza krajem.

Prócz dwóch synów z małżeństwa z Katarzyną meklemburską miał też książę Fryderyk III dwie córki. Starsza, Katarzyna, wy­szła za Fryderyka Kazimierza cieszyńskiego, młodszą, Helenę, wy­dano w roku 1568 za Zygmunta Kurzbacha.

Życie na dworze legnickim, za rządów księcia Fryderyka III pełne zabaw, wystawnych przyjęć i turniejów, niewielkiej uległo zmianie, gdy władzę przejął Henryk XI. Choć trzymał ojca w do­mowej niewoli, by ograniczyć jego wydatki i ukrócić lekkomyśl­ność, sam prowadził podobny tryb życia, zaciągając coraz nowsze pożyczki i popadając w coraz większe długi. Nie na wiele się zdało wychowanie na dworze Jerzego, który uchodził za wzór do­brego gospodarza.

Źródłem niepowodzeń zarówno Fryderyka III, jak i Henry­ka XI były także konflikty z Habsburgami, którym obaj ci ksią­żęta nie chcieli się podporządkować. Jerzy II brzeski natomiast, bardziej wyrachowany, umiał wykorzystywać sprzyjające oko­liczności nawet kosztem najbliższych osób. Zdając sobie sprawę z potęgi Habsburgów (objął władzę po zwycięstwie Karola V pod Mühlbergiem nad protestantami), starał się utrzymać jak najbar­dziej poprawne stosunki z cesarzem i królem Czech. Sam pro­testant i gorliwy luteranin, popierał swych współwyznawców, ale tak, aby nie urazić cesarza. W konfliktach brata z Ferdynandem nigdy nie stanął po stronie swej rodziny, toteż Fryderyk III nie­nawidził go, przypisując nawet powodzenie materialne brata opiece cesarskiej.

A faktycznie zawdzięczał Jerzy to powodzenie sobie - swoim zdolnościom organizacyjnym, pracowitości, poczuciu obowiązku, niespożytej energii. Podniósł zamożność i rangę swego księstwa, wybił się ponad ogół małych książątek śląskich, rozsławił swe imię na Śląsku i poza Śląskiem. Miał głęboko zakorzenione po­czucie sprawiedliwości, ale gdy przyszło do wymierzenia kary, starał się łagodzić surowość przepisów prawnych. Jednego tylko nie tolerował - nieuczciwości urzędników.

Zdarzyło się kiedyś, że jego skarbnik, Dawid Rosentritt, przy­właszczył sobie znaczną sumę pieniędzy. Zgodnie z ówczesnym prawem skazano go na śmierć i książę z okna "Lwiej Wieży" przyglądał się przez lunetę egzekucji. Kiedy skazany w obliczu śmierci zaczął śpiewać psalm, Jerzy wzruszył się bardzo, powie­dział jednak do otaczających go ludzi, że tak należy karać nie­uczciwość.

Umiał też książę dobierać sobie odpowiednich ludzi i przy ich pomocy usprawniać gospodarkę księstwa. W ciągu swych rządów zakupił wiele dóbr ziemskich na łączną sumę 150 tysięcy tala­rów. Najznaczniejszym obszarem, nabytym przez niego, były posiadłości Adama von Beess, za które w 1565 roku zapłacił 58 200 talarów. Niektóre ziemie przejął w ramach sekularyzacji dóbr kościelnych, na przykład majątki klasztorne w okręgu strzelińskim. Według danych z roku 1583, a zatem na trzy lata przed śmiercią Jerzego, całość jego dóbr ziemskich przynosiła około 30 tysięcy talarów rocznego dochodu. Z tego sama stolica księstwa, Brzeg, dawała rocznie 2033 talarów, dobra oławskie - 5996, strzelińskie majątki poklasztorne - 2677, okręg Niemczy wraz z hodowlą ryb - 7949, dobra wołowskie - 4684, dobra Wąsosz - 3297. Z ma­jątków kluczborskich wpłynęło wtedy do kasy książęcej tylko 75 talarów, ale należy to tłumaczyć wielkim pożarem, który w ro­ku 1582 prawie całkowicie zniszczył miasto, tak że książę prze­znaczył prawdopodobnie znaczną część dochodów z tego okręgu na odbudowę.

Łącznie roczne wpływy z całego księstwa wynosiły w tym okresie ponad 100 tysięcy talarów, wydatki zaś nie przekraczały 90 tysięcy, dając w sumie bilans dodatni. Największe jednak dochody wpływały do kasy księcia z intratnego handlu drzewem, z górnictwa oraz ze spławu różnych towarów Odrą. Zdając sobie sprawę z ważności górnictwa, inwestował Jerzy II spore kapitały w rozbudowę kopalni na Śląsku, zwłaszcza na terytoriach biskupa wrocławskiego. Przy pomocy specjalistów zaczęto wydobywać i zwiększać produkcję ałunu, witriolu i koperwasu, zbywając na­stępnie te produkty na Śląsku, a nawet w odległym Hamburgu. W okolicach Oławy wydobywano saletrę potrzebną do produkcji prochu strzelniczego.

Szczegółowy wykaz codziennych wydatków brzeskiego dworu świadczy wymownie o gospodarce bardzo oszczędnej. W każdym bądź razie na wino i rozrywki wydawano tam niewiele. Nie od­bywał też Jerzy częstych a kosztownych podróży. Nie utrzymy­wał nazbyt licznej służby. Nadworny lekarz opiekował się całą rodziną książęcą. Nadzór nad życiem dworskim spoczywał w ręku Augustyna von Altwerden, pochodzącego z Bremy. Skarbowością zawiadywał Abraham Warkocz.

