Jerzy IV Wilhelm Piast (urodzony w Oławie, 29 września 1660 roku, zmarł w Brzegu, 21 listopada 1675 roku) herb

Syn Chrystiana Piasta, księcia legnicko-brzeskiego i Ludwiki Welf Anhalckiej, regentki księstwa legnicko-brzeskiego, księżna oławsko-wołowskiej, córki Jana Kazimierza Welfa, księcia Anhalt-Dessau.

Książę legnicko-wołowsko-brzeski od 28 lutego 1672 roku do 21 listopada 1675 roku.

Wybuch wojny trzydziestoletniej w Czechach w roku 1618 za­groził również księstwom śląskim. Zwycięstwo Ferdynanda II pod Białą Górą było zapowiedzią poważnych trudności politycznych dla protestanckich Piastowiczów śląskich, stojących nie po stro­nie cesarza, któremu winni byli posłuszeństwo, lecz po stronie całego obozu protestanckiego w Rzeszy. Sam "król zimowy", Fryderyk V, elektor Palatynatu Reńskiego (król Czech w latach 1619-1620), bawił w Legnicy 7 i 8 lutego 1620 roku. Za pomoc świadczoną protestantom książę brzeski, Jan Chrystian, musiał następnie uchodzić ze Śląska i szukać schronienia w księstwie pruskim, gdzie pozostał do śmierci w 1639 roku.

Synów jego nie pozbawiono dziedzictwa ani po ojcu, ani po ich stryju, księciu legnickim Jerzym Rudolfie, lecz skoro ten zmarł w roku 1653, nastąpił podział księstwa legnicko-brzeskiego między trzech pozostałych przy życiu braci. Aby "zapobiec wszel­kim niesnaskom i sporom", spadkobiercy postanowili zdać się na wyrok ślepego przypadku i drogą losowania rozstrzygnąć spra­wę. Odbyło się ono w roku 1654, a rezultat był taki, że najstarszy z braci, Jerzy III, otrzymał najbogatszą część dzielonego teryto­rium, mianowicie księstwo brzeskie, młodszy, Ludwik - księstwo legnickie, a najmłodszy, Chrystian - najskromniejszą część ojco­wizny, małe księstwo wołowskie. Dla częściowego wyrównania dysproporcji uzgodniono, że wszyscy trzej będą mieli równe pra­wa do polowań i korzystania z lasów w poszczególnych dzielni­cach. Zatroszczono się również o wyposażenie sióstr i rodzeństwa przyrodniego. Przyrodniemu bratu Augustowi oraz młodszemu odeń Zygmuntowi przyznano niewysokie apanaże, a siostrom przyrodnim odpowiednie posagi.

Jerzy III otrzymał od cesarza godność namiestnika Śląska i sprawował ją od roku 1654 do śmierci, gorliwie opiekując się swymi współwyznawcami. Ludwik IV dbał o rozwój handlu i wielce się zasłużył odbudową gospodarki w księstwie legnickim, zwłaszcza w miastach. Trzeci z braci, kalwinista, odznaczał się wielką gorliwością religijną i na tym tle rychło popadł w kon­flikt z własnymi poddanymi. Jerzy i Ludwik nie doczekali się męskiego potomstwa. Chociaż żona Ludwika, księżniczka meklemburska Anna-Zofia, powiła syna, zmarł on w dzieciństwie i - jak mówi kronikarz śląski - "szczep winny małżeństwa księcia Ludwika żadnego więcej nie wydał owocu".

Jedynie tylko Chrystian doczekał się następcy w osobie Je­rzego Wilhelma, syna tym księciu droższego, że w latach 1663-1664 pomarli Jerzy III brzeski i Ludwik IV legnicki. Ten ostat­ni uległ wypadkowi w czasie turnieju, w którym brał udział pod­czas wizyty w Meklemburgii u rodziny swej żony. Cała zatem przyszłość i nadzieja utrzymania dynastii piastowskiej na Śląsku spoczywała obecnie tylko na Chrystianie i jego małoletnim synu Jerzym Wilhelmie.