Książę zabiegał o dobrobyt poddanych, nie wyzyskując chło­pów, jak to czynili jego brat i bratanek w księstwie legnickim. Warto jednak dodać, że o swe prawa umiał się upomnieć nawet po latach. Tak było na przykład z maleńką osadą, należącą do zamku w Niemczy, której mieszkańcy zobowiązani byli do na­gonki w czasie polowań księcia na zające. Potem jednak miasto Niemcza wykupiło tę wieś, chłopi zajęli się tkactwem, a ponie­waż książę nie polował w tych okolicach, uznali się za zwolnio­nych od obowiązku. Toteż gdy nagle zjawił się tam Jerzy II i zażądał naganiaczy do polowania, tkacze wykręcali się od tej powinności. Książę ustąpił o tyle, że zamienił im posługi na odpo­wiedni czynsz, ale w izbie cechowej nakazał wymalować obraz, przedstawiający siedmiu chłopów podczas nagonki, aby im na długie lata upamiętnić, do czego byli wobec swego księcia zobowiązani.

Dzięki umiejętnie zgromadzonym zasobom mógł Jerzy II bez wielkiego uszczerbku dla siebie i swych poddanych przeznaczać znaczne sumy na budownictwo. "Swoim spadkobiercom pozosta­wił kraj tylu budowlami, zamkami, twierdzami i udogodnieniami życiowymi ozdobiony i udoskonalony, że stare księstwo ledwie się rozpoznawało, a na nowe nie bez podziwu się patrzyło". Lubował się nie tylko w architekturze. Za jego staraniem powstało wiele pięknych ogrodów, alei spacerowych, stawów rybnych, łaźni i różnych ulepszeń.

Zamki w Oławie i Wołowie przebudował książę i powiększył. W Strzelinie, na gruntach dawnego klasztoru klarysek, utworzono tak zwaną "Ujeżdżalnię". Zamek w Niemczy otrzymał drugie pię­tro i kaplicę. W niektórych miejscach umocniono brzegi Odry, a także zbudowano wiele nowych tam.

W samym Brzegu wystawiono kamienny młyn i folusz. Dwie wieże kościoła św. Mikołaja podwyższono o sześć łokci i połączono krytym gankiem. Według zachowanych planów miał książę za­miar pokryć owe wieże blachą miedzianą, lecz nie mogąc jej zdo­być, kazał dać tymczasowo pokrycie ołowiane, które przetrwało do końca XIX wieku. W 1572 roku ufundował tam książę nowy ołtarz, znajdujący się do dziś w zakrystii. Duchowni w Brzegu otrzymali specjalny obszerny budynek.

Do najwspanialszych jednak budowli, powstałych za rządów Jerzego II, zaliczyć trzeba zamek i gimnazjum książęce. Funda­menty pod tę rezydencję położył już zapewne jego ojciec, Fryde­ryk II, w roku 1544, ale głównym budowniczym, który doprowa­dził dzieło do końca, był właśnie Jerzy.

Zamek brzeski jest bliski polskiemu sercu i ze względu na osobę fundatora, jednego z najznamienitszych Piastowiczów śląs­kich, i ze względu na sam układ przestrzenny, trzy skrzydła bo­wiem zbudowano na wzór Wawelu z krużgankami i galeriami. Je­dynie czwarte było niższe, jednopiętrowe. Portal zamku z liczny­mi popiersiami książąt piastowskich, wzorowanych na drzewory­tach kroniki Macieja z Miechowa - poczynając od Mieszka I i Bolesława "Chrobrego" - oraz z posągiem samego księcia i jego żony Barbary, należy do najpiękniejszych dzieł wczesnego rene­sansu nie tylko na Śląsku.

Zamek budowano przez wiele lat, a sam portal był już ukoń­czony w 1553 roku. Jeszcze za życia Jerzego II, w lipcu 1577 roku, książęca rezydencja omal nie stała się pastwą ognia podczas bu­rzy, ale na szczęście piorun, który uderzył w zamek, osmalił je­dynie mur, nie powodując pożaru.

Z wyglądem zewnętrznym budowli harmonizowało zarówno otoczenie, jak i urządzenie wnętrz. Tuż przy zabudowaniach zam­kowych, w kierunku miasta, założono obszerny park, pełen rzad­kich roślin. Dziesiątki artystów pracowało przez całe lata nad upiększeniem siedziby książęcej. Komnaty ozdobione były pięk­nymi obiciami ściennymi i malowidłami, nie brakowało drogich mebli i dywanów. Bogate malowidła miał też kościół zamkowy pod wezwaniem św. Jadwigi. Stworzył tam Jerzy jak gdyby ga­lerię portretów wybitnych osobistości swego czasu - obok ksią­żąt Rzeszy były tam także portrety Ferdynanda I i króla Danii, Fryderyka II.

Wśród malarzy znane jest nazwisko Jana Greboera, który przez trzynaście lat - jak sam oświadczył w 1582 roku - wy­konywał wszelkie zlecenia księcia, a zwłaszcza zamówienia dla kościoła zamkowego w Brzegu. Uczniem jego był Jerzy Pohl. Z budowniczych i architektów wymienić trzeba J. Parra i Bernar­da Niurona, a ponadto Jana Vorraha, Jakuba Ba wora i mistrza Antoniego Teodora. Ich dziełem był zamek, ratusz, brzeskie gim­nazjum i szereg innych budowli.

Gimnazjum było budynkiem o trzech kondygnacjach, z da­chem poprzedzielanym mansardami, w których umieszczono wize­runki dziewięciu muz. Niewielką wieżę zdobiła rzeźba przedsta­wiająca Apollina. Jak na technikę XVI stulecia, budowa gimna­zjum trwała stosunkowo krótko: 5 lat (1564-1569). Najwyższe piętro zamieszkiwali uczniowie, środkowe nauczyciele, których było wówczas pięciu, na dole znajdowały się właściwe po­mieszczenia szkolne. Pozostałych nauczycieli ulokowano w bu­dynkach sąsiednich, przylegających do murów miejskich. Na koszt miasta wybudowano też szkołę.

Ze względu na bardzo wysoki poziom gimnazjum brzeskie ściągało też młodzież szlachecką z Polski. Studiowali tu m.in. sy­nowie Jerzego Jazłowieckiego, wojewody ruskiego i hetmana wielkiego koronnego, późniejszy historyk i poeta Joachim Bielski, Piotr i Krzysztof Gorayscy, a także wielu synów mieszczan z Pol­ski.

Przykład księcia w budownictwie oddziaływał i na jego podda­nych, zarówno w miastach, jak i po wsiach, gdzie szlachta w swych posiadłościach starała się przejmować nowe wzory.

Po pożarze Brzegu w 1569 roku, gdy spalił się ratusz, odbu­dowano go w dzisiejszej jego postaci. Wieżę, dużo wyższą niż po­przednia, ukończono w latach 1576-1577, pokrywając jej dach blachą miedzianą, co zapewniało większą trwałość. Samo zwień­czenie wykonano z kamiennych bloków o wadze 250 kilogramów każdy. Umieszczono tam również wielki zegar, którego tarcza zawierała już podział na 12 godzin, a nie 24, jak poprzednio. Oznaczono też na niej poszczególne fazy księżyca i ukazano pięć sfer. Zegar wybijał nie tylko godziny, ale i kwadranse. O jego ogromie świadczyć mogą wymiary: wysokość 2,5 łokcia, szerokość 2 łokcie. Był to wówczas wielki wydatek nawet dla miasta Brze­gu, sama robocizna zegarmistrza kosztowała 320 talarów, toteż w umowie zastrzeżono, że mniej skomplikowane prace, jak na przykład pozłacanie wskazówek i cyfr, malowanie tarczy itp., wykonają miejscowi fachowcy.

Mimo tak wielkich kosztów zegar wieży ratuszowej w Brzegu niewiele przeżył księcia, gdyż w dwa lata po jego śmierci, 21 ma­ja 1588 roku, burza przeszła nad miastem i piorun trafił w wieżę. Spalił on tarczę, uszkodził mechanizm i przez okno wpadł do wnętrza sklepionego pomieszczenia, omijając leżące tam beczki z prochem, które w razie wybuchu spowodowałyby zniszczenie całej wieży.

Na każdym kroku dawał książę przykłady nowoczesnych spo­sobów gospodarowania. Rozumował słusznie, że duże dochody może dawać nie tylko uprawa ziemi. Zakładał więc winnice, ho­dował konie, zwłaszcza szlachetnej rasy. Jego stadniny stały na wysokim poziomie. Jedna z nich, w Garbowie, powstała na grun­tach uzyskanych od miasta, gdzie kiedyś istniały cegielnie. Zbu­dowano tam pod kierunkiem księcia pomieszczenia dla koni, a rozległe łąki otoczono płotem z żerdzi. Do swojej stadniny spro­wadzał Jerzy II konie z bardzo nieraz odległych stron, wymie­niając cenniejsze okazy z księciem Ferrary Alfonsem, z książę­tami pomorskimi, a nawet z monarchami - cesarzem Rudolfem II i królem Danii. Czynił zakupy także w Polsce i na Węgrzech. Rasowe konie otrzymywał między innymi od księcia Konstantego Ostrogskiego, wojewody kijowskiego i Janusza Tarnowskiego, kasztelana wojnickiego.

Założył też tam duże stawy rybne, wykorzystując naturalne warunki terenowe i bliskość Odry. Powstało wówczas około dwu­dziestu stawów, połączonych różnego rodzaju rowami. Jeden z nich, zwany Wielkim, miał 3/4 mili obwodu i z trzech stron oto­czony był wysokim wałem, aby w razie powodzi wody rzeki nie zabrały z sobą hodowanych ryb. Z czwartej strony, ku wiosce Brzeźnicy, przechodziła droga zwana wrocławską, którą Jerzy ka­zał wyłożyć na całej długości, wynoszącej około pół mili, wielki­mi blokami granitu ze strzelińskich kamieniołomów. Imponujące te prace zakończono dopiero w 1582 roku, postawiwszy tam na pamiątkę specjalny kamień.

Tuż za wsią założył książę, zgodnie z modą panującą na in­nych dworach, bażanciarnię. Był tam też mały folwark, zwany Czerwonym Domem, gdzie się Jerzy zatrzymywał jesienią pod­czas połowów ryb, co bardzo lubił. Drugi taki obiekt wybudował koło Niemczy i również zwano go Czerwonym Domem lub Czer­wonym Zamkiem.

Konie hodował książę niewątpliwie z zamiłowania. Poza tym jednak rozwijał na szerszą skalę hodowlę bydła, przynoszącą znaczne korzyści materialne. Sprowadzał krowy z Holandii i Szwajcarii, wymieniał z innymi hodowcami, krzyżował gatunki, uszlachetniał rasę. Owce otrzymywał nawet z Turcji. W roku 1577 przesłał do Danii 10 owiec, 2 kozły i 2 tureckie barany, 1 bawołu i 1 krowę.

Doskonalił też książę gospodarkę pasieczną. Warto tu przyto­czyć jako ciekawostkę fakt, że za przesłanie królowi duńskiemu chłopa, znającego się na hodowli dzikich pszczół w barciach, miał otrzymać z kolei od Fryderyka II człowieka umiejącego chwytać roje i osadzać je w specjalnie do tego zbudowanych ulach.

Jak wszyscy Piastowie, przepadał Jerzy za polowaniami, trak­tując je jako najmilszą rozrywkę, ale i tutaj wyróżniał się ko­rzystnie spośród innych sobie współczesnych. Nakazywał surowo oszczędzać zasiewy chłopów, a w razie poczynienia szkód nagra­dzał wyrządzone straty. Najchętniej polował z sokołami, których wiele sprowadzał z Polski. Tymi ptakami, tresowanymi przez pol­skich specjalistów, obdarzał następnie wielu bliskich sobie ludzi.

Książę brzeski, niezwykle hojny, gdy chodziło o budownictwo, pobożne fundacje, rozwój nauki i sztuki, starał się ograniczać inne wydatki, zważywszy, że wszelkie podróże, wesela czy inne dwor­skie uroczystości były bardzo kosztowne. Dwukrotnie, w roku 1555 i 1559, wybrał się z żoną do Berlina, aby odwiedzić jej rodzinę, i wydał na te wyprawy znaczną sumę, para książęca bowiem po­dróżowała z orszakiem liczącym 150 koni.