Urodził się ten ostatni Piast 29 września 1660 roku na zamku w Oławie. Matką jego była Ludwika Anhalt-Dessau. Książę Chry­stian, choć zagorzały kalwin, jak najbardziej wrogi kontrrefor­macji, lgnął wyraźnie do Polski i Polaków, z którymi zetknął się bliżej w czasie przebywania wraz z ojcem na wygnaniu w Pru­sach Wschodnich. Bywał w wielu polskich domach, wychowywał się razem z osławionym Bogusławem Radziwiłłem. Znał dobrze język polski, cieszył się dużym uznaniem i sympatią wśród Po­laków. Jego ciotka, Sybilla Małgorzata, wyszła za mąż za wo­jewodę pomorskiego Gerharda Denhoffa; zmarła i pochowana zo­stała w Gdańsku, w kościele mariackim 26 czerwca 1657 roku.

Dążąc do zachowania pewnej niezależności wobec zabor­czych Habsburgów, utrzymywał nawiązane przez ojca stosunki z niektórymi magnackimi rodami w Polsce. Prawdopodobnie starał się znaleźć w nich poparcie dla swych planów politycz­nych, nosił się bowiem z zamiarem kandydowania do tronu pol­skiego po abdykacji Jana Kazimierza. Już na podstawie tych pro­jektów można wnioskować, że zbyt bystrym politykiem nie był, ulegając raczej złudzeniom i naiwnym obietnicom swych przy­jaciół w Polsce, podobnie jak to sto lat temu czynili Fryderyk III i jego syn Henryk XI. Trzeba jednak podkreślić, że książę Chry­stian pamiętał o swym polsko-piastowskim pochodzeniu i często to podkreślał.

Co więcej, pragnąc zamanifestować swe propolskie uczucia, chciał nawet syna Jerzego Wilhelma ochrzcić imieniem Piast dla zadokumentowania związków z panującą kiedyś w Polsce dyna­stią. Chodziło tutaj raczej o podkreślanie, że ród Piastów legnic­kich nie jest gorszy od rodu cesarskiego Habsburgów, jeśli pocho­dzi z tak starego królewskiego pnia. Na to jednak nie zgodziła się księżna, a także duchowieństwo protestanckie, które uznało imię Piast za pogańskie, jako że w żadnym chrześcijańskim ka­lendarzu go nie było. Ostatecznie chłopiec otrzymał imię swego ojca chrzestnego, wielkiego elektora.

Książę Chrystian, sam wykształcony na uniwersytecie we Frankfurcie nad Odrą, gdzie studiował razem ze swym bratem Ludwikiem, starał się również zapewnić odpowiedni poziom nau­kowy swemu jedynakowi. Już jako pięcioletnie dziecko był Jerzy Wilhelm wychowywany przez pierwszego nadwornego kaznodzie­ję, oczywiście w duchu skrajnie kalwińskim. Następnie zajęli się edukacją chłopca marszałek dworu, August Fryderyk Bohne, i le­karz nadworny Chrystiana, Henryk Martini. Obaj też towarzy­szyli mu podczas jego studiów we Frankfurcie nad Odrą. Martini opracował nawet dla swego książęcego ucznia podręcznik reto­ryki. Obdarzony świetną pamięcią, Jerzy Wilhelm opanował też kilka obcych języków. Współczesne źródła wspominają, że znał polski, włoski, hiszpański, francuski i łacinę. Studia uniwersy­teckie zapewne pogłębiły tę znajomość, ale zasadnicze podstawy swej wiedzy filologicznej wyniósł książę z domu rodzinnego, gdzie zarówno rodzice, jak i niektórzy dworzanie mówili kilko­ma językami.

W domu rodzicielskim uczono księcia również konnej jazdy i tańca, a także wygłaszania krótkich oracji, którymi młody chło­piec popisywał się przed rodzicami i całym dworem. Mając wro­dzone zdolności, Jerzy Wilhelm uczył się chętnie, ale największą jego pasją były polowania. Już jako dwunastoletni myśliwy tak się w nich rozmiłował, że ufundował rodzaj towarzystwa łowiec­kiego pod nazwą "Złoty Jeleń".