W 1560 roku wydał Jerzy za mąż swą podopieczną, Salomee von Bernstadt, potem żenił swych synów - w 1577 roku starsze­go, Joachima Fryderyka, w pięć lat później młodszego, Jana Je­rzego, a wreszcie na rok przed swą śmiercią (1 października 1585 roku) wydał najmłodszą córkę, Elżbietę Magdalenę, za księcia ziębicko-oleśnickiego, Karola II. Podczas każdej tego rodzaju uroczystości ro­dzinnej odbywały się turnieje rycerskie, uczty i bale.

Duże wydatki ponosił też dwór książęcy w razie odwiedzin ważnych osobistości, jak na przykład w 1577 roku, gdy gościem na zamku brzeskim był sam cesarz Rudolf II wraz ze swymi dwo­ma braćmi. Zaś cztery lata przedtem podejmował książę w Lu­binie Henryka Walezego, który jechał do Polski, aby objąć tron po Zygmuncie Auguście. Wówczas Jerzy II na czele oddziału liczącego 100 jeźdźców towarzyszył Walezemu od granicy łużyckiej aż do samego Międzyrzecza już w Polsce. Za tę gościnność dzię­kował potem Walezy księciu specjalnym listem w języku fran­cuskim, pisanym z Krakowa.

Ciesząc się wielkim zaufaniem cesarza, był również Jerzy po­wołany na głównego komisarza do rozpatrywania sporów granicz­nych między Polską a cesarstwem, na odcinku śląskim.

Trzeba wreszcie dodać, że w razie zagrożenia zewnętrznego musiał wystawiać oddział zbrojny. W 1566 roku, gdy Turcy pod wodzą sułtana Sulejmana zagrozili Wiedniowi, ruszył na pomoc cesarzowi i książę brzeski, który otrzymał dowództwo nad od­działami śląsko-łużyckimi, liczącymi 2300 ludzi. Jednakże nagła śmierć sułtana we wrześniu tego roku sprawiła, że Jerzy II wraz ze swymi ludźmi nie wystąpił na polu walki, lecz rychło zawrócił do swego księstwa.

Mimo wielkich wydatków, związanych ze służbą publiczną i utrzymaniem na odpowiedniej stopie życia dworskiego, starczało jednak księciu pieniędzy na cele filantropijne. Przed Bramą Wro­cławską w Brzegu znajdował się szpital św. Ducha wraz z kościo­łem. W roku 1534 kościół został rozebrany, gdyż zawadzał fortyfi­kacjom miejskim i tam właśnie zamierzał książę wybudować domki dla biednych mieszczan. Wszystkie miały być jednakowe, długości 30 łokci i szerokości 14 łokci, z jedną wspólną ścianą dla oszczędności. Także w tym miejscu rozpoczął książę budowę no­wego szpitala, ale w dwa lata potem roboty wstrzymano, chociaż z późniejszych źródeł wynika, że szpital został wzniesiony i funk­cjonował aż do 1634 roku.

Ogromnych nakładów finansowych wymagała budowa gimna­zjum brzeskiego, toteż książę nałożył specjalny podatek na całe księstwo, który zresztą nie obciążył zanadto poddanych, skoro mieszczanie musieli dawać 6 groszy rocznie, a komornicy po 2 gro­sze od głowy. Ten podatek łącznie z innymi funduszami sprawił, że budowa postępowała szybko i 10 sierpnia 1569 roku młodzież księstwa brzeskiego otrzymała luksusowy jak na owe czasy bu­dynek szkolny. Szkoła, jak głosił napis nad wejściem, miała się stać siedliskiem prawdziwej wiary i zdobić miasto wszystkimi cno­tami.

Książę czuł się prawdziwym opiekunem młodzieży, traktując uczniów jak własnych synów i żywiąc za darmo biedniejszych, ale wobec nauczycieli był bezwzględny, jeśli chodzi o zachowanie i trzymanie się zasad luteranizmu. Za jego rządów udzielano też pomocy i wsparcia córkom ubogich rodziców, które otrzymywały pewne kwoty w posagu. Opat klasztoru w Henrykowie na przy­kład przeznaczył znaczną sumę na wyposażenie biednych mieszka­nek Strzelina, które wstępowały w związki małżeńskie. Książę Jerzy wraz z biskupem wrocławskim był wykonawcą tego testa­mentu.

Do żadnych rewolucyjnych zmian nie był Jerzy II zdolny, ale tak starał się układać współżycie między stanami, aby każdy mógł czuć nad sobą opiekę prawa. Wszelkie ważniejsze posunięcia były uzgadniane ze stanami na ogólnych zjazdach. Słusznie też Tilesius nazwał księcia i jego dwór ratuszem całego Śląska i nie dar­mo też kazał Jerzy wybijać na swych monetach dewizę: "Pragnę służyć innym".

Po objęciu władzy uregulował książę prawa miejskie wielu miejscowości. Szczególną opiekę roztoczył nad swą stolicą. Zwe­ryfikował dotychczasowe prawo spadkowe z korzyścią dla samego miasta. Sądownictwo miejskie przekazał w ręce wójta i ławni­ków, jeśli wartość sprawy nie przekraczała 5 grzywien. Powyżej tej sumy zastrzegł dla siebie apelacje i często sam wysłuchiwał różnych skarg.

W 1557 roku wydane zostały specjalne przepisy dla straży miejskiej, zarówno co do obowiązków, jak i co do wynagrodzenia. Musieli oni między innymi pilnować bram miejskich, w czasie we­sel i zabaw dawać pilne baczenie, by nie doszło do naruszenia prawa, strzec drzwi burmistrza, rajców i kancelarii miejskiej, jak również pomagać przy egzekucjach.

Za mniejsze wykroczenia groził pręgierz na miejskim rynku. Mord karano łamaniem kołem, kradzieże szubienicą, a święto­kradztwo paleniem na stosie. Cudzołożnych małżonków piętnowa­no ogniem na czole i wypędzano z miasta. Od roku 1563 wprowa­dzono w Brzegu zwyczaj noszenia czarnego płaszcza i kapelusza dla tych, co weszli w kolizję z prawem, podobnie jak to miało miejsce we Wrocławiu już od roku 1555. Surowo karano też wszel­kie, nawet słowne, wystąpienia przeciw radzie miejskiej.