Rodzice dumni byli ze zdolnego syna i spokojni o jego los. Śmierć stryjów, którzy nie pozostawili męskiego potomstwa, czy­niła Jerzego Wilhelma jedynym spadkobiercą księstw brzeskiego, legnickiego i wołowskiego. Książę Chrystian od dzieciństwa nie cieszył się dobrym zdro­wiem. Był z natury wrażliwy, nawet przewrażliwiony, a ponadto zaznał w życiu wielu przykrości, które pozostawiły trwały ślad w jego psychice.

Wróciwszy z wygnania, rządził najpierw wspólnie z braćmi, a potem, po podziale ojcowizny, sprawował władzę w małym księstwie oławskim. Można powiedzieć, że ów książę miał w wielu sytuacjach wyjątkowego pecha. W grudniu 1645 roku na przy­kład, gdy z małym orszakiem jechał ze wsi Szydłowice do Brze­gu, został nagle otoczony przez znaczny oddział wojska szwedz­kiego i wzięty do niewoli. Na szczęście jednemu z ludzi księcia udało się zbiec i powiadomić mieszczan brzeskich, którzy natych­miast przyszli z pomocą i odbili jeńca Szwedom. Innym razem książę, jak wszyscy Piastowie lubiący polowania, został postrze­lony w stopę przez własnego łowczego. Kiedyś utonęło w grzę­zawisku na oczach Chrystiana dwóch pokojowców, a książę i pa­robek mimo błagalnych wołań tonących o ratunek nie mogli po­spieszyć z pomocą. Tego rodzaju przeżycia zachwiały równo­wagę psychiczną księcia. Od dzieciństwa milczący i zamyślony, coraz częściej popadał w depresję i coraz bardziej zagłębiał się w rozmyślania religijne, w surowym kalwinizmie szukając odpo­wiedzi na dręczące go zagadnienia.

Małżeństwo z Ludwiką Anhalt-Dessau, zawarte w roku 1648, poprawiło samopoczucie księcia. Księżna Ludwika, małego wzro­stu i raczej niepokaźnej urody, odznaczała się wieloma zaletami umysłu. Była osobą wykształconą i pełną aspiracji, wyniesionych z domu rodzicielskiego. Gdy w sześć lat później nastąpił podział dziedzictwa po ojcu i stryju, zamieszkał książę wraz z małżonką w Oławie. Tutaj przyszły na świat dwie córeczki - Karolina i Ludwika, następnie zaś dwaj synowie - Jerzy Wilhelm w 1660 roku i Chrystian w 1664 roku. Z tej czwórki Ludwika zmarła, mając za­ledwie trzy lata, a Chrystian nie dożył nawet roku. Z całego za­tem rodzeństwa pozostali Karolina i Jerzy Wilhelm. Każdorazo­we urodziny chłopca hucznie obchodzono na książęcym zamku w Brzegu, z którego Chrystian po śmierci braci uczynił ponownie stolicę rozległego księstwa.

Przy słabym zdrowiu i braku energii książę nie umiał pod­nieść zrujnowanych jeszcze w czasie wojny trzydziestoletniej miast i wsi. Niebezpieczne, pełne rabusiów gościńce hamowały rozwój handlu. Niektórzy oberżyści chętnie ich przechowywali, a nawet pomagali im sprzedawać zrabowane kupcom towary. Brak sprężystej władzy dawał się we znaki wszystkim poddanym księcia. W początkach 1672 roku Chrystian, chory fizycznie i psy­chicznie, udał się za poradą lekarzy do Legnicy i tam dnia 28 lu­tego zakończył życie w wieku 54 lat. Umarł na wodną puchlinę.

Pogrzeb księcia był bardzo uroczysty i odbył się dopiero w ma­ju. Współczesny tym wydarzeniom kronikarz wspomina, że zwłoki Chrystiana złożono w kościele św. Jana w Legnicy w bo­gato pozłacanej miedzianej trumnie, której wartość szacowano na 2 tysiące talarów. W samym dniu pogrzebu rodzina zmarłego hojnie rozdawała licznie zgromadzonym tłumom małe, tak zwane pogrzebowe, monety ze srebra i złota. Uroczystości te poprze­dził groźny pożar w Legnicy, który znaczną część miasta obrócił w pogorzelisko. Nawet księżna poczuła się zagrożona w swym zamku i uszła do letniej rezydencji, zwanej Zofiówką. Podpalacza schwytano i, jak to było wówczas w zwyczaju, spalono żywcem.