Już w początkach swych rządów wydał Jerzy specjalną ustawę miejską. Przede wszystkim nakazywał wszystkim mieszczanom pilnie uczęszczać na kazania. W niedzielę karczmarzom nie wolno było sprzedawać napojów. Bluźniercom groziły kary cielesne. Ra­da musiała też pilnie baczyć na wierność małżeńską, a tych, co innym dawali zły przykład w tym względzie, czekała nawet kara śmierci. Dokładano również starań, aby wszystkie podejrzane ko­biety, trudniące się nierządem, zostały z miasta wygnane.

Do obowiązków rady należała opieka nad szpitalami, coty­godniowe ich wizytowanie oraz coroczna dokładna kontrola do­chodów i wydatków.

Mając na uwadze dobro najbiedniejszych warstw ludności w mieście, zakazywał Jerzy II wszelkich podwyżek cen na takie artykuły, jak chleb, mięso czy piwo. Rzeźnikom polecał sprzeda­wać mięso nie tylko w wielkich ilościach, ale także po funcie i pół funta, by i ubodzy mogli je nabywać. Jatek rzeźniczych liczył Brzeg w tym czasie 42 i każdy rzeźnik musiał się posługiwać wa­gą z żelaznymi odważnikami.

Z ustawy tej przebija głęboka troska księcia o wszystkich pod­danych. Szczegółowe przepisy regulowały prawa i obowiązki każ­dego stanu i każdego zawodu. Nad rzemiosłem i handlem rozciąg­nięto specjalną opiekę, kontrolując jakość produkowanych czy sprzedawanych wyrobów, karząc nieuczciwość, czuwając nad hi­gieną. Tam na przykład, gdzie wytwarzano piwo, nie wolno było trzymać bydła i nierogacizny.

Obok piwa pijano wówczas w karczmach wino, a nawet wódkę, produkowaną w dobrych gatunkach pod nadzorem rady miejskiej i sprzedawaną po niskich cenach. W 1565 roku monopol wódczany wydzierżawiono czterem mieszczanom za 50 talarów czynszu rocznie. Nie wolno było jednakże sprzedawać tego napoju w czasie kazań oraz w niedziele i święta.

Książę popierał produkcję piwa i nawet wódki, gdyż przynosiło to dochód, ale zwalczał jak najbardziej pijaństwo, wydawszy w tym celu surowe przepisy. Był nawet specjalny dzwon, wydzwaniający godzinę zamknięcia karczem i piwiarń. Po tej godzinie zarówno gospodarze przybytków Bachusa, jak i pijący tam jeszcze klienci płacili grzywnę. Nie dotyczyło to jednak gości zagranicznych i podróżujących. Surowo karano też tych, co po wie­czornej libacji zakłócali spokój nocny na ulicach.

Warto tu również wspomnieć o tych zarządzeniach księcia, które miały na względzie higienę miasta i były nowością w owych czasach. Mieszczanie musieli sprzątać śmieci przed swymi doma­mi, wywozić nieczystości, dbać o to, by nie wylewano ich na uli­cę. Włóczące się po ulicach bezpańskie świnie mogli zajmować słudzy miejscy i bezpłatnie oddawać na potrzeby szpitala.

Wydając różnorodne przepisy, porządkujące życie w mieście i na terenie całego księstwa brzeskiego, nie pominął też książę tak ważnej sprawy, jak regulacja płacy i pracy poszczególnych kategorii robotników i rzemieślników. W zarządzeniu z roku 1561 określono wyraźnie zakres obowiązków i wysokość wynagrodze­nia murarzy, cieśli i robotników dniówkowych. Cieśla na przy­kład mógł prowadzić nie więcej niż dwie budowy na raz i sam musiał osobiście tam pracować. Wszelkie spory między pracodaw­cami a pracownikami miały rozstrzygać sądy wójtowskie. Nakazał też książę tępić próżniactwo. Codziennie dwaj słudzy miejscy chodzili po oberżach i wypytywali gości, kto z czego żyje. Osoby nie pracujące zabierano do aresztu.

Istniały również odpowiednie przepisy przeciwpożarowe. Każ­dy dom musiał posiadać drabiny, bosaki, beczki z wodą, a na strychu polepę z gliny, przy czym nie wolno było przechowywać tam słomy, siana czy zboża. Dla lepszego zwalczania pożarów całe miasto Brzeg podzielone zostało na 12 okręgów, często kontrolo­wanych; nadzór nad każdym z nich miał najstarszy członek da­nego cechu.

Nad bezpieczeństwem miasta czuwała straż miejska. Przez ca­łą noc na wieżach murów dyżurowali młodzi ludzie, którzy się co jakiś czas nawoływali dźwiękiem trąb i rogów. Za brak czujności groziła kara w postaci utraty tygodniowego zarobku. Do strażni­ków należał także obowiązek zamykania bram i furt miejskich.

O gotowości miasta do obrony świadczyło również dobrze zor­ganizowane bractwo kurkowe, którego zadaniem było doskona­lenie mieszczan we władaniu bronią palną. Powołał je na nowo do życia Jerzy II w 1574 roku i sam brał niekiedy udział w ćwi­czeniach.

W trosce o zdrowie mieszkańców wydał też książę szereg prze­pisów sanitarnych, ogromnie ważnych w tych czasach szerzącej się często zarazy. Warto podkreślić, że od roku 1582 miał Brzeg stałego lekarza, opłacanego przez radę miejską, cechy, a także częściowo przez księcia. Obok leczenia chorych w mieście i człon­ków dworu do obowiązków lekarza należało też nadzorowanie apteki miejskiej, która istniała w Brzegu już w 1544 roku. Pro­wadził ją niejaki Jan Pajski. Znacznym osiągnięciem w zakresie podniesienia higieny w mieście było zbudowanie na koszt księcia wodociągów, za co otrzymywał od rady miejskiej 335 talarów rocznie.

Trudno tu byłoby przytoczyć wszystkie szczegóły ustawodaw­czej i reformatorskiej działalności Jerzego II. Nie pominął takich spraw, jak regulacja kosztów ślubów, chrztów czy pogrzebów z najbardziej drobiazgowym wyliczeniem wszelkich dodatkowych opłat. Zatroszczył się o rozrywki, wydał obszerne przepisy, do­tyczące urządzania wesel. Przebija z nich troska księcia o to, by nie wyprawiano zbyt rozrzutnych przyjęć weselnych. Ów regu­lamin przewidywał dopuszczalną liczbę zaproszonych panien, do­puszczalną liczbę stołów, wysokość opłat dla muzykantów itp. Określał nawet, kto i jak ma prosić do tańca i jak należy tańczyć. Za przekroczenie tych przepisów mężczyźni musieli płacić po dwanaście groszy, a kobiety po sześć.

Wiele wagi przywiązywał Jerzy do spraw religii. Sam wycho­wany już w duchu protestanckim, żonaty z księżniczką prote­stancką, nie szczędził trudów i wysiłków, aby z luteranizmu uczy­nić powszechnie panującą religię nie tylko w swym księstwie, ale i na całym Śląsku. Tam gdzie mógł, popierał swych współwy­znawców, ale popierał rozsądnie, aby nie doprowadzić do kon­fliktu z cesarzem.

Po przejęciu dóbr kościelnych i klasztornych część dochodów oddawał królowi Ferdynandowi I. W roku 1549 na przykład za korzystanie z majątków poklasztornych w Strzelinie przekazał mu 14 tysięcy talarów. Ostrzejsze zadrażnienia z Kościołem katolickim potrafił Jerzy umiejętnie łagodzić. Pomagał mu w tym biskup wrocławski, Mar­cin Gerstmann, z którym książę był w szczerej przyjaźni, co wy­woływało wielkie niezadowolenie w kołach katolickich Śląska.

Jako gorliwy luteranin dbał Jerzy o odpowiedni poziom mo­ralny duchowieństwa protestanckiego na terenie swego księstwa. Wszelkie wykroczenia karał surowo i uważał się za najwyższą władzę także w sprawach kościelnych. Gdy zdarzyło się, że w Zło­toryi, którą, jak już wspomniano, wziął w 1558 roku w zastaw, pastor Tilenus i diakon Assmann odmówili jakiemuś górnikowi na łożu śmierci komunii pod zarzutem, że się źle prowadził, wów­czas książę zwolnił obu duchownych z ich stanowisk. Wywiązała się z tego poważna sprawa, gdyż obaj duchowni zaprotestowali przeciw zwolnieniu, powołując się na słowa Lutra i uzasadniając, że ów człowiek nie chciał dopełnić warunku pokuty. Książę jed­nak pisemnie uzasadnił swą decyzję, twierdząc, że skoro nad du­chowieństwem protestanckim wygasła władza papieska, musi ją zastąpić świecka władza i on ma prawo sądzenia duchownych. Duchowieństwo księstwa brzeskiego poparło tę decyzję.

Podobnie było w 1571 roku, gdy brzeski superintendent od­mówił kilku mieszczanom brzeskim świętych sakramentów za to, że odwiedzali Cyganów. I tym razem stanął książę po stronie ob­winionych, a jego opinie zostały poparte przez specjalnie zwołaną komisję, złożoną z obcych i miejscowych teologów oraz z radców książęcych.

Broniąc poddanych przed uciskiem ze strony duchowieństwa protestanckiego, nie tolerował Jerzy uchylania się od praktyk re­ligijnych. Kiedy na przykład w roku 1576, po święcie św. Piotra i Pawła, kaznodzieje brzescy przyszli do niego ze skargą, że mie­szczanie nie brali licznego udziału w uroczystościach religijnych, książę nakazał wszystkim cechom zebrać się w ratuszu i szczegó­łowo badał, kto był na kazaniu, a kto je opuścił. Znalazło się oko­ło 150 opieszałych i tych z rozkazu księcia posadzono w wieży Bramy Odrzańskiej, a ponieważ wieża nie mogła ich na raz po­mieścić, więziono ich na dwie raty.

W roku 1583, a zatem na kilka lat przed śmiercią, wydał Jerzy polecenie, aby wszyscy pilnie słuchali kazań, a nie - jak dotych­czas bywało - spacerowali sobie przed kościołem luta w poblis­kich szynkach raczyli się piwem. Zagroził, że ci, co nie zastosują się do tego nakazu, zostaną ukarani więzieniem lub będą musieli pracować przy naprawianiu wałów miejskich. Jerzy II nie lubił, aby mu kaznodzieje schlebiali, gdyż sądził, że kazania powinny i jego samego czegoś nauczyć. Skoro więc kiedyś jeden z pasto­rów zaczął się usprawiedliwiać, że nie jest godzien pouczać dwo­ru książęcego, książę zwrócił się do niego w te słowa: "Drogi Mar­cinie, książęta należą do tego samego nieba, co i chłopi. Przecież nie każę ci głosić innej Ewangelii niż ta, co dla prostych jest ludzi".

W sprawach organizacji Kościoła protestanckiego na terenie księstwa Jerzy II niewiele musiał zmieniać, gdyż podstawową strukturę otrzymał ów Kościół już za czasów Fryderyka II w po­staci nadania tzw. "Porządku Kościelnego". Według tego rozpo­rządzenia w każdym okręgu ustanowiono przełożonego nad całym duchowieństwem, tak zwanego seniora, całe zaś księstwo legnicko-brzeskie podlegało specjalnie przez księcia powołanemu superintendentowi. Do tych zasadniczych form organizacyjnych do­dał książę roczne synody (od roku 1558), których celem było uzgadnianie i wyjaśnianie wątpliwości w rzeczach religii i w ce­remoniach. Poza tym odbywały się jeszcze co kwartał małe syno­dy na terenie poszczególnych okręgów.