W testamencie, spisanym tuż przed śmiercią, ustanowił książę regentką swą żonę, która miała sprawować władzę do czasu osiągnięcia pełnoletności przez Jerzego Wilhelma, wówczas kilkunasto­letniego chłopca. Nie był on obecny przy zgonie ojca, bowiem przed tym, smutnym wydarzeniem został wysłany cicho, bez ża­dnej pompy, do Frankfurtu.

Księżna Ludwika zatem objęła władzę i sprawowała ją wraz z przydanymi jej przez męża radcami: Janem Adamem Posadowskim dla księstwa brzeskiego, Janem Schweinichenem dla księ­stwa legnickiego i Zygmuntem Ernestem Nostitzem dla księstwa wołowskiego. Potem doszedł jeszcze do tego grona hrabia August, przyrodni brat księcia Chrystiana.

Należy stwierdzić, że księżna starała się w miarę swoich mo­żliwości rządzić samodzielnie. Rozsądna, przebiegła, zręczna w niektórych posunięciach, potrafiła szybko opanować sytuację i pozyskać sobie ludzi. Odsunęła prawie wszystkich dotychczaso­wych dworzan swego męża - Niemców, a otoczyła się głównie Francuzami, miała bowiem słabość do wszystkiego, co francuskie. Nie zawsze przy tym wykazywała znajomość charakterów, toteż wkrótce znaleźli się na dworze ludzie, którzy tylko myśleli o wy­korzystaniu hojnej pani.

Szeroki gest Ludwiki mocno zubożył księstwo w krótkim okresie jej regencji, za co drogo zapłacili poddani. Najbardziej jednak niepokoiły Niemców z otoczenia księżnej i szlachtę bliskie kontakty wdowy po zagorzałym kalwinie z jezuitami, którzy czę­sto bywali w Brzegu, prowadząc z nią uczone rozmowy. Lutera­nie i kalwini obawiali się nawet, by ta kosmopolitycznie usposo­biona księżna nie porzuciła dotychczasowego wyznania. Nie do­szło oczywiście do tego, choć wizyty zakonników wydały pewien plon w postaci sekretnego ślubu jedynej córki, Karoliny, z kato­lickim oficerem, co wywołało burzę na brzeskim dworze. Z tym większą niecierpliwością czekały stany księstwa brzes­kiego i legnickiego na dojście do pełnoletności Jerzego Wilhelma.

Jako mały chłopiec nazywany przez pochlebców cudownym dzieckiem, potem starannie wykształcony, rozumny, a przy tym skromny, umiał działać z godnością właściwą swemu stanowisku. Budził też sympatię samym wyglądem - pięknym obliczem, har­monijną budową ciała i ujmującym sposobem bycia.

We Frankfurcie nad Odrą, gdzie przebywał z niewielkimi przerwami od lutego 1673 do początków 1675 roku, miał swój własny mały dwór. Środki żywnościowe wysyłano mu z Brzegu i Ścinawy drogą wodną w dół Odry. Wiadomo, że Jerzy Wilhelm niewiele podróżował. Raz tylko wybrał się za zgodą matki do Berlina, gdzie był gościnnie podejmowany przez wielkiego elek­tora Fryderyka Wilhelma i jego syna Karola Emila. Po powro­cie młodego księcia do Brzegu omawiano sprawę dalszych podró­ży, ale nie przystała na to księżna Ludwika, chcąc widocznie mieć syna przy sobie.

Ta bliskość jednak nie wyszła matce na dobre. Stany księstwa, a zwłaszcza doradcy Ludwiki, niezadowoleni z jej apodyktycz­nych rządów, zaczęli namawiać Jerzego Wilhelma, by się upo­mniał o swe prawa i sposobił do rządów. Mieli zapewne nadzieję, że przy młodym, wówczas jeszcze niepełnoletnim księciu uda im się zwiększyć swą władzę i wpływy.