Kiedy jednak mimo tych starań nadal trwały spory między duchowieństwem, wówczas książę w obawie, aby nie doszło do jakiegoś rozłamu religijnego, wprowadził tak zwaną "Agendę Meklemburską". Organizacja luterańskiego Kościoła w księstwie brzeskim za rządów Fryderyka II spotkała się z uznaniem samego Lutra, który w Wittenberdze wskazywał ją jako wzór. Brano z niej przykład, a Morawianie i Górnoślązacy przysyłali tam na­wet swych kandydatów na kaznodziejów, aby w Brzegu zdobyli doświadczenie. Książę Jerzy ustanowił też instytucję wizytato­rów, którzy zgodnie z bardzo obszerną instrukcją nadzorowali wszelkie sprawy Kościoła protestanckiego w księstwie brzeskim. W dążeniu do jedności religijnej na gruncie nauki Lutra Jerzy II szczególnie ostro występował przeciw kalwinizmowi, którego zwo­lenników mniej lub bardziej jawnych nie brakło i w jego księst­wie.

Swą gorliwość religijną okazywał książę również w życiu pry­watnym. Jak świadczą źródła, był wzorowym mężem i ojcem, czło­wiekiem bezpośrednim, szczerym i przystępnym. Ogromnie ludz­ki dla swych poddanych, cieszył się powszechną sympatią. Ceniło go też wielu możnych tego czasu.

W przyjaźni nie zwracał uwagi na przekonania polityczne czy poglądy religijne. Utrzymywał, jak wiemy, bliskie kontakty z bis­kupem wrocławskim, gorliwym katolikiem, podejmował go na swym dworze w Brzegu i sam bywał jego gościem we Wrocławiu. Łączyły ich przede wszystkim wspólne zainteresowania gospodar­cze i artystyczne, ale i problemy religijne bywały często przed­miotem rozmów.

Jerzy II lubował się też w książkach i z zamiłowaniem gromadził w swej zamkowej bibliotece różne dzieła. Jego zbiór, skła­dający się z kilkuset tomów, należał do najbardziej wartościowych na Śląsku. Znajdowały się tam dzieła historyczne, prawnicze, geo­graficzne, medyczne, teologiczne, literatura piękna. Była też Chro­nica Principum Poloniae z legendą o św. Jadwidze, pisaną ręką Mikołaja Pruzi. Książę śledził również i kupował nowości, jakie ukazywały się w Polsce, np. Marcina Kromera De origine et rebus gestis Polonorum, Reinholda Heidensteina De hello Moschovitico libri sex, Jana Łaskiego zbiór statutów i przywilejów Commune incliti Poloniae regni Privilegium. Także dla ufundowanego przez siebie gimnazjum brzeskiego nie skąpił książę funduszy na książki. Przekazał tej uczelni około 400 woluminów, w tym wiele rękopi­sów i inkunabułów.

Korespondował Jerzy z różnymi książętami, a nawet monar­chami. Osobistą znajomość z królem polskim, Zygmuntem Augu­stem, jak i z późniejszym marszałkiem koronnym, Andrzejem Opa­lińskim, cenił wysoko i za zaszczyt sobie poczytywał. Do nawiąza­nia bliższych stosunków doszło z okazji regulacji granicy polsko-śląskiej, w czym książę Jerzy jako jeden z głównych komisarzy króla Ferdynanda I odegrał znaczną rolę. Wymieniał listy z ar­cybiskupem gnieźnieńskim Jakubem Uchańskim, z Zygmuntem Augustem i jego żonami, a potem również ze Stefanem Batorym.

Żonaty z Barbarą, córką elektora brandenburskiego, przeżył z nią w małżeństwie 41 lat i doczekał się licznego potomstwa - pięciu córek i dwóch synów. Dwie dziewczynki zmarły w dzie­cięcym wieku, córka Barbara - w siedemnastym roku życia, po­zostałe dzieci przeżyły rodziców. Młodsza od Barbary o osiem lat Zofia do śmierci (2 sierpnia 1594 roku) pozostała w stanie panieńskim, a je­dynie Elżbieta Magdalena wyszła za mąż za księcia Karola II ziębickiego na krótko przed śmiercią ojca, w 1585 roku.

Starszy z synów, Joachim Fryderyk, urodził się w 1550 roku. Pierwsze imię, nietypowe w piastowskiej rodzinie, nadano mu za­pewne na prośbę matki, dla podkreślenia bliskich związków z elek­torem brandenburskim. W dwa lata potem przyszedł na świat drugi syn, Jan Fryderyk. Obaj wychowywali się na dworze ojca pod opieką matki, a potem dobrych pedagogów i jeszcze za życia rodziców wstąpili w związki małżeńskie.

Joachim ożenił się z Anną Marią, księżniczką Anhalt-Zerbst. Panna była bogata, skoro wniosła księciu w posagu 15 tysięcy talarów. Uroczystości weselne, jak i ślub według obrządku luterańskiego odbyły się w 1577 roku. Młodszy książę, Jan Fryde­ryk, wziął za żonę jeszcze bardziej posażną pannę w osobie Anny, księżniczki wirtemberskiej, której wiano przekroczyło 60 tysięcy guldenów.

Zgodnie z ówczesnym prawodawstwem władzę w księstwie dziedziczyć mogli tylko synowie, córki zaś otrzymywały jedynie posag. Wychodzącej za mąż córce Elżbiecie-Magdalenie przeznaczył książę Jerzy II znaczną sumę, bo 12 tysięcy talarów, w związku z czym nałożył na poddanych nowy podatek, który stany rzekomo płaciły jako dobrowolną daninę. Przedtem jednak musiała Elżbieta-Magdalena wystawić specjalne zobowiązanie, że otrzymawszy posag nie będzie wnosić żadnych pretensji do braci, którzy przej­mą po ojcu księstwo. Takie samo zobowiązanie musiał też podjąć przyszły mąż księżniczki, książę Karol ziębicki.