Należy się dziwić, że chłopiec przyjął te plany z ochotą i zde­cydował się działać wbrew woli matki. Do zaufanych jego ludzi należał między innymi znany wtedy pisarz śląski, Daniel Casper von Lohenstein. On to z polecenia radców dworskich pojechał do Wiednia, aby tam uzyskać od cesarza przeniesienie lenna na pięt­nastoletniego księcia. Wszystko załatwiono z takim pośpiechem, że Jerzy Wilhelm, wyruszywszy w drogę 14 lutego 1675 roku, już w cztery dni potem stanął na dworze cesarskim. Uroczy­stość złożenia hołdu odbyła się 14 marca. Do tronu cesarskiego prowadził Piastowicza sławny wódz Montecuculi. Książę wzbu­dzał powszechne zainteresowanie, bo też nieczęsto się zdarzało, aby tak młody chłopiec traktowany był jako pełnoprawny wład­ca lenny. W rozmowach jednak, jakie prowadzono z nim na dwo­rze cesarskim, przekonywano się o jego wybitnych zdolnościach i dojrzałości umysłowej. Sam cesarz Leopold I był mile zdziwiony niektórymi sądami swego lennika. Szczególnie przypadła mu do gustu odpowiedź Jerzego Wilhelma w kwestii religijnej. Na py­tanie bowiem, jaką religię uważa Piastowicz za najlepszą, odrzekł on bez namysłu, że taką "która jest wierna Bogu i cesarzowi". Ta bystrość, znajomość języków obcych i duża ogłada towarzyska zjednały Jerzemu Wilhelmowi wielu przyjaciół. Poseł hiszpański informował swój dwór, że nie otoczenie cesarza, ale całe miasto Wiedeń interesowało się przez kilka dni pobytem mądrego i uro­czego księcia o chłopięcej twarzy, a Lohenstein w jednym ze swych wierszy pisał, iż "palec Prometeusza ulepił go nie z gliny, lecz z szlachetnego złotego kruszcu".

Po wiedeńskim sukcesie wrócił książę do Brzegu, gdzie śla­dem ojca zamierzał utrzymać stolicę, i tutaj dnia 30 marca urzą­dzono mu wspaniały wjazd, a następnego dnia odbyła się uro­czystość złożenia hołdu przez stany księstwa brzeskiego w wiel­kiej zamkowej sali. Potem Jerzy Wilhelm wyruszył do Legnicy, by odebrać hołd od szlachty księstwa legnickiego, przedtem jed­nak wstąpił do Wołowa, wyznaczonego księżnej Ludwice na wdo­wią siedzibę.

Jako mały chłopiec nazywany przez pochlebców cudownym dzieckiem, potem starannie wykształcony, rozumny, a przy tym skromny, umiał działać z godnością właściwą swemu stanowisku. Budził też sympatię samym wyglądem - pięknym obliczem, har­monijną budową ciała i ujmującym sposobem bycia.

We Frankfurcie nad Odrą, gdzie przebywał z niewielkimi przerwami od lutego 1673 do początków 1675 roku, miał swój własny mały dwór. Środki żywnościowe wysyłano mu z Brzegu i Ścinawy drogą wodną w dół Odry. Wiadomo, że Jerzy Wilhelm niewiele podróżował. Raz tylko wybrał się za zgodą matki do Berlina, gdzie był gościnnie podejmowany przez wielkiego elek­tora Fryderyka Wilhelma i jego syna Karola Emila. Po powro­cie młodego księcia do Brzegu omawiano sprawę dalszych podró­ży, ale nie przystała na to księżna Ludwika, chcąc widocznie mieć syna przy sobie.

Ta bliskość jednak nie wyszła matce na dobre. Stany księstwa, a zwłaszcza doradcy Ludwiki, niezadowoleni z jej apodyktycz­nych rządów, zaczęli namawiać Jerzego Wilhelma, by się upo­mniał o swe prawa i sposobił do rządów. Mieli zapewne nadzieję, że przy młodym, wówczas jeszcze niepełnoletnim księciu uda im się zwiększyć swą władzę i wpływy.

Młoda jeszcze kobieta boleśnie przeżyła odsunięcie jej od wła­dzy, ale miała pretensję nie tyle do syna, ile do ludzi, którzy, jak mówiła, "przedtem jej chleb jedli", a później tak czarną jej odpłacili niewdzięcznością.

Wspaniałe uroczystości hołdownicze w Legnicy przypominały dawne świetne czasy. Na spotkanie księcia, który przybył tam 26 sierpnia, wyruszyli przedstawiciele szlachty księstwa, witając młodego władcę z wielkimi atencjami. W czasie gdy syndyk miej­ski, niejaki Baudis, wygłaszał mowę powitalną, z wałów rozległ się huk wystrzałów armatnich. Wjazd nastąpił Bramą Złotoryjską. Po obu stronach ulic, którymi przeciągała świta księcia, sta­ły tłumy mieszczan, wiwatując i powiewając chorągwiami. Z rąk burmistrza, któremu towarzyszyła cała rada miejska w uroczy­stych strojach, otrzymał książę klucze miasta, przy czym bur­mistrz wygłosił krótkie przemówienie.

Książę odpowiadał uprzejmie, ale śmiało, ściskając dłonie witających. I znów zagrzmiała salwa dział, a na wieżach kościelnych, jak również na zamku zagrały trąby i uderzono w bębny. Trzecią salwą witano wjazd księcia do zamku. Następnego dnia toczyły się rozmowy poprzedzające złożenie hołdu, potem wypadło święto kościelne, w czasie którego nadworny kaznodzieja i historyk wy­głosił uroczyste kazanie.

Sam akt hołdu odbył się w sali jadalnej zamku legnickiego, po czym przy dźwiękach muzyki zasiedli wszyscy do uczty. Ode­brawszy przysięgę na wierność, młody książę wyraził chęć zwie­dzenia Grodźca, gdzie dawny obronny zamek, w którym kiedyś przebywał Henryk XI legnicki, leżał w gruzach, zburzony pod­czas wojny trzydziestoletniej. Tam oświadczył towarzyszącym mu dworzanom, że odbuduje warownię. Potem wyprawił ucztę dla okolicznych chłopów, w czasie której podochoconym piwem wieś­niakom przygrywała orkiestra do tańca. Na pamiątkę tej wypra­wy sąsiednią wioskę Sędzimierzów przemianowano na Wieś Wil­helma. Z Grodźca wyprawił się jeszcze książę do Lubiąża, gdzie podziwiał różne osobliwości, a zwłaszcza grób swego przodka, Bolesława "Wysokiego". Nie przypuszczał wówczas młody chło­piec, że to on właśnie zakończy ów długi ciąg dynastyczny, który od Bolesława "Wysokiego" trwał na Śląsku aż do roku 1675.

Z Lubiąża skierował się Jerzy do Wołowa, gdzie - podobnie jak w Brzegu i Legnicy - przyjął hołd lenny swych poddanych, po czym wrócił do swej rezydencji w Brzegu. Rządy rozpoczął od ulepszania administracji i dotychczasowego ustawodawstwa księstwa. Między innymi opracowano nowe zasady obowiązków i wynagrodzeń dla różnych dostojników dworskich, radców i sług.

We wrześniu po raz drugi odwiedził książę Legnicę, gdzie uczestniczył w zwołanym przez siebie sejmiku. Celem narady by­ła między innymi kwestia naprawy dróg, do czego ze względu na bezpieczeństwo podróżujących przywiązywał Jerzy Wilhelm dużą wagę. Przy okazji sejmiku odbywały się też różne uroczystości i publiczne zabawy. Legnica nie szczędziła grosza dla przypo­dobania się swemu władcy. Obok gonitw do pierścienia i strze­lania do tarczy zorganizowano również polowanie, gdyż książę znany był z tego, że ponad wszystko uwielbiał łowy. Mieszczanie Legnicy urządzili przegląd swych zbrojnych oddziałów. Młodzież odegrała na zamkowym placu kilka wesołych komedii. A wie­czorem wydał Jerzy Wilhelm uroczysty bankiet dla dworzan, na którym sam w towarzystwie pięknych szlachcianek bawił się wesoło.