Oprócz dzieci własnych miał książę na swym dworze również kuzynkę, córkę księżniczki legnickiej Heleny i barona Kurzbacha. Wydano ją za mąż za Henryka Promnitza, późniejszego pana na Pszczynie. Stało się to jednak już po śmierci Jerzego II, któ­ry zmarł 7 maja 1586 roku.

O ostatnich tygodniach życia księcia mamy dokładną relację w postaci mowy pogrzebowej, wygłoszonej przez superintendenta Wawrzyńca Starka.

Przed Wielkanocą książęca para pragnęła przystąpić do spo­wiedzi i komunii, posłano więc po superintendenta. Już wówczas spostrzegł on, że Jerzy jest zmęczony i słaby. W osiem dni potem silnie przeziębiony książę musiał się położyć do łóżka. Daremnie trzech lekarzy, dwóch miejscowych i jeden specjalnie sprowadzo­ny z Wrocławia, starało się oczyścić drogi oddechowe chorego. Książę coraz bardziej zdawał sobie sprawę z ich bezsilności, po­nownie więc odbył spowiedź, a potem zatopił się w modlitwie. Ubolewał ogromnie, że nie ma przy nim wszystkich dzieci, a na­de wszystko starszego syna, Joachima Fryderyka, który w tym czasie przebywał poza krajem. Czuwał nad ojcem jedynie młodszy syn, Jan Jerzy.

Na krótko przed śmiercią odbył książę ostatnią, pożegnalną rozmowę z synem, z żoną, z zięciem - księciem ziębickim oraz z dworzanami. Synowi nakazywał roztoczyć opiekę nad luterańskim Kościołem, wobec poddanych kierować się raczej mi­łosierdziem niż surowością, mieć zawsze na pieczy matkę i siostrę Zofię. Zięciowi polecał swą córkę, Elżbietę-Magdalenę, żałując bardzo, że już jej nie ujrzy. Pobłogosławił następnie żonę Jana Jerzego i kazał pożegnać serdecznie drugą, nieobecną wówczas synową. Radców dworu zaś prosił usilnie, by swym doświadcze­niem i radą wspierali jego synów w zarządzaniu księstwem. Na koniec w najbardziej czułych słowach pożegnał się ze swą uko­chaną żoną Barbarą.

Książę zmarł wieczorem dnia następnego, a nazajutrz ogłoszo­no publicznie jego zgon w całym księstwie, nakazując, aby do czasu pogrzebu biły dzwony we wszystkich kościołach między godziną 8 a 9 rano. Przy zwłokach zmarłego w "srebrnej komna­cie" trzymali straż mieszczanie i czeladź dworska.

Dopiero w cztery dni po śmierci ojca przyjechał tak oczeki­wany przez niego syn, Joachim Fryderyk. Po naradzie rodzinnej postanowiono odroczyć uroczystości pogrzebowe do 9 czerwca, tak aby wszyscy zaproszeni na te smutne obrzędy zdążyli przybyć do Brzegu.

W wyznaczonym dniu ciało księcia w dwóch trumnach, cyno­wej i drewnianej, spoczęło na katafalku, wystawionym na dzie­dzińcu zamkowym. Dopiero wieczorem uformował się kondukt pogrzebowy. Tuż za trumną, niesioną przez ludzi wybranych spo­śród szlachty, szli członkowie rodziny, delegaci cesarza i różnych książąt, wysłannik biskupa wrocławskiego oraz dworzanie. Potem kroczyli uczniowie gimnazjum brzeskiego ze swym rektorem, a następnie całe brzeskie duchowieństwo.

Kondukt skierował się najpierw do kościoła parafialnego, gdzie na krótko złożono zwłoki, odśpiewano kilka pieśni i odprawiono modły, po czym w tym samym porządku wyruszono do kościoła zamkowego. Tam superintendent Wawrzyniec Stark wygłosił ob­szerną mowę pogrzebową. Na trumnie zmarłego położono kape­lusz książęcy i pozłacany miecz, a potem, gdy cały tłum pod­chwycił zaintonowaną pieśń, złożono ciało w grobowcu.

Następnego dnia celebrował jeszcze uroczyste nabożeństwo ku czci Jerzego II rektor gimnazjum Tilesius. Wygłaszano też oko­licznościowe wiersze w greckim i łacińskim języku.

Na tablicy nagrobnej wyryto łaciński napis, sławiący zalety zmarłego. Nazwano go tam "drogiego księcia Fryderyka II wy­bitnym synem", "wielkodusznym bohaterem", "godnym następcą sławy swych przodków", "ozdobą całego rodu", "gwiazdą przy­noszącą szczęście całemu krajowi". Wychwalano go jako obrońcę religii, fundatora i opiekuna kościołów i szkół, władcę dbałego o dobro powszechne i dobro poszczególnych poddanych, "ucieczkę uciśnionych", "wspomożyciela proszących", "znakomitego gospo­darza".

A oto końcowe słowa tego epitafium, wysławiającego rzeczy­wiste cnoty zmarłego władcy: "...w radach roztropny, w wyro­kach rozważny, w wojnie dzielny, w rządach sprawiedliwy, w układach szczęśliwy, w naganach szczery, w obejściu ze swymi równymi dworski i przyjacielski, w karaniu łaskawy, do przeba­czenia skłonny, do pomocy gotowy, o zbawienie swe troskliwy, skory do dobrych uczynków, w postępowaniu szybki. Dzięki do­brym stronom swego charakteru przez wszystkich serdecznie ukochany".

Wdowa po księciu, Barbara, mieszkała dalej na zamku brzes­kim. Zmarła w dziewięć lat po śmierci Jerzego, a w rok po śmier­ci swej starszej córki Zofii, w dniu 2 stycznia 1595 roku, i została pochowana u boku swego męża w kolegiacie św. Jadwigi.


Żródła:

"Książęta piastowscy Śląska" - Zygmunt Boras.


Jerzy II Wspaniały (brzeski, Pobożny, Czarny) w "Poczet.com" autorstwa: Michała Szustera


"HOHENZOLLERNOWIE XV-XIX w. - ELEKTORZY BRANDENBURSCY"- autor: Przemysław Jaworski - 2018

18-02-2020