Na uroczystości do Legnicy nie została zaproszona księżna matka, która, wycofawszy się z życia publicznego, nie mogła się pogodzić ze swym osamotnieniem. Synowi miała za złe, że ją po­mija w zaproszeniach i pozwala, by ci, którym kiedyś tyle dobra wyświadczyła, lekceważyli ją teraz.

W tym czasie wypadły też urodziny księcia i znowu była okazja do różnych uroczystości, zabaw i łowów. W czasie jednej z uczt pękło najstarsze działo po pierwszej salwie na cześć księ­cia. Uznano to za zły omen, ale nikt nie przewidywał wtedy, jak krótkie będzie panowanie Jerzego Wilhelma. W drugiej połowie października opuścił książę Jerzy Legnicę i w przeddzień wyjazdu poświadczył miastu wszelkie przywileje.

Z Legnicy udał się nie do swej rezydencji w Brzegu, lecz do Wrocławia, gdzie zabawił dni kilka, załatwiając ważne sprawy, dotyczące Śląska, gdyż - jak wiemy - cesarz mianował go swym komisarzem na Śląsku. Dopiero stamtąd wyruszył książę do Brze­gu na ostatni miesiąc swego panowania.

Nadszedł tymczasem listopad, zbliżał się dzień św. Huberta, patrona myśliwych, zgodnie więc ze zwyczajem postanowił Jerzy zorganizować polowanie na jelenie. Nie bacząc na przejmujące zimno, wyruszono w lasy nadodrzańskie i tam nabawił się silnej gorączki. Przerażeni dworzanie nakłonili go, by zatrzymał się kilka dni w chłopskiej chacie we wsi Kościerzyce. Nie pomo­gło ogrzewanie jednej z izb, nie pomogły żadne dostępne leki. Wysoka gorączka nadal się utrzymywała. Na domiar złego w owej chacie były dzieci chore na ospę.

W tej sytuacji zdecydowano się przewieźć księcia do Brzegu. W krytym i odpowiednio wymoszczonym wozie wyruszył ostatni Piast w swą ostatnią już podróż. W Brzegu poczuł się jeszcze go­rzej, a wezwani lekarze dopiero wtedy zorientowali się w przy­czynach tak wysokiej gorączki, gdy na ciele chorego wystąpiły plamy ospy.

Matka Jerzego, księżna Ludwika, wyprawiła się podówczas wraz z córką Karoliną w podróż do Wiednia, ale gdy tuż za Oło­muńcem dosięgła ją wieść o poważnej chorobie syna, zawróciła natychmiast do Brzegu. Zastała go niezmiernie osłabionego, choć gorączka już ustąpiła. Książę mimo pocieszeń lekarzy czuł, że zbliża się kres jego życia, i starał się w swej ostatniej woli uregulować najważniejsze sprawy. W przygotowanym na jego prośbę przez radców projekcie testamentu znalazły się różne za­pisy dla dworzan. Chciał wykorzystać sytuację jego dawny nau­czyciel, Bohne, i sporządził nowy dokument, korzystny przede wszystkim dla siebie, ale książę zbyt był już słaby, aby go pod­pisać, i chciwy Bohne nie dopiął celu, przeciwnie - nacierpiał się wiele od różnych ludzi, którzy go podejrzewali, że otruł księ­cia. Posądzano też o to jezuitów. Prowadzone potem na polece­nie księżnej Ludwiki dochodzenia nie dały rezultatów.

Jerzy Wilhelm zmarł rano 21 listopada 1675 roku, skończyw­szy zaledwie piętnaście lat. W ten sposób zszedł ze świata ostat­ni przedstawiciel dynastii piastowskiej, która wydała 24 znakomi­tych królów i władców oraz 123 książąt.

Warto wspomnieć, że przed śmiercią napisał książę długi list do cesarza Leopolda I. Powiadamiał go o swym rychło mającym nastąpić zgonie, który - jak się wyrażał - "przyjmuje bez lęku i bez sprzeciwu". Dziękował za wszystkie wyświadczone mu łas­ki i prosił, by "Jego Cesarski Majestat zaopiekował się nie tylko matką i siostrą, ale również kuzynem, hrabią Augustem z Legni­cy, wiernymi sługami, a przede wszystkim poddanymi osieroco­nych księstw, aby pozostali w swych prawach i przy swej re­ligii".

Otrzymawszy takie pismo, dwór cesarski istotnie zajął się spra­wą, ale nie w taki sposób, jak tego pragnął Jerzy Wilhelm. Wy­słannicy cesarscy bowiem zjawili się w Brzegu wcześniej niż księżna Ludwika, opieczętowali archiwa i przejęli wszelkie dobra po księciu. To samo uczynili w Legnicy. Pozostawiono wdowę i strapioną matkę tylko na jej wdowim dożywociu, a całe księ­stwo wraz z dobrami ruchomymi i nieruchomymi przeszło na cesarza.

Pogrzeb Jerzego Wilhelma odbył się dopiero w dniu 30 stycz­nia 1676 roku, a uroczystości pogrzebowe były jak gdyby ostat­nim odbiciem dawnej świetności książąt brzeskich. Przed złoże­niem w grobowcu trumna z ciałem Jerzego Wilhelma stała przez 8 dni w kościele zamkowym, a potem przewieziono ją do Legnicy i tam w nocy z 5 na 6 lutego szesnastu ludzi spośród szlachty po­niosło ją i złożyło w podziemiach kościoła św. Jana.

Nagła śmierć księcia uczyniła wielkie wrażenie nie tylko na jego poddanych, ale i na tych wszystkich poza granicami księstwa legnicko-brzeskiego, którzy zdawali sobie sprawę, że na osobie młodego, wielce obiecującego chłopca zakończyła swój byt stara dynastia królewska i książęca.

Tragedia, która się rozegrała na zamku w Brzegu, wywołała istną lawinę najrozmaitszych utworów literackich, pisanych wier­szem lub prozą. Obok zwykłych kazań pogrzebowych pojawiły się mniej lub bardziej udane poematy czy wiersze okolicznościo­we. Najwybitniejszy poeta śląski owego czasu, wspomniany już Daniel Casper von Lohenstein, poświęcił księciu kilka swych utworów. On też był jednym z projektodawców pięknego mau­zoleum, jakie' wystawiła swemu mężowi i synowi księżna Ludwi­ka, by w ten sposób utrwalić na długie lata pamięć ostatnich Pia­stów śląskich.

Głównym budowniczym tej okrągłej budowli, wzniesionej tuż przy kościele św. Jana w Legnicy, był włoski architekt, który kierował pracami budowlanymi w latach 1677-1678. Wszelkie rzeźby natomiast wykonał nadworny rzeźbiarz cesarskiego dwo­ru, Rauchmüller. Umieszczone na czterech posągach, przedsta­wiających rodzinę księcia Chrystiana, krótkie napisy po łacinie są również autorstwa Lohensteina.

Księżna Ludwika przeżyła syna o niespełna pięć lat. Zakoń­czywszy dzieło budowy mauzoleum - co nie przyszło jej łatwo, zważywszy na wielkie koszty - żyła na swym wdowim chlebie w zamku wołowskim. Zmarła 25 kwietnia 1680 roku w wieku 49 lat i została pochowana w zbudowanym przez siebie mauzoleum, obok męża i syna.

Linia żeńska Piastów dożyła jeszcze wieku XVIII w osobie starszej siostry Jerzego, Karoliny, która wyszedłszy za mąż z mi­łości za cesarskiego oficera, katolika, wyrzekła się dla niego swej religii. Nie zaznała zresztą szczęścia w tym małżeństwie, gdyż po siedmiu latach mąż ją opuścił. Żyła potem samotnie we Wrocła­wiu, spełnianiem dobrych uczynków pragnąc wypełnić pustkę ży­ciową, która ją trapiła po śmierci brata i matki. Zmarła 24 grudnia 1707 roku we Wrocławiu i zgodnie z życzeniem została pochowana u stóp św. Jadwigi w Trzebnicy.


Żródła:

"Książęta piastowscy Śląska" - Zygmunt Boras.


Jerzy Wilhelm "Liegnitz.pl"

24-03-2020